Niestety opuściłam się przez te kilka miesięcy w nauce, więc postanowiłam wziąć się ostro do roboty.
Oczywiście i tak większość czasu w bibliotece spędzałam na rozmawianiu z Lizzy i Syriuszem, którzy byli szczęśliwi jak nigdy, aż miło było na nich patrzeć. Czasami Elizabeth skarżyła się na Blacka, ale czułam, że tak naprawdę nie mówi poważnie. Człowiek zakochany nie widzi wad drugiej osoby, dopóki nie minie trochę czasu i w końcu się poznają.
Kiedy tylko nie siedziałam na lekcjach lub w bibliotece, razem z Jamesem chodziliśmy do Pokoju Życzeń i rozmawialiśmy w kółko, o wszystkim i o niczym.
Było to gdzieś na początku kwietnia, na dworze była słoneczna pogoda i każdy wyglądał przez okno. W oczach każdego ucznia widać było tęsknotę i chęć opuszczenia zimnej, ponurej klasy. Wszyscy chcieliśmy po prostu postawić nogi na zimnej, jeszcze mokrej trawie, poszukać pierwszych, wiosennych kwiatów i powdychać zapach wiosny- najpiękniejszy zapach na świecie.
Profesor McGonagall odchrząknęła głośno i powiedziała surowym głosem, który od razu przywrócił naszą uwagę:
-Czy ja wam nie przeszkadzam? Tak bardzo chce wam się na dwór, to może zamienię każdego z was w motyla ? A może w gąsienice?
-Najlepiej w ptaka- szepnęła cicho Olivia.
Kilka osób się uśmiechnęło, a ja spojrzałam na nauczycielkę, która wydawała się być wytrącona z równowagi. Tylko ja, po chwili zauważyłam jak kąciki jej ust również drgają.
Po Transmutacji poszliśmy do lochów na eliksiry.
-Zostało nam tylko to przeżyć i na dwór ! - krzyknął Black, chcąc dodać otuchy.
-Tak, ale jestem pewna, że Slughorn da nam wycisk, w końcu zapowiadał, że przed końcem roku przećwiczy z nami coś naprawdę trudnego.
-Ach, Slughorn mnie lubi. Nie ma opcji, żeby nie postawił mi P - zaśmiał się Syriusz, delikatnie obejmując Lizzy.
James, który dopiero co do nas dobiegł zdyszany odrzekł:
-Mylisz się, przyjacielu. Slughorn lubi Lily. Ciebie ewentualnie toleruje.
-Ciebie natomiast nie znosi. Zawsze jak cię widzi, krzywi się jakby wypił któryś z leków pani Pomfrey.
-Krzywi się, bo widzi Petera obok mnie. A właśnie! Gdzie on jest?
Wszyscy naraz się rozejrzeli- faktycznie Glizdogona nigdzie nie było. Nagle poczułam ukłucie w sercu - na pewno było mu przykro, że James ciągle go pomija. Życie w cieniu sławnych i lubianych Syriusza i Jamesa na pewno nie jest łatwe. W końcu wszyscy kochają Jamesa, bo jest świetnym szukającym. Black jest czarujący, gra też całkiem nieźle i ludzie zawsze lgnęli do niego jak do ćma do światła. Remus był zawsze tym spokojnym i opanowanym, ale ludzie go lubili, bo zawsze służył pomocą. A Peter? Co takiego można by o nim powiedzieć? Ze zdziwieniem zauważyłam, że sama niewiele o nim wiem.
Szliśmy dalej, jakoś nikt nie wpadł na pomysł, żeby go poszukać. Po krótszym zastanowieniu stwierdziłam, że chyba był na Transmutacji.
-Nie powinniście go tak olewać. To wasz przyjaciel. Jeden z Huncwotów - szepnęłam do Jamesa.
Zostaliśmy w tyle, a inni podążyli przez korytarz do lochów. Nie wiem czy celowo, czy nie, ale ociągaliśmy się ile się da.
-Wiem, Lily.
Stanęłam przed nim i lekko podirytowana warknęłam:
-To na co czekasz? Idź do niego. Pogadaj z nim. Przeproś, że ostatnio w ogóle się nim nie interesowałeś.
James pokręcił głową i spojrzał na mnie jak na dziecko, miałam tylko nadzieję, że nie będzie dzielił słów na sylaby jak dla mniejszych.
-Lily, nazywam się James Potter...
-To co?! Jesteś za dumny, żeby przepraszać ?
Wściekła zostawiłam go na środku korytarza i pobiegłam na eliksiry. Z Eliksirem Postarzającym poradziłam sobie najlepiej z klasy i Slughorn z uśmiechem wystawił mi W. Mimo wszystko nie odzywałam się do Jamesa, jakby to wszystko był na tyle poważny powód, żeby go unikać.
Wieczorem Krukoni urządzali imprezę i Lizzy powiedziała, że zna kilku siódmoklasistów, którzy chętnie nas wpuszczą.
-Znasz siódmoklasistów? Skad...?
-Nie pytaj, Lily - zaśmiała się tylko El.
To było postanowione - idziemy do Krukonów. Najpierw jednak musiałyśmy się wyszykować, więc poszłyśmy do Wieży Gryffindoru. Na szczęście nikt nie stanął nam na drodze, więc szybko wślizgnęłyśmy się do dormitorium.
-Mam tu trochę mugolskich ciuchów, które idealnie nadadzą się na taką imprezę... - mówiła Lizzy wyciągając z kufra sukienki : czarne, fioletowe, zielone i niebieskie.
-To jest nawet więcej niż "trochę" - mruknęłam.- Co z Olivią?
-Mają jakieś spotkanie z Remusem. To mnie trochę zdziwiło, bo myślałam, że no wiesz, dzisiaj pełnia. Ale ona upierała się, że nie mam racji i gdzieś pobiegła.
-To dziwne. Może powinnyśmy z nią porozmawiać?
Lizzy odwróciła się do mnie, a na jej twarzy widziałam dziwną desperację.
-Nie, Lily. Po tym wszystkim co ostatnio przeszłyśmy chcę się trochę zabawić. Pójść gdzieś, napić się Ognistej i robić różne głupie rzeczy, których nie będę potem pamiętać. Chcę choć przez chwilę poczuć się wolna, jakbym nie miała na karku Kruczych Braci, którzy nie tylko męczą mnie ale i moją przyjaciółkę.
Wstałam i szybko podeszłam pod Lizzy. Myślałam, że się rozpłakała, ale jej policzki były suche. Przytuliłam ją mocno, a ona to odwzajemniła.
-Zawsze będę przy tobie, Lizzy.
-A ja przy tobie, Ruda.
-A co z Blackiem ?
El odsunęła się ode mnie zdziwiona.
-Idzie z nami ?
Z uśmiechem pokręciła głową.
-Nie, to jest tylko nasz wieczór.
-Coraz bardziej mi się to podoba. Raz na jakiś czas trzeba odpocząć od Huncwotów.
Po dziewiętnastej wyszłyśmy z dormitorium - Lizzy w długiej, niebieskiej sukience, a ja w krótszej i czarnej jak noc. Przy kominku siedział James i tylko rzucił mi krótkie spojrzenie, a potem odwrócił się w stronę kominka, jakby urażony. To sprawiło, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu.
-Idź, El, dogonię cię.
Dziewczyna pokręciła tylko głową i zniknęła w portrecie. Ja natomiast po długim, głębokim westchnięciu podeszłam pod Pottera. Miałam być dumna i obrażona, ale i tak skończyło się na tym, że usiadłam na kanapie obok i po chwili powiedziałam:
-Przepraszam, James. Nie powinnam tak się do ciebie rzucać. To w końcu twój przyjaciel...
Podniósł na mnie wzrok i pokręcił jedynie głową.
-Nie mam ci tego za złe. Rozmawiałem z nim od razu po lekcjach.
-Naprawdę?- zapytałam zdziwiona.
Pokiwał głową i sięgnął po moją rękę.
-I co?
-Wszystko jest okay.
Uśmiechnęłam się, może nie do końca przekonana, ale zadowolona, że przynajmniej z nim porozmawiał.
-Widzisz, Evans co ze mną robisz?
Westchnęłam ciężko i pocałowałam go delikatnie w policzek. Chyba chciał jeszcze, ale pokręciłam głową.
-Muszę iść, Lizzy czeka.
Odwróciłam się i podeszłam pod portret. Jakiś mały chłopiec wepchał się przede mnie, a ja przystanęłam.
-James ! - chłopak odwrócił się w moją stronę.- Dziękuję.
Lizzy czekała na mnie pod Wielką Salą. Wydawała się być podenerwowana i zniecierpliwiona. Nie zdążyłam wymyślić wymówki, kiedy ona mruknęła :
-Chodźmy !
Gniewnym krokiem prowadziła do Pokoju Wspólnego Krukonów. Powitali nas jacyś młodsi chłopcy.
-Na imprezę ?
Kiwnęłyśmy głową, a oni wypowiedzieli hasło i nas wpuścili. W Pokoju Wspólnym było mnóstwo ludzi i to nie tylko Krukonów. Pod kominkami widziałam masę Puchonów, a tuż obok nas tańczyła jakaś całkiem ładna Ślizgonka. Spojrzałam z powątpiewaniem na Lizzy, ale ona tylko wzruszyła ramionami. Zaraz podeszli do nas dwaj wysocy i bardzo przystojni Krukoni. Obaj mieli czarne jak noc włosy i podobne, błękitne oczy. Bliźniaki, super - pomyślałam.
-Cześć, Lizzy! - powiedzieli razem.
-Nick, Adam ! Dzięki za zaproszenie. A to moja przyjaciółka, Lily...
-Evans ! - powiedzieli znów jednocześnie i podali mi dłonie. - Znamy cię. Jesteś Prefektem, prawda?
Uśmiechnęłam się przepraszająco, na co oni również wyszczerzyli swoje białe zęby.
-To nic. O ile nas nie wydasz.
-Spokojnie panowie, będę jej pilnować.
Nagle Lizzy z cichej i nieśmiałej, stała się duszą towarzystwa. Zagadywała różnych ludzi, tańczyła z Adamem, potem z Nickiem, aż w końcu odbiłam ją jakiemuś dryblasowi z piątej klasy.
-Hej, Liz. Wracajmy już?
-Co? Czemu?
-Chyba za dużo wypiłaś, ja...
-Lily, wypiłam pół szklanki Ognistej. Nic mi nie jest. Aż takim żółtodziobem nie jestem. Idź, pogadaj z kimś. Poznaj kogoś.
Niechętnie puściłam Lizzy i odeszłam pod ścianę. Może naprawdę byłam przewrażliwiona? Albo nudna? Nieciekawa? Sztywna? Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.
Jakaś dziewczyna, całkowicie zalana podeszła do mnie i z uśmiechem zaskrzeczała :
-Ty jesteś Lily Evans. Chodzisz z Potterem?
-Ee, tak.
-Super. Zawsze mu kibicowałam. Jestem Allison Drew.
-Miło mi.
-Hm, więc jak to jest?
-Przepraszam?
-Być z kimś, kogo się nienawidziło przez ileś tam lat.
Zaskoczona zamarłam. Mimo że Allison się chwiała na wszystkie strony, pytała śmiertelnie poważnie. Zastanawiało mnie kim jest dla Jamesa - skąd go zna i dlaczego jest dla niej tak ważny.
Chyba udzielają mi się te dziewczyńskie histerie.
-Zmienił się i... ja się zmieniłam.
Czy to prawda? Jeszcze niedawno James dręczył Snape'a i dziś... naprawdę się z nim pokłóciłam. Potter zmienił się, ale nie całkowicie i to chyba było w tym najlepsze.
Nagle rozejrzałam się za Lizzy. Wśród tańczących jej nie było, a Nick i Adam stali sami.
-Przepraszam, ale muszę iść poszukać mojej przyjaciółki.
-Nie ma sensu jej tu szukać.
-Co? - zapytałam zaskoczona, przystając. -Dlaczego?
Allison wypiła duży łyk Ognistej, a potem spojrzała na mnie wesoło.
-Bo właśnie wyszła z jakimś chłopakiem.
Cała poczerwieniałam i upewniwszy się, że naprawdę jej tu nie ma, wyszłam z Pokoju Wspólnego na korytarz. Co dziwne tam też jej nigdzie nie widziałam. Zła jak diabli postanowiłam wrócić do Wieży, zrzucić te ciuszki i rzucić się na łóżko. Co się z tą Lizzy dzieje? Wyszła z chłopakiem? Przecież ona ma chłopaka? Gdyby tylko Syriusz z nami poszedł... Niepotrzebnie urządzałyśmy sobie ten babski wypad.
Kiedy już byłam przy portrecie Grubej Damy, nagle usłyszałam ciche chrząknięcie. Odwróciłam się wystraszona, a na swojej drodze spotkałam małego chłopca.
-Cześć... - wyszeptałam.
-Kazał przekazać, że macie czas do północy.
-Mamy czas ? Na co?
-Kazał przekazać, że dzisiaj się wszystko skończy.
Chłopiec odwrócił się, a ja ledwo oddychając, złapałam go za rękę.
-Hej ! Kto kazał ci to przekazać?
-Śpiesz się, bo inaczej twoja przyjaciółka zginie.
Chłopiec wyrwał mi się, a ja poczułam, że na moich policzkach spływają łzy.
-Gdzie ? Gdzie mam iść !?
-Do Zakazanego Lasu!
Wpadłam do Pokoju Wspólnego jak oparzona. Nigdzie nie widziałam Jamesa ani Syriusza, więc szybko wbiegłam po stromych schodach do ich dormitorium.
Byli w swoim pokoju, Syriusz leżał na łóżku, a James właśnie zdejmował koszulkę.
-Tylko nie zaczynajcie się znowu całować ! - krzyknął Black, ale mina szybko mi zrzedła. - Co jest?
Patrzyłam Jamesowi w oczy. Nie mogłam nic powiedzieć i próbowałam mu przekazać wszystko przez te krótkie spojrzenie. Zaniepokojony wciągnął koszulkę przez głowę i podszedł do mnie.
-Co się dzieje, Lily ? Czemu płaczesz?
-On chce zabić Lizzy. - Black zerwał się z miejsca. - Byłyśmy na imprezie u Krukonów i ja... spuściłam ją na chwilę z wzroku, a potem ta Allison powiedziała mi, że Lizzy wyszła. Jakiś chłopiec podszedł do mnie teraz i przekazał mi, że musimy się pojawić w Zakaznym Lesie. Do północy.
James rzucił dziwne spojrzenie do Syriusza.
-Co jest? -zapytałam.
-Dziś jest pełnia. Remus... on się przemieni. Nikt nie może być wtedy w lesie.
Black zerwał się i zbiegł na dół, a my razem z nim. Serce kołatało mi niemiłosiernie, a w głowie wciąż słyszałam cichy, piskliwy głosik chłopca " dzisiaj się wszystko skończy".
Przed portretem James nagle stanął i wpadłam na niego z impetem.
-Potter ! Co robisz? Musimy...
-Lily, musisz to zostać. Lizzy jest teraz w wielkim niebezpieczeństwie, a po lesie grasować będzie Remus. Jesteśmy animagami, Lily, nic nam nie zrobi.
-Nie...
-Musisz tu zostać. Zawiadom wszystkich, leć do dyrektora.
-Nie puszczę cię samego ! To moja przyjaciółka ! - zachlipałam.
-Proszę, zostań.
Czas uciekał. Patrzyłam w orzechowe oczy Jamesa i nie wierzyłam co zamierzam powiedzieć. Nie mogłam... ale powiedziałam:
-Dobrze.
James przyciągnął mnie szybko do siebie i pocałował tak, jakby to był nasz ostatni raz. Wszczepiłam się w jego ramię, a on delikatnie przejechał po moim policzku. Po chwili odsunął się ode mnie i szepnął:
-Wrócę tu. Z Elizabeth. Całą i zdrową.
Biegłam do gabinetu dyrektora, kiedy to na mojej drodze stanęła McGonagall w swojej długiej piżamie.
-Panno Evans ! Co pani tu robi o tej porze ?
-Profesor McGonagall ! - krzyknęłam. - Musi pani coś zrobić. Thomas, on porwał Lizzy do Zakazanego Lasu... On chce ją zabić !
-Co też ty mówisz drogie dziecko ? - spytała przerażona nauczycielka.
Wahała się tylko przez chwilę, potem szybkim krokiem podążyła do dyrektora.
-Zostań tutaj, ja go obudzę.
To wszystko wydawało się trwać godzinami. Nie mogłam przestać płakać, a ręce okropnie mi się trzęsły. Nagle coś wpadło mi do głowy i omal nie osunęłam się na ziemię przez tą myśl.
Ten chłopiec przekazał to właśnie mnie. To ja powinnam iść teraz do lasu, żeby ją uratować. Bo oni tego chcą - Kruczy Bracia. Nie odpuszczą dopóki nas nie dopadną.
Zastanawiałam się tylko chwilę. Wzięłam głęboki wdech i pobiegłam co sił w nogach. Miałam nadzieję, że złapie po drodze Jamesa. Jeśli nie - och, więcej go pewnie nie zobaczę.
***
Przepraszam, że zajęło mi to tak długo - wiem, że wiele osób bardzo czekało na nowy rozdział i nie mam słów, żadnych słów, które usprawiedliwiałyby moje lenistwo.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba - czekam na komentarze.
Super rozdział :) najlepsze było jak do Lily podeszła ta dziewczyna. Tylko daj trochę więcej lily i Jamesa :D
OdpowiedzUsuńlily-james-i-ja.blogspot.com
DAWAJ SZYBKO NOWĄ NOTKĘ!
OdpowiedzUsuń*.*
Lilka.
Pracuj nad opisami stosując rozbudowane i bogate w różnego rodzaju określenia zdania. Najbardziej brakuję mi opisów miejsc, a przydają się one, ponieważ stwarzają klimat, w który dobrze można wczuć się. To samo tyczy się opisów postaci, proszę ich nie ograniczać do uśmiechów, skinięć głową czy czynności jakie wykonują. Czasem drobne szczegóły jak kropla potu na skroni, brudny kołnierzyk, trik nerwowy i wiele, wiele innych pozwalają bardziej poznać osobę. Natomiast jeśli chodzi o samą fabułę, to zdaję sobie sprawę, że to kwestia Twojego zamysłu i wizji, jednak przystopowałabym już z ciągłym lądowaniem do szpitala i wszelkimi krwawymi atakami. To Hogwart - szkoła, a nie wojenny front.
OdpowiedzUsuńPiszę te wypociny, ponieważ sądzę, że jesteś w stanie stworzyć coś bardzo fajnego jeśli trochę popracujesz. Czytałam bardzo wiele blogów "Lilkowych", ale większość i tak zawsze będzie prowadzone łopatologicznie. Liczę na Ciebie! :)
Makowa Pani
Nominuję cię do Liebster Blog Award :) Więcej tutaj: http://hogwart-lily-james.blogspot.com/2014/01/liebster-blog-award-2.html
OdpowiedzUsuńpowiem jedno- uratowałaś moją opinię o moich wszystkich czytanych (14) blogach. od ponad miesiąca jedyną notką tam było happy new year ;__: + zabije cię że tak szybko skończyłaś rozdział :)
OdpowiedzUsuńDługo czekałam, a dni się dłużyły, bywały dni zwątpienia, ale nadzieja nie zginęła i jak widzę opłacało się czekać. Bardzo ciekawy rozdział, ale miałam wrażenie, że lekko chaotyczny.... To jednak nic w porównaniu z niektórymi przemyśleniami, które zawarłaś. Bardzo mnie cieszy twój powrót i mam nadzieję, że póki co wena cię nie opuszcza. Zauważyłam pare literówek, więc przejrzyj tą notkę jeszcze raz. Ogólnie jest fajnie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło
I czekam na NN
~Ofelia
Zakochałam się w twoim blogu :3 przepraszam że komentuje dopiero teraz ale zaczytałam sie i zakochałam. Piszesz niesamowicie, i nie umiem sie doczekać aż dodasz kolejny rozdział : 3
OdpowiedzUsuń~Blondi
Ps. Trzymam kciuki i teraz będe komentować każdy rozdział - wybacz moje lenistwo : p
Super blog! Mam nadzieję że będą jeszcze rozdziały.
OdpowiedzUsuń