niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 29 „Niekończąca się noc cz.1”




„Od­wa­ga to pa­nowa­nie nad strachem, a nie brak strachu.”
Mark Twain

Biegli z całych sił, zupełnie nie patrząc za siebie. To nie miało wtedy znaczenia. Liczyła się tylko Lizzy i czas, którego mieli coraz mniej.
Jak na początek wiosny, na dworze było bardzo zimno. Mieli na sobie jedynie ciemne szaty, które porozdzierały się o gałęzie drzew. 
-Gdzie ona jest ? – krzyknął ochryple Syriusz.
James słyszał w jego głosie panikę i desperację. Ciężko sobie nawet wyobrazić, co wtedy czuł Black.  Chyba nikt nie zrozumie  jak to jest, umierać ze strachu o ukochaną osobę, dopóki sam tego nie przeżyje.
-Trzeba biec do Serca Lasu.
Sercem Lasu nazywano jego centrum -dużą polanę, którą otaczały wysokie drzewa i która zawsze była zupełnie pusta.
James znał to miejsce -uwielbiali się tam przemieniać. Było tam całkiem spokojnie, gdyż  inne zwierzęta nie lubiły się tam zapędzać. Nazywali je swoim miejscem spotkań lub miejscem przemian. Dziś może wydarzyć się w nim coś okropnego, coś o czym James starał się w ogóle nie myśleć, choć przerażało go straszliwie.
Im głębiej w las, tym ciemniej się robiło i w końcu biegli na czuja, pamiętając trasę ze swoich nocnych wyścigów, kiedy to razem z Łapą biegli beztrosko przed siebie. Teraz pędzili ile sił w nogach, ze ściśniętym żołądkiem i milionem złych myśli w głowie.
Nie mieli czasu na zastanowienie ani na wymyślanie planu i to mocno martwiło Jamesa. Pozostała tylko nadzieja, że Lily w czas powiadomi Dumbledore’a, bo bądź co bądź, mieli małe szanse z Kruczymi Braćmi i Thomasem.
Lily – mała, ruda, piegowata Evans. Czy dane mu będzie jeszcze kiedykolwiek zajrzeć w jej zielone oczy?

***

Olivia rozejrzała się dookoła z lekkim przerażeniem. Gdzieś niedaleko zaskrzypiała podłoga. Dziewczyna wstrzymała powietrze, ale to był tylko on.
-Wystraszyłeś mnie ! – powiedziała cicho i oskarżycielsko.
Nawet mając u swojego boku Remusa, nie mogła się zdobyć na normalne mówienie. Te wszystkie plotki o Wrzeszczącej Chacie zrobiły swoje  - każdy wiedział o duchach i krzykach w środku nocy, które świetnie odstraszały uczniów jak i pobliskich mieszkańców.
Wiedziała, że to nie prawda, ale… przekonanie o tym, że to miejsce jest nawiedzone, zostało już w niej głęboko zatwierdzone.
-Nie bój się. Wrzeszcząca Chata jest całkowicie bezpieczna– powiedział również cicho i lekko się uśmiechnął.
Usiadł na podłodze obok dużego okna  z wybitą szybą. Po kilku chwilach, Olivia dołączyła do niego. Przyciągnęła nogi do piersi i patrzyła na nocne, zachmurzone niebo. Otaczała ich przytłaczająca cisza i nagle dziewczyna zrozumiała, że rzadko jest sam na sam z Remusem. Tak naprawdę zawsze był obok nich ktoś, kto robił za przyzwoitkę, a teraz…
-Nie ubrałaś się zbyt ciepło, jesteś cała blada. No oprócz nosa.
Olivia przejrzała się w zbitym szkle. No tak, teraz wygląda jak Rudolf Czerwononosy. Remus zdjął kurtkę i nałożył jej na ramiona.  Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, a potem otuliła ciepłym ubraniem, rozkoszując się jego zapachem. Miała nadzieję, że tego po niej nie widać.
Po dłuższej chwili spojrzała na Remusa: był wychudzony i trochę poobijany, ale mimo wszystko czarował wyglądem.  Nie mogła oderwać wzroku od jego ciemnych włosów, delikatnych rys twarzy i głębokich oczu.
-Olivia, chciałbym ci coś powiedzieć.
Zamarła. Jego ton nie wróżył niczego dobrego – był poważny i zakłopotany. Przez głowę przeszło jej, że pewnie chce się rozstać. Coś ścisnęło ją w sercu, ale nie odezwała się.
-Coś czego nie mówiłem ci od bardzo dawna.
Wstrzymała oddech i  podniosła wzrok. Mimo, że jego twarz przedstawiała jak zwykle rozsądek i powagę, jego oczy uśmiechały się do niej.
-Kocham cię.
Dwa słowa, na które Olivia tak długo czekała, wypowiedziane szczerze i całkiem poważnie, co sprawiło, że jeszcze szerzej się uśmiechnęła. Miała ochotę śmiać się na głos i powtarzać „tak, tak, tak, tak, tak”. Remus jednak sprowadził ją na ziemię, mówiąc:
-Co nie znaczy, że nie jestem na ciebie okropnie wkurzony.
-Lupin, znowu zaczynasz!
-Jesteś taka...! Nieodpowiedzialna, nierozsądna i…
-Najwidoczniej przeciwieństwa się przyciągają.
***

Biegnąc potknęłam się o wystający korzeń i z impetem upadłam na ziemię. Jęknęłam z bólu, a gdzieś za mną usłyszałam szelest liści i odgłos łamanej gałęzi.
Mój oddech raptownie przyśpieszył, a serce zdawało się bić jeszcze szybciej. Zastanawiałam się jak to możliwe. Wstałam powoli na drżących nogach i znów zaczęłam biec. Najpierw powoli, nasłuchując czy nikt mnie przypadkiem nie śledzi, potem dałam sobie spokój i biegłam szybciej.
Upadałam, ale zaraz szybko podnosiłam się do góry.  Z oświetloną różdżką biegłam przed siebie, mając nadzieję, że trafię do Serca Lasu. Czytałam o nim w wielu książkach, nawet w Historii Hogwartu była o nim wzmianka, więc miałam nadzieję, że się nie zgubię.
Nagle gdzieś po prawej stronie, usłyszałam odgłos kopyt.  Mało nie krzyknęłam ze strachu.  Nie miałam zupełnie pojęcia co zrobić, w końcu centaury są o wiele silniejsze ode mnie. Nawet z różdżką mam małe szanse. Przystanęłam i schowałam się za wielkim drzewem. Zimny wiatr mierzwił mi włosy, a ja czekałam.
W końcu je zobaczyłam – całe stado, z wielkim, kasztanowym centaurem na czele pędziło gdzieś na zachód. Nie wiedziałam co do siebie krzyczą – może nie słyszałam, a może mówili w języku, którego nie rozumiem. Z jednej strony wydawali mi się piękni : wielcy, majestatyczni i rzadko spotykani, ale z drugiej myślałam o nich jak o niebezpiecznych i przerażających istotach, które całe swoje życie poświęcają gwiazdom.
Kiedy tylko zniknęli, odczekałam jeszcze kilka minut i ruszyłam w dalszą drogę. Już niedługo… na niebie pojawi się księżyc. Muszę go uprzedzić.
***

-Profesorze ! Czy to prawda?
Dumbledore budził wszystkie portrety i każdemu kazał przekazać jakieś wiadomości.
-Wysłałem już patronusa do Kwatery Głównej, Zakon powinien już tu być.
-Dlaczego? Dlaczego znów ta mała Elizabeth?
Dyrektor odwrócił się i uniósł nieznacznie okulary.
-Tu chodzi o niezwykle niebezpieczną, ale i ważną przepowiednię, którą wypowiedziała Marie. A myślałem, że nie ma już prawdziwych jasnowidzów.
-No tak, ale Marie nie żyje...
-A jej córka jest jedyną, która usłyszała przepowiednię.
Dyrektor wyszedł z gabinetu, a profesor McGonagall za nim. Szybkim krokiem schodzili po krętych schodach, a wokół nich panowała kompletna cisza. U dołu spotkali profesora Slughorna.
-Horacy, musisz zbudzić cały zamek. W tej chwili w Zakazanym Lesie dzieją się straszne rzeczy. Zbierz ich wszystkich w Wielkiej Sali. Zakon przybywa.
McGonagall biegła za dyrektorem i zapytała:
-Albusie, a ja?
-Minerwo, muszę cię prosić, byś razem ze mną wyruszyła do Zakazanego Lasu.
-Oczywiście...
Dyrektor za trzymał się na chwilę i wyjrzał przez okno.  Zdjął okulary-połówki i wypowiedział słowa, które wydawały się odbijać echem od ścian:
-Dzisiaj pełnia.

***
Zatrzymałam się na chwilę, żeby odetchnąć. Nie byłam zbyt dobrym biegaczem i taki dystans wyraźnie mnie zmęczył.
Kiedy już chciałam ruszyć dalej, z cienia wyszedł Even. Zatrzymałam się raptownie i odruchowo cofnęłam o dwa kroki. 
Co dziwne, mężczyzna się uśmiechał. Zrozumiałam, że to nie wróży nic dobrego. Mimo wszystko, zapytałam cicho:
-Dumbledore cię wysłał?
Mój głos brzmiał niepewnie i piskliwie, a Even jeszcze bardziej się uśmiechnął.
-Nie... On mi nie ufa - właściwie nigdy nie ufał. W końcu zrozumiał, że ludzie jakimi się otacza to kłamcy i ja niestety jestem jednym z nich.
Zadrżałam. Even dał krok w przód, a ja w tył. Bałam się go i zrozumiałam, że przede mną stoi ktoś bardzo niebezpieczny. Nie wiedziałam, jak mogłam wcześniej tego nie dostrzec.
-Pracujesz dla Niego?
-Jestem jednym z pierwszych Śmierciożerców. To zaszczyt służyć Czarnemu Panu.
Te słowa sprawiły, że serce zaczęło boleśnie kołatać o moją klatkę piersiową. Nie miałam czasu na pogawędki - złapałam za różdżkę i wyciągnęłam ją przed siebie.
-Pozwól mi odejść, a nie zrobię ci krzywdy - powiedziałam pewnie.
Jego szyderczy śmiech przeciął ciszę. Zrobiłam krok w przód, dając do zrozumienia, że nie żartuję. 
-Nie masz ze mną żadnych szans...
-Czego od niej chcecie?! - krzyknęłam.
-Kilku słów...a potem tylko śmierci. 
Zdenerwowana, krzyknęłam:
-Drętwota!
Był na to przygotowany i szybko odbił zaklęcie. Kolorowe smugi światła rozjaśniały leśny mrok, a w mojej głowie rodziła się myśl : nie dam rady. Nie jestem dobra w walkach i mimo że znam mnóstwo zaklęć, nie będę w stanie się obronić przed tym najgorszym. 
-Petrificus Totalus !- krzyknął po chwili.
Poczułam, że cała kamienieje i niczym słup opadam na ziemię. W innej sytuacji, może to wydawałoby się zabawne, ale wtedy wiedziałam, że już po mnie.
Miałam zaciśniętą buzię, więc nie mogłam nawet się odezwać. Różdżka musiała wypaść z mojej dłoni, gdyż leżała gdzieś dalej. 
Even podszedł bliżej i wyrzucił ją gdzieś w las. Później klęknął obok i szepnął mi do ucha:
-Nie chcę cię zabijać. Nie teraz. 
Zaciągnął mnie w jakieś dziwne miejsce i zniknął. Po chwili wrócił i uśmiechał się wesoło, jakby świetnie się bawiąc. Zobaczyłam o co mu chodzi. W ziemi wykopany był wielki dół i zrozumiałam, że to jest właśnie moje przeznaczenie.
Po chwili wziął mnie na ręce i wrzucił do niego. Ból przeszył moje ciało i nawet nie mogłam krzyknąć. 
-Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wrócę tu z twoją przyjaciółką. Przecież chciałyście być razem... Może dołączy do nich twój kochaś ? Kto wie?
Nie ! - miałam ochotę krzyknąć, ale to wszystko spełzło na niczym. 
Tylko nie Lizzy... Nie James. 

***
-Olivia, jesteś tego pewna?
Dziewczyna uśmiechnęła się. Niczego nie była pewna jak tego. 
Siedzieli w obskurnej Wrzeszczącej Chacie, a ona myślała tylko o tym, co się za chwilę wydarzy. Denerwowała się i to bardzo, ale wszystko musi pójść po jej myśli. 
I w końcu ona i Remus będą razem- bez strachu, ograniczeń, wstydu... Zagryzła wargę i spojrzała na chłopaka - był taki młody, a nosił w sobie tak wiele cierpienia.
Każdego miesiąca musiał przechodzić to samo i widać, że to doprowadzało go do szaleństwa.
-Pamiętaj, Remus. Jestem przy tobie - powiedziała cicho.
Zobaczyła, że on też się denerwuje. Kropelki potu spływały mu po czole, a w jego oczach widziała nic - tylko strach.
-A co jeśli cię skrzywdzę? Ja... 
-Nie martw się, poradzę sobie. 
Chwila niepewności, po czym ledwo zauważalnie kiwnął. Spojrzał na zegarek i wyjrzał przez okno. Jeszcze chwilę... minutę... sekundę... 
Jaka inna dziewczyna zostałaby, żeby zobaczyć coś tak potwornego? Olivia przylgnęła do ściany i ze strachem przyglądała się jego przemianie. Pazury, oczy... To nie jest Remus. Już nie. 
To dzika bestia, która jest w stanie ją zabić, ot tak. 
Jeszcze chwila i...
Olivia skupiła się na sobie - uspokoiła oddech i bicie serca, po czym wyczyściła swoje myśli. 
I już - nie było ani go, ani jej - tylko potężny, rozwścieczony wilkołak i mały, rudawy lis.

****
Jeszcze raz przepraszam za to, że tak dawno nie pisałam.Rozdział przygotowany miałam już od dawna, trzeba było go jedynie dopracować. 
Wiele się dzieje i może macie racje, że robi się zbyt krwawo, ale tak to po prostu wymyśliłam.
Druga część " Niekończącej się nocy"już niedługo - na razie nie jestem w stanie podać daty.
Muszę też Was wszystkich poinformować, że powoli i nieubłaganie zbliżamy się do końca.
Nie wiem ile jeszcze będzie rozdziałów, ale do 40 na pewno nie dobije.
To nie tak, że nie chcę już o tym pisać lub że mnie to nudzi - pisanie zawsze sprawia mi dużo radochy, a tą historię lubię szczególnie.
Czuję jednak, że dużo się już działo i czas to zakończyć. To na pewno będzie trudne i nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, ale tak już musi być. 
Kocham Was, moi drodzy czytelnicy i dziękuję Wam za wszystkie odwiedziny czy komentarze.
Piszę dla Was !

sobota, 5 kwietnia 2014

Nowy rozdział

Kochani ! 
Tak mi przykro, że nie udostępniałam nic od dłuższego czasu, ale mogę wam obiecać, że już jutro pojawi się nowy 29 rozdział. Godzina bliżej nieokreślona, ale myślę, że pod wieczór.
Serdecznie zapraszam.

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 28 " Porwanie"

Koniec roku zbliżał się nieubłaganie, więc wszyscy wzięli się za naukę. Nagle wszelkie problemy, zmartwienia, zostały zastąpione nowymi : egzaminy.
Niestety opuściłam się przez te kilka miesięcy w nauce, więc postanowiłam wziąć się ostro do roboty.
Oczywiście i tak większość czasu w bibliotece spędzałam na rozmawianiu z Lizzy i Syriuszem, którzy byli szczęśliwi jak nigdy, aż miło było na nich patrzeć. Czasami Elizabeth skarżyła się na Blacka, ale czułam, że tak naprawdę nie mówi poważnie. Człowiek zakochany nie widzi wad drugiej osoby, dopóki nie minie trochę czasu i w końcu się poznają.
Kiedy tylko nie siedziałam na lekcjach lub w bibliotece, razem z Jamesem chodziliśmy do Pokoju Życzeń i rozmawialiśmy w kółko, o wszystkim i o niczym.
Było to gdzieś na początku kwietnia, na dworze była słoneczna pogoda i każdy wyglądał przez okno. W oczach każdego ucznia widać było tęsknotę i chęć opuszczenia zimnej, ponurej klasy. Wszyscy chcieliśmy po prostu postawić nogi na zimnej, jeszcze mokrej trawie, poszukać pierwszych, wiosennych kwiatów i powdychać zapach wiosny- najpiękniejszy zapach na świecie.
Profesor McGonagall odchrząknęła głośno i powiedziała surowym głosem, który od razu przywrócił naszą uwagę:
-Czy ja wam nie przeszkadzam? Tak bardzo chce wam się na dwór, to może zamienię każdego z was w motyla ? A może w gąsienice?
-Najlepiej w ptaka- szepnęła cicho Olivia.
Kilka osób się uśmiechnęło, a ja spojrzałam na nauczycielkę, która wydawała się być wytrącona z równowagi. Tylko ja, po chwili zauważyłam jak kąciki jej ust również drgają.
Po Transmutacji poszliśmy do lochów na eliksiry.
-Zostało nam tylko to przeżyć i na dwór ! - krzyknął Black, chcąc dodać otuchy.
-Tak, ale jestem pewna, że Slughorn da nam wycisk, w końcu zapowiadał, że przed końcem roku przećwiczy z nami coś naprawdę trudnego.
-Ach, Slughorn mnie lubi. Nie ma opcji, żeby nie postawił mi P - zaśmiał się Syriusz, delikatnie obejmując Lizzy.
James, który dopiero co do nas dobiegł zdyszany odrzekł:
-Mylisz się, przyjacielu. Slughorn lubi Lily. Ciebie ewentualnie toleruje.
-Ciebie natomiast nie znosi. Zawsze jak cię widzi, krzywi się jakby wypił któryś z leków pani Pomfrey.
-Krzywi się, bo widzi Petera obok mnie. A właśnie! Gdzie on jest?
Wszyscy naraz się rozejrzeli- faktycznie Glizdogona nigdzie nie było. Nagle poczułam ukłucie w sercu - na pewno było mu przykro, że James ciągle go pomija. Życie w cieniu sławnych i lubianych Syriusza i Jamesa na pewno nie jest łatwe. W końcu wszyscy kochają Jamesa, bo jest świetnym szukającym. Black jest czarujący, gra też całkiem nieźle i ludzie zawsze lgnęli do niego jak do ćma do światła. Remus był zawsze tym spokojnym i opanowanym, ale ludzie go lubili, bo zawsze służył pomocą. A Peter? Co takiego można by o nim powiedzieć? Ze zdziwieniem zauważyłam, że sama niewiele o nim wiem.
Szliśmy dalej, jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby go poszukać. Po krótszym zastanowieniu stwierdziłam, że chyba był na Transmutacji.
-Nie powinniście go tak olewać. To wasz przyjaciel. Jeden z Huncwotów - szepnęłam do Jamesa.
Zostaliśmy w tyle, a inni podążyli przez korytarz do lochów. Nie wiem czy celowo, czy nie, ale ociągaliśmy się ile się da.
-Wiem, Lily.
Stanęłam przed nim i lekko podirytowana warknęłam:
-To na co czekasz? Idź do niego. Pogadaj z nim. Przeproś, że ostatnio w ogóle się nim nie interesowałeś.
James pokręcił głową i spojrzał na mnie jak na dziecko, miałam tylko nadzieję, że nie będzie dzielił słów na sylaby jak dla mniejszych.
-Lily, nazywam się James Potter...
-To co?! Jesteś za dumny, żeby przepraszać ?
Wściekła zostawiłam go na środku korytarza i pobiegłam na eliksiry. Z Eliksirem Postarzającym poradziłam sobie najlepiej z klasy i Slughorn z uśmiechem wystawił mi W. Mimo wszystko nie odzywałam się do Jamesa, jakby to wszystko był na tyle poważny powód, żeby go unikać.
Wieczorem Krukoni urządzali imprezę i Lizzy powiedziała, że zna kilku siódmoklasistów, którzy chętnie nas wpuszczą.
-Znasz siódmoklasistów? Skad...?
-Nie pytaj, Lily - zaśmiała się tylko El.
To było postanowione - idziemy do Krukonów. Najpierw jednak musiałyśmy się wyszykować, więc poszłyśmy do Wieży Gryffindoru. Na szczęście nikt nie stanął nam na drodze, więc szybko wślizgnęłyśmy się do dormitorium.
-Mam tu trochę mugolskich ciuchów, które idealnie nadadzą się na taką imprezę... - mówiła Lizzy wyciągając z kufra sukienki : czarne, fioletowe, zielone i niebieskie.
-To jest nawet więcej niż "trochę" - mruknęłam.- Co z Olivią?
-Mają jakieś spotkanie z Remusem. To mnie trochę zdziwiło, bo myślałam, że no wiesz, dzisiaj pełnia. Ale ona upierała się, że nie mam racji i gdzieś pobiegła.
-To dziwne. Może powinnyśmy z nią porozmawiać?
Lizzy odwróciła się do mnie, a na jej twarzy widziałam dziwną desperację.
-Nie, Lily. Po tym wszystkim co ostatnio przeszłyśmy chcę się trochę zabawić. Pójść gdzieś, napić się Ognistej i robić różne głupie rzeczy, których nie będę potem pamiętać. Chcę choć przez chwilę poczuć się wolna, jakbym nie miała na karku Kruczych Braci, którzy nie tylko męczą mnie ale i moją przyjaciółkę.
Wstałam i szybko podeszłam pod Lizzy. Myślałam, że się rozpłakała, ale jej policzki były suche. Przytuliłam ją mocno, a ona to odwzajemniła.
-Zawsze będę przy tobie, Lizzy.
-A ja przy tobie, Ruda.
-A co z Blackiem ?
El odsunęła się ode mnie zdziwiona.
-Idzie z nami ?
Z uśmiechem pokręciła głową.
-Nie, to jest tylko nasz wieczór.
-Coraz bardziej mi się  to podoba. Raz na jakiś czas trzeba odpocząć od Huncwotów.
Po dziewiętnastej wyszłyśmy z dormitorium - Lizzy w długiej, niebieskiej sukience, a ja w krótszej i czarnej jak noc. Przy kominku siedział James i tylko rzucił mi krótkie spojrzenie, a potem odwrócił się w stronę kominka, jakby urażony. To sprawiło, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu.
-Idź, El, dogonię cię.
Dziewczyna pokręciła tylko głową i zniknęła w portrecie. Ja natomiast po długim, głębokim westchnięciu podeszłam pod Pottera. Miałam być dumna i obrażona, ale i tak skończyło się na tym, że usiadłam na kanapie obok i po chwili powiedziałam:
-Przepraszam, James. Nie powinnam tak się do ciebie rzucać. To w końcu twój przyjaciel...
Podniósł na mnie wzrok i pokręcił jedynie głową.
-Nie mam ci tego za złe. Rozmawiałem z nim od razu po lekcjach.
-Naprawdę?- zapytałam zdziwiona.
Pokiwał głową i sięgnął po moją rękę.
-I co?
-Wszystko jest okay.
Uśmiechnęłam się, może nie do końca przekonana, ale zadowolona, że przynajmniej z nim porozmawiał.
-Widzisz, Evans co ze mną robisz?
Westchnęłam ciężko i pocałowałam go delikatnie w policzek. Chyba chciał jeszcze, ale pokręciłam głową.
-Muszę iść, Lizzy czeka.
Odwróciłam się i podeszłam pod portret. Jakiś mały chłopiec wepchał się przede mnie, a ja przystanęłam.
-James ! - chłopak odwrócił się w moją stronę.- Dziękuję.
Lizzy czekała na mnie pod Wielką Salą. Wydawała się być podenerwowana i zniecierpliwiona. Nie zdążyłam wymyślić wymówki, kiedy ona mruknęła :
-Chodźmy !
Gniewnym krokiem prowadziła do Pokoju Wspólnego Krukonów. Powitali nas jacyś młodsi chłopcy.
-Na imprezę ?
Kiwnęłyśmy głową, a oni wypowiedzieli hasło i nas wpuścili. W Pokoju Wspólnym było mnóstwo ludzi i to nie tylko Krukonów. Pod kominkami widziałam masę Puchonów, a tuż obok nas tańczyła jakaś całkiem ładna Ślizgonka. Spojrzałam z powątpiewaniem na Lizzy, ale ona tylko wzruszyła ramionami. Zaraz podeszli do nas dwaj wysocy i bardzo przystojni Krukoni. Obaj mieli czarne jak noc włosy i podobne, błękitne oczy. Bliźniaki, super - pomyślałam.
-Cześć, Lizzy! - powiedzieli razem.
-Nick, Adam ! Dzięki za zaproszenie. A to moja przyjaciółka, Lily...
-Evans ! - powiedzieli znów jednocześnie i podali mi dłonie. - Znamy cię. Jesteś Prefektem, prawda?
Uśmiechnęłam się przepraszająco, na co oni również wyszczerzyli swoje białe zęby.
-To nic. O ile nas nie wydasz.
-Spokojnie panowie, będę jej pilnować.
Nagle Lizzy z cichej i nieśmiałej, stała się duszą towarzystwa. Zagadywała różnych ludzi, tańczyła z Adamem, potem z Nickiem, aż w końcu odbiłam ją jakiemuś dryblasowi z piątej klasy.
-Hej, Liz. Wracajmy już?
-Co? Czemu?
-Chyba za dużo wypiłaś, ja...
-Lily, wypiłam pół szklanki Ognistej. Nic mi nie jest. Aż takim żółtodziobem nie jestem. Idź, pogadaj z kimś. Poznaj kogoś.
Niechętnie puściłam Lizzy i odeszłam pod ścianę. Może naprawdę byłam przewrażliwiona? Albo  nudna? Nieciekawa? Sztywna? Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.
Jakaś dziewczyna, całkowicie zalana podeszła do mnie i z uśmiechem zaskrzeczała :
-Ty jesteś Lily Evans. Chodzisz z Potterem?
-Ee, tak.
-Super. Zawsze mu kibicowałam. Jestem Allison Drew.
-Miło mi.
-Hm, więc jak to jest?
-Przepraszam?
-Być z kimś, kogo się nienawidziło przez ileś tam lat.
Zaskoczona zamarłam. Mimo że Allison się chwiała na wszystkie strony, pytała śmiertelnie poważnie. Zastanawiało mnie kim jest dla Jamesa - skąd go zna i dlaczego jest dla niej tak ważny.
Chyba udzielają mi się te dziewczyńskie histerie.
-Zmienił się i... ja się zmieniłam.
Czy to prawda? Jeszcze niedawno James dręczył Snape'a i dziś... naprawdę się z nim pokłóciłam. Potter zmienił się, ale nie całkowicie i to chyba było w tym najlepsze.
Nagle rozejrzałam się za Lizzy. Wśród tańczących jej nie było, a Nick i Adam stali sami.
-Przepraszam, ale muszę iść poszukać mojej przyjaciółki.
-Nie ma sensu jej tu szukać.
-Co? - zapytałam zaskoczona, przystając. -Dlaczego?
Allison wypiła duży łyk Ognistej, a potem spojrzała na mnie wesoło.
-Bo właśnie wyszła z jakimś chłopakiem.
Cała poczerwieniałam i upewniwszy się, że naprawdę jej tu nie ma, wyszłam z Pokoju Wspólnego na korytarz. Co dziwne tam też jej nigdzie nie widziałam. Zła jak diabli postanowiłam wrócić do Wieży, zrzucić te ciuszki i rzucić się na łóżko. Co się z tą Lizzy dzieje? Wyszła z chłopakiem? Przecież ona ma chłopaka? Gdyby tylko Syriusz z nami poszedł... Niepotrzebnie urządzałyśmy sobie ten babski wypad.
Kiedy już byłam przy portrecie Grubej Damy, nagle usłyszałam ciche chrząknięcie. Odwróciłam się wystraszona, a na swojej drodze spotkałam małego chłopca.
-Cześć... - wyszeptałam.
-Kazał przekazać, że macie czas do północy.
-Mamy czas ? Na  co?
-Kazał przekazać, że dzisiaj się wszystko skończy.
Chłopiec odwrócił się, a ja ledwo oddychając, złapałam go za rękę.
-Hej ! Kto kazał ci to przekazać?
-Śpiesz się, bo inaczej twoja przyjaciółka zginie.
Chłopiec wyrwał mi się, a ja poczułam, że na moich policzkach spływają łzy.
-Gdzie ? Gdzie mam iść !?
-Do Zakazanego Lasu!
 Wpadłam do Pokoju Wspólnego jak oparzona. Nigdzie nie widziałam Jamesa ani Syriusza, więc szybko wbiegłam po stromych schodach do ich dormitorium.
Byli w swoim pokoju, Syriusz leżał na łóżku, a James właśnie zdejmował koszulkę.
-Tylko nie zaczynajcie się znowu całować ! - krzyknął Black, ale mina szybko mi zrzedła. - Co jest?
Patrzyłam Jamesowi w oczy. Nie mogłam nic powiedzieć i próbowałam mu przekazać wszystko przez te krótkie spojrzenie. Zaniepokojony wciągnął koszulkę przez głowę i podszedł do mnie.
-Co się dzieje, Lily ? Czemu płaczesz?
-On chce zabić Lizzy. - Black zerwał się z miejsca. - Byłyśmy na imprezie u Krukonów i ja...  spuściłam ją na chwilę z wzroku, a potem ta Allison powiedziała mi, że Lizzy wyszła. Jakiś chłopiec podszedł do mnie teraz i przekazał mi, że musimy się pojawić w Zakaznym Lesie. Do północy.
James rzucił dziwne spojrzenie do Syriusza.
-Co jest? -zapytałam.
-Dziś jest pełnia. Remus... on się przemieni. Nikt nie może być wtedy w lesie.
Black zerwał się i zbiegł na dół, a my razem z nim. Serce kołatało mi niemiłosiernie, a w głowie wciąż słyszałam cichy, piskliwy głosik chłopca " dzisiaj się wszystko skończy".
Przed portretem James nagle stanął i wpadłam na niego z impetem.
-Potter ! Co robisz? Musimy...
-Lily, musisz to zostać. Lizzy jest teraz w wielkim niebezpieczeństwie, a po lesie grasować będzie Remus. Jesteśmy animagami, Lily, nic nam nie zrobi.
-Nie...
-Musisz tu zostać. Zawiadom wszystkich, leć do dyrektora.
-Nie puszczę cię samego ! To moja przyjaciółka ! - zachlipałam.
-Proszę, zostań.
Czas uciekał. Patrzyłam w orzechowe oczy Jamesa i nie wierzyłam co zamierzam powiedzieć. Nie mogłam... ale powiedziałam:
-Dobrze.
James przyciągnął mnie szybko do siebie i pocałował tak, jakby to był nasz ostatni raz. Wszczepiłam się w jego ramię, a on delikatnie przejechał po moim policzku. Po chwili odsunął się ode mnie i szepnął:
-Wrócę tu. Z Elizabeth. Całą i zdrową.

Biegłam do gabinetu dyrektora, kiedy to na mojej drodze stanęła McGonagall w swojej długiej piżamie.
-Panno Evans ! Co pani tu robi o tej porze ?
-Profesor McGonagall ! - krzyknęłam. - Musi pani coś zrobić. Thomas, on porwał Lizzy do Zakazanego Lasu... On chce ją zabić !
-Co też ty mówisz drogie dziecko ? - spytała przerażona nauczycielka.
Wahała się tylko przez chwilę, potem szybkim krokiem podążyła do dyrektora.
-Zostań tutaj, ja go obudzę.
To wszystko wydawało się trwać godzinami. Nie mogłam przestać płakać, a ręce okropnie mi się trzęsły. Nagle coś wpadło mi do głowy i omal nie osunęłam się na ziemię przez tą myśl.
Ten chłopiec przekazał to właśnie mnie. To ja powinnam iść teraz do lasu, żeby ją uratować. Bo oni tego chcą - Kruczy Bracia. Nie odpuszczą dopóki nas nie dopadną.
Zastanawiałam się tylko chwilę. Wzięłam głęboki wdech i pobiegłam co sił w nogach. Miałam nadzieję, że złapie po drodze Jamesa. Jeśli nie - och, więcej go pewnie nie zobaczę.

***
Przepraszam, że zajęło mi to tak długo - wiem, że wiele osób bardzo czekało na nowy rozdział i nie mam słów, żadnych słów, które usprawiedliwiałyby moje lenistwo. 
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba - czekam na komentarze.

sobota, 19 października 2013

Rozdział 27 "Co dzieli, niech łączy"



 Kiedy pierwszy raz się przebudziłam, słyszałam jedynie krzyki i czyjś niski, spokojny głos :
-Wszystko będzie dobrze, Lily.
Nic nie rozumiałam, a ból rozsadzał mi głowę. Pamiętam metaliczny smak krwi i jej zapach. Pamiętam jak moja dłoń podążyła ku twarzy - była mokra, ale to nie była woda, była zbyt gęsta. To musiała być krew.
Potem ktoś podał mi coś do wypicia i nastała ciemność.
Nie wiem ile czasu byłam nieprzytomna, ale obudziłam się w któryś z poranków. Zauważyłam, że jestem w Skrzydle Szpitalnym. Chyba coś jęknęłam, bo pielęgniarka po chwili przybiegła do mnie z masą fiolek.
-Kochanie, jak się czujesz?
Musiałam kilka razy zamrugać, a potem zaczęłam się podnosić. Pani Pomfrey usiadła na skraju łóżka i spojrzała na mnie przenikliwie.
-Dobrze - odpowiedziałam cicho.
Zaraz zaczęłam coś łykać, a ona tylko kręciła głową.
-Co się stało? - zapytałam, gdy wypiłam wszystkie przygotowane eliksiry.
-Zostałaś zaatakowana, nie wiemy jednak przez kogo... Wyjątkowo paskudne zaklęcie... lub po prostu ktoś rzucił się na ciebie z nożem. Nic nie pamiętasz?
Pokręciłam tylko głową, a obraz zaczął mi się rozmywać.
-Muszę się jeszcze... położyć - powiedziałam cicho.
-Tak, tak. Śpij, kochana, śpij.
Kolejny raz, kiedy się obudziłam było ciemno. Coś mignęło mi przed oczami, więc zamrugałam kilkakrotnie i z lekkim ukłuciem w sercu podniosłam się do pozycji siedzącej. Moje oczy nie były przyzwyczajone do ciemności, więc przez chwile wpatrywałam się przed siebie jak głupia. Potem jednak zauważyłam ruch pod moim łóżkiem. Wychyliłam się i ...
-Tylko się nie wystrasz.
Cichy, spokojny, może trochę nieśmiały głos. Przybliżył się do mnie, a ja zyskałam pewność.
-James? Co ty tu robisz?
Patrzył na mnie, a w tej ciemności mogłam dostrzec słaby blask w jego oczach. Usta, które zwykle były roześmiane, teraz nie wyrażały nic. Usiadł na krześle obok, a ja zamarłam. Nie myślałam o niczym innym tylko o nim. Zapomniałam o tym gdzie i dlaczego tu jesteśmy oraz o wszystkim co stało się wcześniej. W tamtym momencie, kiedy upadłam na podłogę, a ciemność odbierała mnie światu, myślałam tylko o nim. Tak jak teraz.
-Nie mogłem zasnąć, chodziłem po całym zamku... chyba nawet chciałem dać się złapać, ale o dziwo nie napotkałem na swojej drodze nikogo. W końcu pomyślałem, że pewnie pani Pomfrey śpi, więc...
-Przyszedłeś do mnie.
-Nie chciałem cię budzić - powiedział jeszcze ciszej.
Znów nastała cisza, w której oboje badaliśmy się wzrokiem.
-Wiesz, kto mógł to zrobić ? - zapytałam.
-Mogę tylko się domyślać...
-Thomas ? - to był mój pierwszy strzał.
James skrzywił się lekko.
-Thomas ma alibi. Syriusz i Lizzy widzieli go ponoć w drugiej części zamku, kiedy ty zostałaś zaatakowana.
Nie odezwałam się. Czułam, że to mógł być on. Nawet jeśli był wtedy gdzie indziej nie przekonywało mnie to. Byłam pewna, że Kruczy Bracia mają coś z tym wspólnego, nikt inny nie chciałby mnie aż tak skrzywdzić.
Nagle zorientowałam się, że to była jedna z najspokojniejszych rozmów od czasu... kiedy dowiedziałam się co zrobił James. Poczułam, że to wszystko do mnie wraca i kiedy spojrzałam na niego, skrzywiłam się z bólu. Nie przeprosił mnie. Nie powiedział nic...
James chyba zauważył, że coś jest nie tak, bo przybliżył się do mnie i zaczął:
-Lily?
Łzy spłynęły mi po policzkach, a on to zauważył. Patrzył na mnie inaczej - cierpiąco. Odsunęłam się i chciałam wytrzeć mokry policzek, kiedy on mnie uprzedził. Jego dłoń delikatnie przejechała po mojej skórze, a on wciąż patrzył mi w oczy. Byliśmy tak blisko, że mogłam dokładnie przyjrzeć się oczom, które tak ukochałam.
-Lily, nie chciałem cię skrzywdzić. Nigdy. - James wyszeptał, gdy kolejne łzy spłynęły mi po policzkach.
-To czemu to zrobiłeś ? Czemu założyłeś się z.. - nie mogłam dalej mówić, bo czułam, że ogarnia mną jakaś typowa dla mnie histeria.
Dotknęłam jego dłoni i odsunęłam ją. Czułam się skrzywdzona i jego słowa nie mogły tego zmienić.
Nie ruszył się, a jego twarz zmieniła wyraz, którego nie mogłam odgadnąć. W tym momencie, w szpitalnym łóżku poczułam się taka krucha i jednocześnie beznadziejna. Byłam Lily Evans, jak mogłam tak płakać przed kimś... kto znaczył dla mnie kiedyś tak wiele.
-Kiedy ty leżałaś tu nieprzytomna, odkryliśmy prawdę.
Podniosłam wzrok, James nie patrzył na mnie. Nagle zaczęły go interesować jego dłonie.
-Remus nie wierzył, że mogłem coś takiego zrobić. On wiedział, że cię kocham... Nie, Lily - powiedział, gdy chciałam zaprotestować. - Daj mi skończyć. Kochałem cię, kocham cię i będę cię kochać. Myślisz, że przez tyle lat starałem się ci zaimponować... wyciągnąć na randkę czy po prostu spróbować zaprzyjaźnić się z tobą ot tak dla zakładu ? Nigdy nie starałem się o kogoś tak jak o ciebie. Od początku wiedziałem, że musisz być moja, bo ja... już byłem twój. I gdy teraz patrzę, jak marszczysz te swoje brwi i chcesz na mnie nawrzeszczeć, wiem, że nigdy nie byłem bardziej pewny co do uczucia do ciebie, nawet jeśli potrafiliśmy kłócić się dniami i nocami.
Zagryzłam wargę, a on uśmiechnął się jak to zwykł robić. Nie mogłam na to patrzeć, na jego uśmiech, oczy. Nie mogłam słuchać słów, które do mnie mówił, bo wiedziałam, że jeszcze chwila i mu się poddam.
-Remus zaczął dochodzenie i ... okazało się, że Syriusz nie pamięta momentu, kiedy się ciebie założyliśmy, ale pamięta tylko sam fakt, iż to zrobiliśmy. Dodatkowo, kiedy zacząłem wspominać tamtą rozmowę, którą podsłuchałaś... Zdałem sobie sprawę, że coś jest nie tak - nie wiedziałem, co robiłem wcześniej... Miałem zaniki pamięci. Wtedy zrozumiałem co się dzieje - ktoś nami manipuluje, stara się nas rozdzielić. Zacząłem walczyć z fałszywymi wspomnieniami, a Remus podrzucił mi nazwisko, które idealnie do tego pasowało. Snape. Złapaliśmy go wczoraj wieczorem i przepytaliśmy. Zaklinał się, że nic nie zrobił i nawet próbował z nami walczyć. Potem dołączyli do nas Syriusz i Peter, a on... spojrzał tylko na nas jakoś tak dziwnie i się przyznał.
-Co mu zrobiliście ? - spytałam zlękniona.
Nie wiedział czy mu wierzyć. Co mi jednak pozostało?
-Nie chcę o tym mówić. To nie ma znaczenia, najważniejsze jest to, że odkryliśmy prawdę. Lily, ja... nigdy bym ci tego nie zrobił. Przecież wiesz! Jak mogłaś w to uwierzyć !? Teraz, kiedy odzyskałem wszystkie swoje wspomnienia... Lily, kocham cię.
Nie mogłam nic innego uczynić. Przyciągnęłam go za luźno nałożony krawat i pocałowałam. Ogień w moim ciele zapłonął ponownie, a ja jeszcze bardziej wyostrzyłam swoje zmysły.
James całował mnie delikatnie, jakby się bał, że zaraz prysnę jak bańka mydlana. Ja jednak nie mogłam tego znieść - przysunęłam się do niego jeszcze bliżej i przejechałam ręką po jego czarnych włosach. Odsunął się ode mnie na chwile i zaśmiał cicho.
-To znaczy, że mi wybaczysz?
Oddychaliśmy ciężko, ja przy jego ustach on przy moich.
-Tak, James, tak.
Pocałował mnie po raz kolejny, tym razem przewracając na łóżko. A ja nie mogłam się nim nacieszyć.

***

Elizabeth siedziała na murku przed szkołą i płakała. Było ciemno i zimno, ale nic jej to nie obchodziło. Nie miała miejsca w szkole, w którym mogłaby być zupełnie sama, nienarażona na czyjeś spojrzenie, więc uciekła na dwór.
Bała się o nią, tak bardzo się bała. Wszystko się sypało, a Lily cierpiała nad tym najbardziej. Na dodatek czuła, że to w jakiejś mierze jej wina. Mogła to przewidzieć, pilnować Thomasa, spróbować zgadnąć co knuje.Miał alibi, ale była pewna, że to jego sprawka. Swoimi rękami lub czyimiś, skrzywdził Lily.
-Lizzy ? - usłyszała za sobą.
Odwróciła się i zobaczyła Syriusza. Jak zwykle wyglądał oszałamiająco i niezwykle. Miał na sobie biała koszulę i krawat Gryffindoru, wszystko założone w nieładzie, widocznie z pośpiechu. Nagle zorientowała się jaki jest wysoki. Jakoś nigdy nie zwracała na to uwagi, ale przy nim wydawała się bardzo drobna.
Nie mogła się nadziwić, co on w niej widział? Ani nie była ładna, ani bardzo mądra...
Zbiegł do niej, ale odwróciła się. Kucnął przed nią tak, że nie mogła na niego nie patrzeć.  
- Lizzy...Olivia powiedziała, że gdzieś uciekłaś i nie może cię znaleźć. Co się dzieje ?
Nie mogła wydać z siebie żadnego głosu. Syriusz patrzył na nią zupełnie poważnie, co robił bardzo rzadko. Zawsze był roześmiany i bagatelizował wszystko, a jego poza przedstawiała człowieka, który nigdy się niczym nie przejmował. Teraz Lizzy mogła dostrzec, że to nie prawda. To było ekscytujące, ale zaraz smutne- przejmował się nią i to w tej chwili.
-Elizabeth Deyron, masz mi natychmiast powiedzieć co się dzieje -powiedział Syriusz surowo.
Dziewczyna zadrżała i odsunęła się od niego, ale nie pozwolił jej odejść.
-Puść mnie, ja...muszę iść, skoro Olivia się martwi.
Jego oczy świdrowały ją tak, że musiała odwrócić wzrok.
-A ja? - zapytał zdenerwowany.
-Co : ty?
-Nic już nie znaczę? Nie mam nic do powiedzenia? Lizzy! 
W tej chwili Black zaczął myśleć, że ma chyba za mało cierpliwości do kobiet. Chciał krzyknąć, żeby w końcu zaczęła coś do niego mówić, ale wystarczyło jedno spojrzenie, a wiedział, że nigdy nie mógłby na nią nawrzeszczeć. Była taka delikatna, taka... wrażliwa. Patrzył w jej dużej, piękne oczy i nie wiedział co robić. On - Syriusz Black, który zawsze wiedział jak się zachować, po raz pierwszy nie był pewny niczego.
Wiatr rozwiał jej ciemne włosy, a on musiał przyznać, że nawet jak płacze jest piękna. Tylko, że on nie chciał, by Lizzy płakała. 
-Puść.
-Nie.
-Syriusz.
-Nie.
-BLACK! - krzyknęła.- To moja wina ! To wszystko moja wina. Wiedziałam, że coś planują! Jest koniec miesiąca ! 
Syriusz spojrzał na nią zmartwiony, nie mając pojęcia o co jej chodzi. 
-Mama mi powiedziała, że według plotek Kruczy Bracia planują swoje zbrodnie na koniec miesiąca. Ponoć jakiś centaur przepowiedział im z gwiazd, iż to najlepszy czas na uczynienie tego co nieuniknione. Gdybym o tym wtedy pamiętała, kazałabym wam wszystkim siedzieć w dormitoriach i... Ale nie, ja byłam zbyt zajęta sobą i ... TOBĄ ! 
-Elizabeth. Nie możesz się za to winić. Jak sama powiedziałaś, to było nieuniknione. Myślisz, że byłabyś w stanie chronić nas wszystkich? Lizzy, spójrz na mnie. 
Wykonała posłusznie jego polecenie, a on powiedział poważnie:
-Nie jesteś niczemu winna. Sama nie jesteś w stanie ich wszystkich powstrzymać.
Nastała długa cisza, w której oboje spoglądali na siebie odważnie.
-Czemu zawsze masz ten rozkazujący ton ? - warknęła.
On uśmiechnął się i ona złagodniała. W końcu on przygarnął ją do siebie i przytulił. Złapał za jej zimne dłonie i skrył je w swoich. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć, ale Syriusz sprawił, że nie miała ochoty zamartwiać się właśnie teraz. Wiedziała, że musi coś zrobić, ale ma jeszcze czas by coś wymyślić. W takim stanie i tak nic nie wskóra.
Po jakimś czasie, Syriusz wstał i podniósł ją za sobą.
-Idziemy - powiedział rozkazująco.
-Gdzie? - zapytała Lizzy.
-Chcę ciebie. Teraz.
Złapał mocniej jej rękę, a ona odpowiedziała tym samym.

***
Nie wiem jak mam was przeprosić za to, że tak długo nic nie dodawałam. Nawet patrząc na ten rozdział, wielu z was może być nieusatysfakcjonowany jego długością lub może nawet treścią, ale na taki akurat wpadłam pomysł. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda  - jeśli tak, to dziękuję.
Kolejny rozdział na pewno pojawi się w tym miesiącu i tym razem obiecuję. Jeszcze raz przepraszam wszystkich <3

środa, 4 września 2013

Nowy rozdział

Przepraszam, ale nowy rozdział pojawi się pod koniec września.
Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ale nie mam po prostu weny.
Przepraszam !

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 26 " Atak "

"Prawdziwy smutek jest głuchą i ślepą niemową, która ukrywa swe słabości za maską sztucznego uśmiechu "


Budziłam się każdego dnia pozornie gotowa do spotkania z nimi wszystkimi. Tak naprawdę, cierpiałam za każdym razem gdy przechodził obok mnie, odwracał wzrok gdy mnie widział lub szeptał coś do Blacka na mój temat. Nie nienawidziałam go. Po tym wszystkim nie byłam wstanie go nienawidzić, ale pozostał mi okropny chłód i niechęć, który nasilał się z dnia na dzień.
Walczyłam z tym, starałam się za wszelką cenę zatrzymać łzy. Ale one i tak przychodziły, a ja nagle nienawidziłam nocy. Ciągnęły się nieskończenie tak, że czekałam na słońce. Dawało mi nadzieję i te lekkie przekonanie, że sobię poradzę.
Pierwszy raz czekałam na koniec roku szkolnego z taką niecierpliwością. Patrzyłam często na kalendarz i przeklinałam maj, by szybciej się skończył.
Lizzy cały czas mnie wspierała, ale widziałam czasami te jej ukradkowe spojrzenia. Wyczułam o co chodzi- wciąż jest z Blackiem i nie ma zamiaru z nim zerwać, ale nie chce mi o tym mówić, bo wie, że sprawia mi to ból. Tak naprawdę nie było mi z tego powodu tak przykro-  jeśli jest szczęśliwa, to ja tak samo. Nie powiedziałam jej jednak tego. Byłam tchórzem.
Olivia wyznała mi pewnej ciepłej nocy, że spotyka się z Remusem. To niby "nic takiego", ale ja analizowałam jej zachowanie przy nim - każdy gest, sposób mówienia... rozumiałam może nawet więcej od niej. Najzwyczajniej w świecie była zakochana.
-Czasami jest nam ciężko - powiedziała kiedyś. - Te pełnie... staram się mu pomóc, Lily, ale wiesz jaki on jest. Do pełni dopuszcza tylko Huncwotów i kiedy widzę, jak bardzo są poobijani, on tylko zbywa mnie jakimś " nie martw się". A ja mam ochotę go wtedy skrzyczeć. Jak mam się nie martwić?
Wiedziałam, że bardzo się poświęca dla Remusa i on poświęca się dla niej. Może to dość egoistyczne, ale czułam się dobrze, słuchając tych wszystkich zażaleń i zmartwień. Mogłam przez chwilę zapomnieć o swoich. Dziewczyny nie starały się już mnie pocieszać, nie głaskały mojej głowy i nie robiły smutnych min gdy mnie widziały. Zrozumiały, że najlepszym sposobem na danie sobie rady jest zapomnienie.
Pozorne zapomnienie. Nigdy nie będę wstanie wymazać z pamięci tych wszystkich chwil spędzonych razem, pierwszego niepewnego "kocham cię" i późniejszych słodkich zapewnień.
Nie mogłam się z tym pogodzić, bo przez ten cały czas żyłam z myślą, że to właśnie go kocham najmocniej w świecie i on odwzajemnia tak samo to uczucie. Tyle musieliśmy przejść, żeby być razem i tak łatwo to wszystko zostało zrujnowane.
A wszystko to dlatego, że dwóch okropnych Huncwotów postanowiło się zabawić.
Moimi uczuciami.
***

Siedzieli wszyscy w Pokoju Wspólnym, wieczór był dość chłodny, więc zrezygnowali z wyjścia na dwór. Lizzy siedziała na kanapie obok Syriusza, a Olivia między Jamesem i Remusem. Deyron zajęta była przeglądaniem książki do Transmutacji. Black przejechał ustami po jej szyi i szepnął coś do ucha.
-Syriusz, rozpraszasz mnie... - powiedziała słabo, czując, że się poddaje.
-Ja? Mam przestać ? - składał jej delikatne pocałunki wzdłóż podbródka.
-Tak -szepnęła.- Mam zaległości, McGonall znowu wstawi mi Z ! 
Syriusz uśmiechnął się krzywo.
-Oceny... kogo to obchodzi?
-Ciebie może nie, bo ty nie musisz robić nic  i tak masz same W - mruknęła Olivia, która wyjęła z torby swoje notatki z eliksirów.
-To miłe, że aż tak wierzysz w moje zdolności...
-Stwierdzam fakty- ucięła Olivia.
-Ma racje -przyznał James cicho.
Remus obrzucił go przelotnym spojrzeniem - bardzo lubił Lily i nadal nie mógł pojąć, jak James mógł zrobić jej coś takiego. Starał się nie ingerować w ich sprawy, ale czasami miał wielką ochotę mu wygarnąć.
-A ty mój drogi przyjacielu ? Kto ostatnio dostał W z Eliksirów? Każdy wie, że z Slughornem nie jest tak łatwo... - żartował Syriusz.
James uśmiechnął się lekko, a Black wykrzyknął:
-HA ! Rogacz się uśmiecha - zawiadomić "Proroka Codziennego". Może coś wypijemy z tej okazji?
Lizzy szturchnęła chłopaka w ramię i wysyczała:
-Syriusz, przestań ! 
James zrobił gniewną minę:
-To, że rozstałem się z Lily, nie oznacza, że zacznę nosić czerń...
-...pomijając fakt, że szaty szkolne są czarne - wtrącił Syriusz i po chwili dodał - kontynuuj.
-...i stanę się zjawą.
Zapadła cisza.
-To szkoda, bo powinieneś mieć jakieś wyrzuty sumienia.- odparł Lupin, czując, że traci kontrolę.
-Słucham ? - wycedził Potter i spojrzał na Remusa, jakby go widził pierwszy raz na oczy.
Lunatyk wstał i wymierzył oskarżycielsko palec w przyjaciela.
-Tak, to świetnie, że się cieszysz i żyjesz jak gdyby nigdy nic, ale w tym momencie Lily wypłakuje pewnie oczy przez ciebie ! Nie widzisz, jak ona na ciebie patrzy... Ty jej nie zraniłeś- ty ją zniszczyłeś ! Powinieneś mieć tego świadomość. A ty...-tu zwrócił się do Syriusza- mu na to wszystko pozwalasz. Jak mogłeś w tym uczestniczyć? Jak mogłeś to zrobić dla Lily?
Potter i Syriusz wstali jednocześnie i podeszli niebezpiecznie blisko do Remusa. Lizzy wstała i złapała Syriusza za ramię, ale ją odtrącił.
-Zostaw mnie - warknął.
-Syriuszu, proszę...
Black patrzył wściekle na Lupina, Potter trzymał rękę na różdżce. Przez chwilę wymieniali się groźnymi spojrzeniami lecz potem James odsunął się i powiedział szczerze:
-Przepraszam, Lunatyk. Ja... nie wiem co się ze mną dzieje.
Mina Lupina złagodniała, a wtedy odrzekł:
-To nie mnie powinieneś przeprosić.
Rzucił ostatnie spojrzenie na Olivię i wyszedł.
-Dlaczego wszyscy stoimy ? - zapytała Lizzy.
-Mieliśmy zamiar walczyć, a wy... - zaczął Syriusz, patrząc na Olivię. 
Elizabeth objęła się ramionami, nie wiadomo czy z chłodu czy ze złego samopoczucia. Syriusz odwrócił się i spojrzał jej w oczy, ale odwróciła wzrok. 
Olivia z Remusem usiedli na kanapie, a James rzucił tylko:
-Idę spać ! 
Lizzy też chciała iść na górę. Chciała wyminąć Syriusza, ale złapał ją tylko za nadgarstek i powiedział:
-Chodź, pójdziemy na spacer.
-Nie chcę.
-Elizabeth, jeśli zaraz nie pójdziesz ze mną na dwór to...
-O czym tak szepczcie ?- zapytała Olivia.
Black odwrócił się i odpowiedział:
-Lizzy próbuje mnie namówić, żebym poszedł z nią do łóżka, a ja jej wciąż powtarzam : nie jesteśmy jeszcze gotowi, na to...
Olivia uśmiechnęła się tylko, a Lizzy złapała chłopaka za rękę i pociągnęła go za sobą. Syriusz zaczął teatralnie krzyczeć:
-Ratujcie mnie przed tą diablicą ! 
Olivia zauważyła, że nawet Remusowi mina złagodniała i wydawał się być spokojniejszy. Dziewczyna przeglądała książkę, gdy zauważyła tajemniczy wiersz zapisany na marginesie i podpisany " Akte". Poczuła, że akurat ten wiersz odzwierciedla wszystko to o czym myśli.



Dla Ciebie

nocą księżyc przypomina, że będąc
w pełni można być tylko połową.
w sobie bez siebie, za każdym razem

być amatorem zbyt pospiesznie
układanych do snu słów. dziś nie padają
klasyczne deklinacje. mówisz.

o tej porze na parapecie wyobraźni
świecą pelargonie. maluję je na czerwono
jak usta dla ciebie przed wyjściem.

***
Szli spacerem po szkolnych korytarzach, nie wyszli na dwór, gdyż zaczął padać deszcz i pokrzyżował im plany. Między nimi zapadła jakaś dziwna cisza, a Syriusz lekko dotknął jej ręki. Po chwili ich palce splotły się bez pośpiechu ze sobą.
-Lizzy, myślałaś kiedyś co będzie potem? - zapytał w końcu Syriusz.
-Potem?
-No wiesz... po szkole. Każdy z nas pójdzie własną drogą. Ty na pewno będziesz świetną uzdrowicielką, a ja będę...
-...świetnym aurorem.
-Chciałem raczej powiedzieć, że ja będę trwonił czas.
Lizzy uśmiechnęła się zaskoczona.
-No cóż, to chyba zależy od ciebie.
-...i od ciebie.
-Ode mnie ? - przystanęła i spojrzała na chłopaka.
Chłopak uśmiechnął się krzywo i pociągnął ją dalej.
-Po prostu zastanawiam się, czy po skończeniu Hogwartu dalej będziemy razem, a jeśli tak... to jak to wszytko się potoczy.
-Nie rozumiem...Chcesz... się rozstać?
Chłopak uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Stali na środku korytarza, nawet nie wiedzieli na jakim piętrze. A czy to ma znaczenie?
-Ja ? Z tobą? - pocałował ją delikatnie. - W życiu.
Usłyszeli za sobą głośny, szyderczy śmiech.
-Jakie to ckliwe. On ci obiecuje wspólną przyszłość, ale i tak zwieje, żeby cieszyć się wolnością.
W odległości kilkunastu kroków, w ciemnym kącie stał Thomas. Oparł się nonszalancko o ścianę i wpatrywał się w parę z rozbawieniem.
-Natomiast ci obiecuje, że twoja przyszłość będzie wyglądać marnie. Powiem konkretniej : okrutnie - odwarknął Black.
Lizzy zauważyła, że zasłonił ją lekko swoim ciałem, jakby bał się, że Thomas zaraz się na niego rzuci. On jednak odepchnął się od ściany i z uśmieszkiem minął ich, nie odpowiadając.
Stali tak jeszcze przez dłuższą chwilę, gdy zdecydowali iść dalej. Mijając jedną klasę, usłyszeli przyciszone głosy.
-Albusie, to poważna sprawa. Nie jesteśmy już bezpieczni. I jeszcze ta dziewczyna... tyle krwi...
-Zawołałem Alastora, żeby jak najprędzej przeszukał szkołę. Mam nadzieję, że uda mu się znaleźć winowajce lub jakiekolwiek poszlaki.
Potem zaczęli szeptać coś jeszcze ciszej, tak że Syriusz i Lizzy nic nie mogli usłyszeć.
-Syriuszu... wracajmy lepiej do Wieży.
Chłopak kiwnął tylko głową. Wyglądał na zmartwionego.

***

Olivia chciała pokazać wiersz dla Remusa, gdy do Pokoju Wspólnego wbiegł Taylor Rhyms. 
-Atak ! Atak w Hogwarcie ! 
Wszyscy podnieśli wzrok znad książek czy pracy domowej.
-Co się stało ? - zapytał pierwszy Lupin.
-Gryfonka została napadnięta, wylądowała w Skrzydle Szpitalnym.
-Coś poważnego jej się stało ? - zapytał jakiś gburotwaty Gryfon z ostatniej klasy.
-Widziałem ją, cała we krwi, chyba ma ranę ciętą na brzuchu.
-Wiadomo kto to zrobił ? - zapytała mała dziewczynka, której łzy napłynęły do oczu.
-Nie.
-A kim była to Gryfonka?- zapytała Olivia.
-To Lily Evans.