Kiedy pierwszy raz się przebudziłam, słyszałam jedynie krzyki i czyjś niski, spokojny głos :
-Wszystko będzie dobrze, Lily.
Nic nie rozumiałam, a ból rozsadzał mi głowę. Pamiętam metaliczny smak krwi i jej zapach. Pamiętam jak moja dłoń podążyła ku twarzy - była mokra, ale to nie była woda, była zbyt gęsta. To musiała być krew.
Potem ktoś podał mi coś do wypicia i nastała ciemność.
Nie wiem ile czasu byłam nieprzytomna, ale obudziłam się w któryś z poranków. Zauważyłam, że jestem w Skrzydle Szpitalnym. Chyba coś jęknęłam, bo pielęgniarka po chwili przybiegła do mnie z masą fiolek.
-Kochanie, jak się czujesz?
Musiałam kilka razy zamrugać, a potem zaczęłam się podnosić. Pani Pomfrey usiadła na skraju łóżka i spojrzała na mnie przenikliwie.
-Dobrze - odpowiedziałam cicho.
Zaraz zaczęłam coś łykać, a ona tylko kręciła głową.
-Co się stało? - zapytałam, gdy wypiłam wszystkie przygotowane eliksiry.
-Zostałaś zaatakowana, nie wiemy jednak przez kogo... Wyjątkowo paskudne zaklęcie... lub po prostu ktoś rzucił się na ciebie z nożem. Nic nie pamiętasz?
Pokręciłam tylko głową, a obraz zaczął mi się rozmywać.
-Muszę się jeszcze... położyć - powiedziałam cicho.
-Tak, tak. Śpij, kochana, śpij.
Kolejny raz, kiedy się obudziłam było ciemno. Coś mignęło mi przed oczami, więc zamrugałam kilkakrotnie i z lekkim ukłuciem w sercu podniosłam się do pozycji siedzącej. Moje oczy nie były przyzwyczajone do ciemności, więc przez chwile wpatrywałam się przed siebie jak głupia. Potem jednak zauważyłam ruch pod moim łóżkiem. Wychyliłam się i ...
-Tylko się nie wystrasz.
Cichy, spokojny, może trochę nieśmiały głos. Przybliżył się do mnie, a ja zyskałam pewność.
-James? Co ty tu robisz?
Patrzył na mnie, a w tej ciemności mogłam dostrzec słaby blask w jego oczach. Usta, które zwykle były roześmiane, teraz nie wyrażały nic. Usiadł na krześle obok, a ja zamarłam. Nie myślałam o niczym innym tylko o nim. Zapomniałam o tym gdzie i dlaczego tu jesteśmy oraz o wszystkim co stało się wcześniej. W tamtym momencie, kiedy upadłam na podłogę, a ciemność odbierała mnie światu, myślałam tylko o nim. Tak jak teraz.
-Nie mogłem zasnąć, chodziłem po całym zamku... chyba nawet chciałem dać się złapać, ale o dziwo nie napotkałem na swojej drodze nikogo. W końcu pomyślałem, że pewnie pani Pomfrey śpi, więc...
-Przyszedłeś do mnie.
-Nie chciałem cię budzić - powiedział jeszcze ciszej.
Znów nastała cisza, w której oboje badaliśmy się wzrokiem.
-Wiesz, kto mógł to zrobić ? - zapytałam.
-Mogę tylko się domyślać...
-Thomas ? - to był mój pierwszy strzał.
James skrzywił się lekko.
-Thomas ma alibi. Syriusz i Lizzy widzieli go ponoć w drugiej części zamku, kiedy ty zostałaś zaatakowana.
Nie odezwałam się. Czułam, że to mógł być on. Nawet jeśli był wtedy gdzie indziej nie przekonywało mnie to. Byłam pewna, że Kruczy Bracia mają coś z tym wspólnego, nikt inny nie chciałby mnie aż tak skrzywdzić.
Nagle zorientowałam się, że to była jedna z najspokojniejszych rozmów od czasu... kiedy dowiedziałam się co zrobił James. Poczułam, że to wszystko do mnie wraca i kiedy spojrzałam na niego, skrzywiłam się z bólu. Nie przeprosił mnie. Nie powiedział nic...
James chyba zauważył, że coś jest nie tak, bo przybliżył się do mnie i zaczął:
-Lily?
Łzy spłynęły mi po policzkach, a on to zauważył. Patrzył na mnie inaczej - cierpiąco. Odsunęłam się i chciałam wytrzeć mokry policzek, kiedy on mnie uprzedził. Jego dłoń delikatnie przejechała po mojej skórze, a on wciąż patrzył mi w oczy. Byliśmy tak blisko, że mogłam dokładnie przyjrzeć się oczom, które tak ukochałam.
-Lily, nie chciałem cię skrzywdzić. Nigdy. - James wyszeptał, gdy kolejne łzy spłynęły mi po policzkach.
-To czemu to zrobiłeś ? Czemu założyłeś się z.. - nie mogłam dalej mówić, bo czułam, że ogarnia mną jakaś typowa dla mnie histeria.
Dotknęłam jego dłoni i odsunęłam ją. Czułam się skrzywdzona i jego słowa nie mogły tego zmienić.
Nie ruszył się, a jego twarz zmieniła wyraz, którego nie mogłam odgadnąć. W tym momencie, w szpitalnym łóżku poczułam się taka krucha i jednocześnie beznadziejna. Byłam Lily Evans, jak mogłam tak płakać przed kimś... kto znaczył dla mnie kiedyś tak wiele.
-Kiedy ty leżałaś tu nieprzytomna, odkryliśmy prawdę.
Podniosłam wzrok, James nie patrzył na mnie. Nagle zaczęły go interesować jego dłonie.
-Remus nie wierzył, że mogłem coś takiego zrobić. On wiedział, że cię kocham... Nie, Lily - powiedział, gdy chciałam zaprotestować. - Daj mi skończyć. Kochałem cię, kocham cię i będę cię kochać. Myślisz, że przez tyle lat starałem się ci zaimponować... wyciągnąć na randkę czy po prostu spróbować zaprzyjaźnić się z tobą ot tak dla zakładu ? Nigdy nie starałem się o kogoś tak jak o ciebie. Od początku wiedziałem, że musisz być moja, bo ja... już byłem twój. I gdy teraz patrzę, jak marszczysz te swoje brwi i chcesz na mnie nawrzeszczeć, wiem, że nigdy nie byłem bardziej pewny co do uczucia do ciebie, nawet jeśli potrafiliśmy kłócić się dniami i nocami.
Zagryzłam wargę, a on uśmiechnął się jak to zwykł robić. Nie mogłam na to patrzeć, na jego uśmiech, oczy. Nie mogłam słuchać słów, które do mnie mówił, bo wiedziałam, że jeszcze chwila i mu się poddam.
-Remus zaczął dochodzenie i ... okazało się, że Syriusz nie pamięta momentu, kiedy się ciebie założyliśmy, ale pamięta tylko sam fakt, iż to zrobiliśmy. Dodatkowo, kiedy zacząłem wspominać tamtą rozmowę, którą podsłuchałaś... Zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak - nie wiedziałem, co robiłem wcześniej... Miałem zaniki pamięci. Wtedy zrozumiałem co się dzieje - ktoś nami manipuluje, stara się nas rozdzielić. Zacząłem walczyć z fałszywymi wspomnieniami, a Remus podrzucił mi nazwisko, które idealnie do tego pasowało. Snape. Złapaliśmy go wczoraj wieczorem i przepytaliśmy. Zaklinał się, że nic nie zrobił i nawet próbował z nami walczyć. Potem dołączyli do nas Syriusz i Peter, a on... spojrzał tylko na nas jakoś tak dziwnie i się przyznał.
-Co mu zrobiliście ? - spytałam zlękniona.
Nie wiedział czy mu wierzyć. Co mi jednak pozostało?
-Nie chcę o tym mówić. To nie ma znaczenia, najważniejsze jest to, że odkryliśmy prawdę. Lily, ja... nigdy bym ci tego nie zrobił. Przecież wiesz! Jak mogłaś w to uwierzyć !? Teraz, kiedy odzyskałem wszystkie swoje wspomnienia... Lily, kocham cię.
Nie mogłam nic innego uczynić. Przyciągnęłam go za luźno nałożony krawat i pocałowałam. Ogień w moim ciele zapłonął ponownie, a ja jeszcze bardziej wyostrzyłam swoje zmysły.
James całował mnie delikatnie, jakby się bał, że zaraz prysnę jak bańka mydlana. Ja jednak nie mogłam tego znieść - przysunęłam się do niego jeszcze bliżej i przejechałam ręką po jego czarnych włosach. Odsunął się ode mnie na chwile i zaśmiał cicho.
-To znaczy, że mi wybaczysz?
Oddychaliśmy ciężko, ja przy jego ustach on przy moich.
-Tak, James, tak.
Pocałował mnie po raz kolejny, tym razem przewracając na łóżko. A ja nie mogłam się nim nacieszyć.
***
Elizabeth siedziała na murku przed szkołą i płakała. Było ciemno i zimno, ale nic jej to nie obchodziło. Nie miała miejsca w szkole, w którym mogłaby być zupełnie sama, nienarażona na czyjeś spojrzenie, więc uciekła na dwór.
Bała się o nią, tak bardzo się bała. Wszystko się sypało, a Lily cierpiała nad tym najbardziej. Na dodatek czuła, że to w jakiejś mierze jej wina. Mogła to przewidzieć, pilnować Thomasa, spróbować zgadnąć co knuje.Miał alibi, ale była pewna, że to jego sprawka. Swoimi rękami lub czyimiś, skrzywdził Lily.
-Lizzy ? - usłyszała za sobą.
Odwróciła się i zobaczyła Syriusza. Jak zwykle wyglądał oszałamiająco i niezwykle. Miał na sobie biała koszulę i krawat Gryffindoru, wszystko założone w nieładzie, widocznie z pośpiechu. Nagle zorientowała się jaki jest wysoki. Jakoś nigdy nie zwracała na to uwagi, ale przy nim wydawała się bardzo drobna.
Nie mogła się nadziwić, co on w niej widział? Ani nie była ładna, ani bardzo mądra...
Zbiegł do niej, ale odwróciła się. Kucnął przed nią tak, że nie mogła na niego nie patrzeć.
- Lizzy...Olivia powiedziała, że gdzieś uciekłaś i nie może cię znaleźć. Co się dzieje ?
Nie mogła wydać z siebie żadnego głosu. Syriusz patrzył na nią zupełnie poważnie, co robił bardzo rzadko. Zawsze był roześmiany i bagatelizował wszystko, a jego poza przedstawiała człowieka, który nigdy się niczym nie przejmował. Teraz Lizzy mogła dostrzec, że to nie prawda. To było ekscytujące, ale zaraz smutne- przejmował się nią i to w tej chwili.
-Elizabeth Deyron, masz mi natychmiast powiedzieć co się dzieje -powiedział Syriusz surowo.
Dziewczyna zadrżała i odsunęła się od niego, ale nie pozwolił jej odejść.
-Puść mnie, ja...muszę iść, skoro Olivia się martwi.
Jego oczy świdrowały ją tak, że musiała odwrócić wzrok.
-A ja? - zapytał zdenerwowany.
-Co : ty?
-Nic już nie znaczę? Nie mam nic do powiedzenia? Lizzy!
W tej chwili Black zaczął myśleć, że ma chyba za mało cierpliwości do kobiet. Chciał krzyknąć, żeby w końcu zaczęła coś do niego mówić, ale wystarczyło jedno spojrzenie, a wiedział, że nigdy nie mógłby na nią nawrzeszczeć. Była taka delikatna, taka... wrażliwa. Patrzył w jej dużej, piękne oczy i nie wiedział co robić. On - Syriusz Black, który zawsze wiedział jak się zachować, po raz pierwszy nie był pewny niczego.
Wiatr rozwiał jej ciemne włosy, a on musiał przyznać, że nawet jak płacze jest piękna. Tylko, że on nie chciał, by Lizzy płakała.
-Puść.
-Nie.
-Syriusz.
-Nie.
-BLACK! - krzyknęła.- To moja wina ! To wszystko moja wina. Wiedziałam, że coś planują! Jest koniec miesiąca !
Syriusz spojrzał na nią zmartwiony, nie mając pojęcia o co jej chodzi.
-Mama mi powiedziała, że według plotek Kruczy Bracia planują swoje zbrodnie na koniec miesiąca. Ponoć jakiś centaur przepowiedział im z gwiazd, iż to najlepszy czas na uczynienie tego co nieuniknione. Gdybym o tym wtedy pamiętała, kazałabym wam wszystkim siedzieć w dormitoriach i... Ale nie, ja byłam zbyt zajęta sobą i ... TOBĄ !
-Elizabeth. Nie możesz się za to winić. Jak sama powiedziałaś, to było nieuniknione. Myślisz, że byłabyś w stanie chronić nas wszystkich? Lizzy, spójrz na mnie.
Wykonała posłusznie jego polecenie, a on powiedział poważnie:
-Nie jesteś niczemu winna. Sama nie jesteś w stanie ich wszystkich powstrzymać.
Nastała długa cisza, w której oboje spoglądali na siebie odważnie.
-Czemu zawsze masz ten rozkazujący ton ? - warknęła.
On uśmiechnął się i ona złagodniała. W końcu on przygarnął ją do siebie i przytulił. Złapał za jej zimne dłonie i skrył je w swoich. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć, ale Syriusz sprawił, że nie miała ochoty zamartwiać się właśnie teraz. Wiedziała, że musi coś zrobić, ale ma jeszcze czas by coś wymyślić. W takim stanie i tak nic nie wskóra.
Po jakimś czasie, Syriusz wstał i podniósł ją za sobą.
-Idziemy - powiedział rozkazująco.
-Gdzie? - zapytała Lizzy.
-Chcę ciebie. Teraz.
Złapał mocniej jej rękę, a ona odpowiedziała tym samym.
***
Nie wiem jak mam was przeprosić za to, że tak długo nic nie dodawałam. Nawet patrząc na ten rozdział, wielu z was może być nieusatysfakcjonowany jego długością lub może nawet treścią, ale na taki akurat wpadłam pomysł. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda - jeśli tak, to dziękuję.
Kolejny rozdział na pewno pojawi się w tym miesiącu i tym razem obiecuję. Jeszcze raz przepraszam wszystkich <3
Rozdział nawet fajny :) Szkoda tylko że krótko ale rozdział i tak spoko :) Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńSuper :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny ^^
WRESZCIE! wiedziałam że James nie zrobiłby tego liliy!
OdpowiedzUsuńCUDOO *.*
OdpowiedzUsuńCudownie,serio,genialnie *__*
OdpowiedzUsuńLilka.