niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 29 „Niekończąca się noc cz.1”




„Od­wa­ga to pa­nowa­nie nad strachem, a nie brak strachu.”
Mark Twain

Biegli z całych sił, zupełnie nie patrząc za siebie. To nie miało wtedy znaczenia. Liczyła się tylko Lizzy i czas, którego mieli coraz mniej.
Jak na początek wiosny, na dworze było bardzo zimno. Mieli na sobie jedynie ciemne szaty, które porozdzierały się o gałęzie drzew. 
-Gdzie ona jest ? – krzyknął ochryple Syriusz.
James słyszał w jego głosie panikę i desperację. Ciężko sobie nawet wyobrazić, co wtedy czuł Black.  Chyba nikt nie zrozumie  jak to jest, umierać ze strachu o ukochaną osobę, dopóki sam tego nie przeżyje.
-Trzeba biec do Serca Lasu.
Sercem Lasu nazywano jego centrum -dużą polanę, którą otaczały wysokie drzewa i która zawsze była zupełnie pusta.
James znał to miejsce -uwielbiali się tam przemieniać. Było tam całkiem spokojnie, gdyż  inne zwierzęta nie lubiły się tam zapędzać. Nazywali je swoim miejscem spotkań lub miejscem przemian. Dziś może wydarzyć się w nim coś okropnego, coś o czym James starał się w ogóle nie myśleć, choć przerażało go straszliwie.
Im głębiej w las, tym ciemniej się robiło i w końcu biegli na czuja, pamiętając trasę ze swoich nocnych wyścigów, kiedy to razem z Łapą biegli beztrosko przed siebie. Teraz pędzili ile sił w nogach, ze ściśniętym żołądkiem i milionem złych myśli w głowie.
Nie mieli czasu na zastanowienie ani na wymyślanie planu i to mocno martwiło Jamesa. Pozostała tylko nadzieja, że Lily w czas powiadomi Dumbledore’a, bo bądź co bądź, mieli małe szanse z Kruczymi Braćmi i Thomasem.
Lily – mała, ruda, piegowata Evans. Czy dane mu będzie jeszcze kiedykolwiek zajrzeć w jej zielone oczy?

***

Olivia rozejrzała się dookoła z lekkim przerażeniem. Gdzieś niedaleko zaskrzypiała podłoga. Dziewczyna wstrzymała powietrze, ale to był tylko on.
-Wystraszyłeś mnie ! – powiedziała cicho i oskarżycielsko.
Nawet mając u swojego boku Remusa, nie mogła się zdobyć na normalne mówienie. Te wszystkie plotki o Wrzeszczącej Chacie zrobiły swoje  - każdy wiedział o duchach i krzykach w środku nocy, które świetnie odstraszały uczniów jak i pobliskich mieszkańców.
Wiedziała, że to nie prawda, ale… przekonanie o tym, że to miejsce jest nawiedzone, zostało już w niej głęboko zatwierdzone.
-Nie bój się. Wrzeszcząca Chata jest całkowicie bezpieczna– powiedział również cicho i lekko się uśmiechnął.
Usiadł na podłodze obok dużego okna  z wybitą szybą. Po kilku chwilach, Olivia dołączyła do niego. Przyciągnęła nogi do piersi i patrzyła na nocne, zachmurzone niebo. Otaczała ich przytłaczająca cisza i nagle dziewczyna zrozumiała, że rzadko jest sam na sam z Remusem. Tak naprawdę zawsze był obok nich ktoś, kto robił za przyzwoitkę, a teraz…
-Nie ubrałaś się zbyt ciepło, jesteś cała blada. No oprócz nosa.
Olivia przejrzała się w zbitym szkle. No tak, teraz wygląda jak Rudolf Czerwononosy. Remus zdjął kurtkę i nałożył jej na ramiona.  Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, a potem otuliła ciepłym ubraniem, rozkoszując się jego zapachem. Miała nadzieję, że tego po niej nie widać.
Po dłuższej chwili spojrzała na Remusa: był wychudzony i trochę poobijany, ale mimo wszystko czarował wyglądem.  Nie mogła oderwać wzroku od jego ciemnych włosów, delikatnych rys twarzy i głębokich oczu.
-Olivia, chciałbym ci coś powiedzieć.
Zamarła. Jego ton nie wróżył niczego dobrego – był poważny i zakłopotany. Przez głowę przeszło jej, że pewnie chce się rozstać. Coś ścisnęło ją w sercu, ale nie odezwała się.
-Coś czego nie mówiłem ci od bardzo dawna.
Wstrzymała oddech i  podniosła wzrok. Mimo, że jego twarz przedstawiała jak zwykle rozsądek i powagę, jego oczy uśmiechały się do niej.
-Kocham cię.
Dwa słowa, na które Olivia tak długo czekała, wypowiedziane szczerze i całkiem poważnie, co sprawiło, że jeszcze szerzej się uśmiechnęła. Miała ochotę śmiać się na głos i powtarzać „tak, tak, tak, tak, tak”. Remus jednak sprowadził ją na ziemię, mówiąc:
-Co nie znaczy, że nie jestem na ciebie okropnie wkurzony.
-Lupin, znowu zaczynasz!
-Jesteś taka...! Nieodpowiedzialna, nierozsądna i…
-Najwidoczniej przeciwieństwa się przyciągają.
***

Biegnąc potknęłam się o wystający korzeń i z impetem upadłam na ziemię. Jęknęłam z bólu, a gdzieś za mną usłyszałam szelest liści i odgłos łamanej gałęzi.
Mój oddech raptownie przyśpieszył, a serce zdawało się bić jeszcze szybciej. Zastanawiałam się jak to możliwe. Wstałam powoli na drżących nogach i znów zaczęłam biec. Najpierw powoli, nasłuchując czy nikt mnie przypadkiem nie śledzi, potem dałam sobie spokój i biegłam szybciej.
Upadałam, ale zaraz szybko podnosiłam się do góry.  Z oświetloną różdżką biegłam przed siebie, mając nadzieję, że trafię do Serca Lasu. Czytałam o nim w wielu książkach, nawet w Historii Hogwartu była o nim wzmianka, więc miałam nadzieję, że się nie zgubię.
Nagle gdzieś po prawej stronie, usłyszałam odgłos kopyt.  Mało nie krzyknęłam ze strachu.  Nie miałam zupełnie pojęcia co zrobić, w końcu centaury są o wiele silniejsze ode mnie. Nawet z różdżką mam małe szanse. Przystanęłam i schowałam się za wielkim drzewem. Zimny wiatr mierzwił mi włosy, a ja czekałam.
W końcu je zobaczyłam – całe stado, z wielkim, kasztanowym centaurem na czele pędziło gdzieś na zachód. Nie wiedziałam co do siebie krzyczą – może nie słyszałam, a może mówili w języku, którego nie rozumiem. Z jednej strony wydawali mi się piękni : wielcy, majestatyczni i rzadko spotykani, ale z drugiej myślałam o nich jak o niebezpiecznych i przerażających istotach, które całe swoje życie poświęcają gwiazdom.
Kiedy tylko zniknęli, odczekałam jeszcze kilka minut i ruszyłam w dalszą drogę. Już niedługo… na niebie pojawi się księżyc. Muszę go uprzedzić.
***

-Profesorze ! Czy to prawda?
Dumbledore budził wszystkie portrety i każdemu kazał przekazać jakieś wiadomości.
-Wysłałem już patronusa do Kwatery Głównej, Zakon powinien już tu być.
-Dlaczego? Dlaczego znów ta mała Elizabeth?
Dyrektor odwrócił się i uniósł nieznacznie okulary.
-Tu chodzi o niezwykle niebezpieczną, ale i ważną przepowiednię, którą wypowiedziała Marie. A myślałem, że nie ma już prawdziwych jasnowidzów.
-No tak, ale Marie nie żyje...
-A jej córka jest jedyną, która usłyszała przepowiednię.
Dyrektor wyszedł z gabinetu, a profesor McGonagall za nim. Szybkim krokiem schodzili po krętych schodach, a wokół nich panowała kompletna cisza. U dołu spotkali profesora Slughorna.
-Horacy, musisz zbudzić cały zamek. W tej chwili w Zakazanym Lesie dzieją się straszne rzeczy. Zbierz ich wszystkich w Wielkiej Sali. Zakon przybywa.
McGonagall biegła za dyrektorem i zapytała:
-Albusie, a ja?
-Minerwo, muszę cię prosić, byś razem ze mną wyruszyła do Zakazanego Lasu.
-Oczywiście...
Dyrektor za trzymał się na chwilę i wyjrzał przez okno.  Zdjął okulary-połówki i wypowiedział słowa, które wydawały się odbijać echem od ścian:
-Dzisiaj pełnia.

***
Zatrzymałam się na chwilę, żeby odetchnąć. Nie byłam zbyt dobrym biegaczem i taki dystans wyraźnie mnie zmęczył.
Kiedy już chciałam ruszyć dalej, z cienia wyszedł Even. Zatrzymałam się raptownie i odruchowo cofnęłam o dwa kroki. 
Co dziwne, mężczyzna się uśmiechał. Zrozumiałam, że to nie wróży nic dobrego. Mimo wszystko, zapytałam cicho:
-Dumbledore cię wysłał?
Mój głos brzmiał niepewnie i piskliwie, a Even jeszcze bardziej się uśmiechnął.
-Nie... On mi nie ufa - właściwie nigdy nie ufał. W końcu zrozumiał, że ludzie jakimi się otacza to kłamcy i ja niestety jestem jednym z nich.
Zadrżałam. Even dał krok w przód, a ja w tył. Bałam się go i zrozumiałam, że przede mną stoi ktoś bardzo niebezpieczny. Nie wiedziałam, jak mogłam wcześniej tego nie dostrzec.
-Pracujesz dla Niego?
-Jestem jednym z pierwszych Śmierciożerców. To zaszczyt służyć Czarnemu Panu.
Te słowa sprawiły, że serce zaczęło boleśnie kołatać o moją klatkę piersiową. Nie miałam czasu na pogawędki - złapałam za różdżkę i wyciągnęłam ją przed siebie.
-Pozwól mi odejść, a nie zrobię ci krzywdy - powiedziałam pewnie.
Jego szyderczy śmiech przeciął ciszę. Zrobiłam krok w przód, dając do zrozumienia, że nie żartuję. 
-Nie masz ze mną żadnych szans...
-Czego od niej chcecie?! - krzyknęłam.
-Kilku słów...a potem tylko śmierci. 
Zdenerwowana, krzyknęłam:
-Drętwota!
Był na to przygotowany i szybko odbił zaklęcie. Kolorowe smugi światła rozjaśniały leśny mrok, a w mojej głowie rodziła się myśl : nie dam rady. Nie jestem dobra w walkach i mimo że znam mnóstwo zaklęć, nie będę w stanie się obronić przed tym najgorszym. 
-Petrificus Totalus !- krzyknął po chwili.
Poczułam, że cała kamienieje i niczym słup opadam na ziemię. W innej sytuacji, może to wydawałoby się zabawne, ale wtedy wiedziałam, że już po mnie.
Miałam zaciśniętą buzię, więc nie mogłam nawet się odezwać. Różdżka musiała wypaść z mojej dłoni, gdyż leżała gdzieś dalej. 
Even podszedł bliżej i wyrzucił ją gdzieś w las. Później klęknął obok i szepnął mi do ucha:
-Nie chcę cię zabijać. Nie teraz. 
Zaciągnął mnie w jakieś dziwne miejsce i zniknął. Po chwili wrócił i uśmiechał się wesoło, jakby świetnie się bawiąc. Zobaczyłam o co mu chodzi. W ziemi wykopany był wielki dół i zrozumiałam, że to jest właśnie moje przeznaczenie.
Po chwili wziął mnie na ręce i wrzucił do niego. Ból przeszył moje ciało i nawet nie mogłam krzyknąć. 
-Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wrócę tu z twoją przyjaciółką. Przecież chciałyście być razem... Może dołączy do nich twój kochaś ? Kto wie?
Nie ! - miałam ochotę krzyknąć, ale to wszystko spełzło na niczym. 
Tylko nie Lizzy... Nie James. 

***
-Olivia, jesteś tego pewna?
Dziewczyna uśmiechnęła się. Niczego nie była pewna jak tego. 
Siedzieli w obskurnej Wrzeszczącej Chacie, a ona myślała tylko o tym, co się za chwilę wydarzy. Denerwowała się i to bardzo, ale wszystko musi pójść po jej myśli. 
I w końcu ona i Remus będą razem- bez strachu, ograniczeń, wstydu... Zagryzła wargę i spojrzała na chłopaka - był taki młody, a nosił w sobie tak wiele cierpienia.
Każdego miesiąca musiał przechodzić to samo i widać, że to doprowadzało go do szaleństwa.
-Pamiętaj, Remus. Jestem przy tobie - powiedziała cicho.
Zobaczyła, że on też się denerwuje. Kropelki potu spływały mu po czole, a w jego oczach widziała nic - tylko strach.
-A co jeśli cię skrzywdzę? Ja... 
-Nie martw się, poradzę sobie. 
Chwila niepewności, po czym ledwo zauważalnie kiwnął. Spojrzał na zegarek i wyjrzał przez okno. Jeszcze chwilę... minutę... sekundę... 
Jaka inna dziewczyna zostałaby, żeby zobaczyć coś tak potwornego? Olivia przylgnęła do ściany i ze strachem przyglądała się jego przemianie. Pazury, oczy... To nie jest Remus. Już nie. 
To dzika bestia, która jest w stanie ją zabić, ot tak. 
Jeszcze chwila i...
Olivia skupiła się na sobie - uspokoiła oddech i bicie serca, po czym wyczyściła swoje myśli. 
I już - nie było ani go, ani jej - tylko potężny, rozwścieczony wilkołak i mały, rudawy lis.

****
Jeszcze raz przepraszam za to, że tak dawno nie pisałam.Rozdział przygotowany miałam już od dawna, trzeba było go jedynie dopracować. 
Wiele się dzieje i może macie racje, że robi się zbyt krwawo, ale tak to po prostu wymyśliłam.
Druga część " Niekończącej się nocy"już niedługo - na razie nie jestem w stanie podać daty.
Muszę też Was wszystkich poinformować, że powoli i nieubłaganie zbliżamy się do końca.
Nie wiem ile jeszcze będzie rozdziałów, ale do 40 na pewno nie dobije.
To nie tak, że nie chcę już o tym pisać lub że mnie to nudzi - pisanie zawsze sprawia mi dużo radochy, a tą historię lubię szczególnie.
Czuję jednak, że dużo się już działo i czas to zakończyć. To na pewno będzie trudne i nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, ale tak już musi być. 
Kocham Was, moi drodzy czytelnicy i dziękuję Wam za wszystkie odwiedziny czy komentarze.
Piszę dla Was !

11 komentarzy:

  1. mi tam nie przeszkadza rozlew krwi ;P rozdział b. dobry, wynagradza przerwę ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę doczekać się następnego rozdziału. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :) Czekam na NN.

    ***
    Na http://lily-james-i-ja.blogspot.com/ pojawił się nowy rozdział!
    Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. http://lily-james-i-ty.blogspot.com/ a to mój blog :D zachęcam do czytania i komentowania :) od razu zaznaczam, że jest to mój pierwszy blog :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award :3
    Więcej informacji u mnie na:
    http://lily-james-i-ja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominowałam cię do Liebster Blog Award :3 szczegóły u mnie w zakładce :D http://czarnapanihogwart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział genialny ,boski nie ma słów by go opisać . Kiedy next ?

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award! :) Więcej informacji na http://lily-james-i-ja.blogspot.com/

    Anna M. Waldorf

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne! Dużo razy płakałam przy Twoim blogu ;) Nic dodać, nic ująć. :) Czekam niecierpliwie na nastepny rozdział. Życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń