wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział 15 " Spacer"

Obudziłam się.
Docierało do mnie tyle, co nic. Wiedziałam jednak, że jestem w Skrzydle Szpitalnym. Słyszałam czyjeś kroki zbliżające się do mnie.
Podniosłam się na łóżku i zobaczyłam Lizzy, Olivie i April, które weszły do sali.
-Lily! Jak się czujesz? - powiedziała nienaturalnym głosem Elizabeth.
-Dobrze... Tak mi się zdaje.
Pani Pomfrey podeszła pode mnie i dotknęła szyi.
-No, kochane dziecko... To cud, że jakoś z tego wyszłaś.
-Tak właściwie – wyszłam z czego?
Dziewczyny ucichły, pani Pomfrey także nie odzywała się, lecz po chwili namysłu odrzekła:
-Rzucono na ciebie okrutne zaklęcie. Nie znam go, to coś zupełnie nowego. Na twoim ciele pojawiło się mnóstwo ran, straciłaś mnóstwo krwi, byłaś na wpół żywa... To doprawdy coś okropnego !
Zaraz, zaraz. Czyżby to Severus?
-On to zrobił. Snape – powiedziałam zszokowana, tym co usłyszałam z moich ust.
Lizzy przysiadła na łóżku, odgarnęła włosy z czoła i pokiwała głową.
-Twierdzi, że to było celowane w Pottera, on jednak zrobił unik, a ty... Po prostu byłaś w nieodpowiednim miejscu i czasie.
-To nie zmienia faktu, że chciał zranić Pottera- mruknęła wzburzona April.- Czy by to trafiło w Lily , czy w niego, na to samo wychodzi – Snape jest naprawdę złym... okrutnym człowiekiem ! Jak można...- brakowało jej słów, więc westchnęła i usiadła obok Lizzy.
Nie mogłam w to uwierzyć, ale April miała rację. Ciekawiło mnie też, skąd znał takie zaklęcie czyżby to sprawka jego tajemniczych kolegów ? Przeszedł mnie dreszcz na wspomnienie Ślizgona, na którego natknęła się raz korytarzu.
-Potter wpadł w szał – oznajmiła krótko Olivia. - Najpierw co prawda, skoczył do ciebie i sprowadził pomoc, ale kiedy byłaś już bezpieczna zajął się Snapem.
-Myślałam, że go ukatrupi. Był wściekły, a Snape wydawał się być zupełnie zdezorientowany.
-Syriusz powstrzymał Jamesa – mruknęła Lizzy.- Trochę to dziwne, ale zrobił to. Boję się jednak, że szykują zemstę – i to nie byle jaką.
-Ale czemu ? - zapytałam zdziwiona.
-Najwyraźniej Potterowi naprawdę na tobie zależy.
Czułam jak się czerwienie. Nie sądziłam jednak, że to prawda. Za każdym razem, kiedy chciał się ze mną umówić, kiedy mnie zaczepiał... To tylko głupie żarty, mające na celu ośmieszenie mnie.
Nigdy nie pomyślałabym, że może mu na mnie zależeć... Potterowi?
Jego głowę zaprząta wiele spraw, ale czy ja także ?
-To tylko pretekst, żeby skrzywdzić Snape'a.
-Czemu ty ciągle widzisz Pottera w złym świetle ? Mylisz się, Lily.
Nie odpowiedziałam nic. Czułam się coraz lepiej, bałam się jednak spojrzeć na moje ciało. Bałam się, że zobaczę blizny – okropne, jasne znaki po zaklęciu.
Ale mimo bólu fizycznego -bardziej dotknęło mnie to, że zrobił to Snape.

Odwiedził mnie Oscar, Halle i Travis, potem Remus i Peter. Kiedy zapytałam ich co z pozostałymi Huncwotami, nie odpowiedzieli. Uznałam to za złowróżbny znak.
Wieczorem pojawił się Dumbledore, który zaniepokojony pragnął wyjaśnić całą sytuację. Znał już bieg wydarzeń od świadków i przyznał, że rozmawiał z Jamesem.
-Opowiedział mi w jakich okolicznościach doszło do tego wypadku i muszę stwierdzić, że jest w tym ewidentna wina pana Snape'a. Nie możemy jednak zrzucić na niego całej odpowiedzialności, albowiem to że akurat w ciebie uderzyło to zaklęcie było wypadkiem... Nie zmienia to faktu, że zajmę się panem Snapem, na pewno dostanie karę, którą zapamięta raz do końca życia.
Jaka kara może go zmienić ? Jaka kara może sprawić, że poczuje wyrzuty sumienia ?


Lizzy stała sama przy posągu Merlina. Nagle poczuła, że ktoś otacza ją ramieniem.
-BLACK !- pisnęła cicho, wystraszona.
Odsunęła się od niego i spochmurniała.
-Co ci jest? - zapytał zdziwiony Syriusz.
-Wiem, co zrobiliście dla Snape'a! Wiem, że to co zrobił dla Lily jest niewybaczalne i powinien dostać karę, ale do jasnej cholery nie powinniście wrzucać go to tej szafki!
Syriusz zmieszał się lekko.
-Skąd o tym wiesz?
-Nie ważne, to moja tajemnica – odburknęła.
-To da dla Smarkerusa nauczkę. Jeśli wróci – na pewno z nami już nie zadrze. Jeśli nie, to tym bardziej problem z głowy. Kocham naszą szafkę zniknięć ! Co bym bez niej zrobił ?
Zdenerwowana Lizzy uderzyła go pierś.
-Będziesz miał przez to kłopoty !
Kolejny raz uderzyła go.
-Wywalą cie ze szkoły !
Chciała wyładować na nim całą złość, ale złapał jej nadgarstki.
-El, uspokój się. Nikt się nie dowie, Snape nic nie powie, bo będzie się bał. Jedyną osoba, która może nas zdradzić, jesteś ty.
Pokiwała tylko głową.
-Jesteś niemożliwy ! Nie wytrzymam z tobą !
On zaśmiał się cicho i puścił jej ręce. Dotknął lekko jej policzka, ale ona powiedziała:
-Muszę iść.
Po czym zniknęła.


Leżałam sama na sali, za oknem było już ciemno, pani Pomfrey poszła do swojego gabinetu i wiedziałam, że do rana na pewno nikogo nie zobaczę.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy nagle otworzyły się drzwi – ktoś otwierał je bardzo ostrożnie, wolno i cicho.
Do sali wkradł się Potter, z tym swoim typowym uśmiechem.
-Hej- szepnął, kiedy usiadł obok łóżka.
-Co ty tu robisz? Idź stąd, pani Pomfrey się wścieknie, kiedy cie zobaczy.
-Z tego co zdążyłem wybadać właśnie śpi i nie zanosi się, żeby nagle wstała i postanowiła sprawdzić co u ciebie.
Podniosłam się na łóżku i założyłam rękę za rękę.
-Lily ja... chciałbym cię przeprosić.
-Za co?
Przeczesał ręką włosy, ale jakoś tak bez większej uwagi, jakby robił to z przyzwyczajenia.
-Gdybym nie zaczął kłócić się ze Smarkerusem, nic by się nie wydarzyło. On po prostu wie, jak mnie rozzłościć i dobrze to wykorzystuje. Gdybym tylko wiedział, że to się tak skończy... Przepraszam.
Patrzył mi w oczy i czułam szczerość wypływającą z jego ust.
-Nie musisz mnie przepraszać. To wina Snape'a i tylko jego.
Potter potarł ręką o czoło, widać było że jest zmęczony. Spojrzał na moje dłonie, a twarz mu lekko skamieniała.
Również popatrzyłam na nie – wiedziałam o co mu chodzi. Zobaczył te paskudne blizny.
-To nic, nie obchodzi mnie to – skłamałam.
Wyczułam, że mi nie wierzy.
-Powinien za to zapłacić ! Dostać o wiele gorszą karę.- warknął wściekły Potter i począł przechadzać się obok łóżka.- Wredny, wstrętny, tchórzliwy szczur !
-Cicho bądź, bo przyjdzie pani Pomfrey ! Gorszą karę? To on już jakąś dostał?
On jednak ignorował mnie.
-Najchętniej to zrzuciłbym go z urwiska ! Co za... -głos znacznie podniósł się, a ja złapałam go za rękę.
-Przestań !
Patrzyliśmy na siebie źli. Ja byłam zła przez niego, a on przez Snape'a.
-Dziękuję, Potter, że mi wtedy pomogłeś, ale...
-Lily Evans mi dziękuję !
-Nie udawaj, że tak bardzo cię to zaskoczyło -warknęłam.
Chłopak zaśmiał się wesoło i przysiadł na skraju łóżka. Dziwiło mnie z jaką łatwością zmienia mu się nastrój.
-A więc Evans, mam do ciebie szczególne pytanie... -zaczął Rogacz.
-Nie.
-Nie wiesz nawet o co chce zapytać ! - zawołał oburzony Potter.
-Nie byłabym taka pewna.
-Tak ? Niby o co?
-Czy umówisz się ze mną...?
-Dobrze, spotkajmy się jutro przy wyjściu – Potter wstał.
-Słucham? Ja nie... Ty... POTTER !
-To dość śmieszne Lily, że w końcu doszło do tego że to ty mnie zaprosiłaś.
-Ja ? Chyba sobie żartujesz!
On nagle pojawił się bardzo blisko mnie i pocałował mnie w czoło.
-Zdrowiej, Lily. To o 22:00 !
Chciałam mu wypruć flaki. Tak- naprawdę chciałam. Ale zanim się nie obejrzałam on już zniknął. Wściekła zaklęłam pod nosem:
-Wstrętny Potter.
Godziny mijały, a ja powracałam do tego spotkania... z zupełnie innym uczuciem.

Nie wiem skąd Potter wiedział, że zostanę wypuszczona następnego dnia, ale pani Pomfrey rano oznajmiła, że wszystko jest ze mną w porządku i mogę zmykać na lekcje.
Byłam zszokowana, ale cieszyłam się bardzo i kiedy tylko to usłyszałam, wybiegłam jak szalona ze Skrzydła. Oczywiście na korytarzu zorientowałam się, że jestem w piżamie, tak więc mój powrót do życia szkolnego musiał jeszcze chwilę poczekać.
Nie było mnie zaledwie na kilku wczorajszych lekcjach, ale tak wiele się wydarzyło.
Po pierwsze- Snape zniknął. W niewyjaśnionych okolicznościach. Wiedziałam jednak, że Huncwoci mają coś z tym wspólnego, zważając na fakt iż Lizzy cały czas patrzyła na Syriusza krytycznym wzrokiem.
Po drugie- dowiedziałam się, że Olivia została przyłapana na całowaniu się z Remusem. Poczułam się lekko dotknięta, nie tym, że to zrobiła, ale tym, że nic mi nie powiedziała o jej uczuciach względem Lupina.
Po trzecie Louise Meller, moja rówieśniczka z Gryfindoru – całkiem sympatyczna, lecz dość nieśmiała dziewczyna- zaginęła wczoraj w nocy. To jednak bardziej mnie zmartwiło niż nieobecność Snape'a.
Kiedy siedzieliśmy na wyjątkowo nudnej lekcji Binsa, usłyszałam jak Syriusz mówi do Remusa.
-Podobno wczoraj weszła do Zakazanego Lasu... Nikt nie wiedział po co, ale Ben Welsh powiedział, że musiała wyjść z zamku kilka minut po ich rozmowie, czyli gdzieś po 22 i wydaje mu się to dość dziwne, bo dziewczyna nie mówiła nic o żadnym wypadzie na dwór, a w końcu chodzą ze sobą.
Bins wydawał się nie zauważać tego, że większość klasy zajęła się spekulowaniem o nagłym zniknięciu Louise.
-A może ją też wrzuciliście do szafki zniknięć ? - warknęłam przez ramię.
-Możemy z ręką na sercu powiedzieć, że nie maczaliśmy w tym palców- zaśmiał się Syriusz.
-To mugolaczka, może oni się nią zajęli ?- mruknął cicho Oscar.
W klasie zapadła cisza, a ja poczęłam rozważać tą kwestię.
-To bezsensu...- powiedziała Olivia.
-Nie do końca – zaczął Remus. - Czemu Śmierciożercy upodobali sobie zabijanie mugoli ? Czy to nie jasne? Chcą „ oczyścić nasz świat z nieczystej krwi”. JEMU przecież tylko o to chodzi...
-Skąd ty bierzesz takie brednie? - warknął Potter.
Widziałam jak Kate chlipie cicho w kącie – była to jedna z przyjaciółek Louise.
-To jest możliwe...- rzekł Black i posępnie patrzył w naszą stronę.
Wiedziałam o co mu chodzi, ja i Elizabeth byłyśmy mugolakami. Odwróciłam się od nich i wpatrzyłam się w Binsa, udając uwagę, a tak naprawdę moje myśli odleciały daleko, daleko. Pomyślałam o mamie, tacie i Petunii. Przypomniały mi się słowa Dumbledore'a, kiedy rozmawialiśmy razem w Skrzydle Szpitalnym:
-Ochraniamy ich, nie bój się- Even jest świetnym aurorem na pewno nie pozwoli im skrzywdzić twoich rodziców.
Nagle poczułam, że okropnie się o nich boję.

Wieczorem siedziałam razem z dziewczynami na sofach w Pokoju Wspólnym i odrabiałyśmy lekcje z Eliksirów. Nagle zorientowałam się, że o czymś zapomniałam.
-Co się stało ? -zapytała April odsuwając książki. - Też masz dość ?
-Nie do końca o to chodzi...
Wszystkie podniosły wzrok i spojrzały na mnie.
-Chyba jestem umówiona z Potterem.
Wszystkie wybuchły śmiechem i uznając to za żart zajęły się ponownie lekcjami.
-Nie! Poważnie...
-I co? Zamierzasz pójść? -zapytała zaskoczona Lizzy.
-Nie chce iść...
Nie wiem czy to była prawda, ale wmawiałam sobie, że tak.

-Co jest ze mną nie tak? - mówiłam sobie idąc ciemnym korytarzem.
Dookoła nie było żywej ani nieżywej duszy, a ja szłam jak głupia w tym swoim ciemnym sweterku i najlepszych spodniach na coś zupełnie absurdalnego... Na r... spotkanie z Potterem.
Kiedy doszłam pod drzwi, zauważyłam jak wyłania się z ciemności.
-W dobrym guście jest spóźnić się pół godziny, ale… jesteś.
-Nie, nie ma mnie. Potter czy to nie głupie ? Ja... - nie wiedziałam co powiedzieć, a on tak bezczelnie się uśmiechał.- Czemu jesteś taki wesoły ?!
-Bo przyszłaś.
-Nie myśl sobie za wiele, robię to dlatego iż mi wtedy pomogłeś.
Chłopak lekko spochmurniał, ale nie mówiąc nic rozłożył jakiś płaszcz. Nagle zorientowałam się, co to jest.
-To... Peleryna Niewidka?
Szybkim ruchem nałożył ją na siebie. Zniknął mi z oczu, a ja stałam jak urzeczona.
Nagle zauważyłam rękę, która potem szarpnęła u mnie i wciągnęła pod Pelerynę. Było to dość dziwne uczucie- tylko ja i on, pod starą peleryną, całkowicie niewidzialni dla innych.
-Nie chce, żebyś robiła coś wbrew swojej woli.
Jego oczy były tak blisko, nie wiem czemu, ale poczułam że mogę stać i wpatrywać się w nie całą wieczność.
-Chcesz ze mną pójść na spacer, Lily?
Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale o dziwo pokiwałam głową. Chłopak uśmiechnął się ukazując rząd białych zębów, a jego twarz wydawała mi się jeszcze bardziej radosna i promienna.
On prowadził, wyszliśmy z zamku ( wszystkie drzwi i furtki były o dziwo otwarte ) i wyszliśmy na dwór. Powiew zimnego powietrza, sprawił że przez moje ciało przeszła gęsia skórka.
Widziałam połówkę bladego księżyca na czystym niebie.
-Jak on to znosi?
Potter zrozumiał o kogo chodzi, widząc jak przyglądam się księżycowi.
-Początki były trudne. No cóż, wciąż jest ciężko, ale po to jesteśmy tu my.
-Naprawdę to mu pomaga?
-Nie ma nic lepszego od przyjaciół, którzy są blisko ciebie.
Zdjęliśmy pelerynę i szliśmy dalej po błoniach. Mimo iż było mi zimno ( w końcu był koniec stycznia), a obok mnie szedł wróg numer jeden, byłam szczęśliwa i czułam się z nim zupełnie swobodnie. Żadnego dogryzania sobie, żadnych głupich uwag, komentarzy.
-Nie wiem czy to dobry moment, ale muszę z tobą porozmawiać o Syriuszu i Lizzy.
-O co chodzi?
-On... Myślę, że on się w niej zabujał.
-To chyba dobrze?
-Tak, ale... - zmieszał się.- On się w tym gubi, ona go cały czas odpycha, zwodzi.
-Nie jest pewna, uważa, że Black to typowy kobieciarz... Boi się, że zaraz ją rzuci.
-Tak myślisz? On natomiast uważa, że ona go nie kocha. Może mogłabyś z nią porozmawiać...
Ta prośba wydała mi się trochę dziwna.
-Porozmawiać?
-Jeśli go nie kocha, niech go zostawi, jeśli kocha to niech mu to powie, bo chłopak naprawdę sam ją zostawi.
-To głupie.
Kolejne chwile mijały, szliśmy blisko siebie przy skraju lasu.
-Jak myślisz co się z nią stało?
-Z Louise? - kiwnęłam głową.- Myślę, że to Śmierciożercy... Tylko po co MU zwykła uczennica?- na te słowa zrobiło mi się jakoś smutno.-Gdyby była w lesie, Dumbledore już by ją znalazł.
-Chodził do lasu ?
-Widziałem jak dzisiaj tam wchodzi. Sam, bez żadnych pomocników. Myślę, że Dumbledore jest jedyną osobą jaką inne istoty z lasu darzą szacunkiem i jeśli poprosiłby o pomoc –udzieliliby jej.
-A co jeśli... ona nie żyje ?- po ciele przeszedł mnie kolejny dreszcz.
-To niemożliwe... Na niebie widzielibyśmy Mroczny Znak.
Pokiwałam tylko głową i dalej szliśmy w ciszy.
Czy to nie dziwne ? Ja i James Potter na spacerze w świetle księżyca, rozmawiający o Śmierciożercach? O nim ?
-Myślisz, że on do nich należy – to nie było pytanie.
Stanęłam mu na drodze, bacznie mu się przyglądając.
-Tak. Od zawsze zajmował się czarną magią, a osoby z jakimi się zadaje... To jest zbyt widoczne, trzeba być ślepym żeby tego nie zauważyć.
-Mimo wszystko nigdy nie uważałam i nie będę uważać, że Snape jest zły. Może popełnia złe decyzje, ale nie sądzę by to wychodziło z jego złej natury.
-A z czego? - zapytał kpiąco Potter, co jakoś mi się nie spodobało.
-Może z tchórzostwa ?
Nie odpowiedział nic.
-Sam-Wiesz-Kto rośnie w siłach. Nikt nie może być pewny co zrobi, nikt o nim nic nie wie... Ukrywa się w cieniu, ale zaraz się ujawni. To pewne. Już zaczął werbować zwolenników. Co byś powiedział gdyby zagroził ci śmiercią?
Stanął, zauważyłam jak zaciska pięści.
-Wolałbym zginąć.
Patrzyłam na niego poważnie, lecz lekko się przeraziłam. Zawiał wiatr rozwiewając mi włosy, a ja założyłam ręce z zimna.
-Nie chciałem z tobą o tym rozmawiać, Lily. Chciałem żeby to był stosunkowo miły spacer.
-Nie twierdzę, że nie jest.
Posłał mi szelmowski uśmiech. Dzieliły nas kroki, a ja nagle stwierdziłam, że to bardzo daleko.
-Boisz się czasem ?
-Czego?
-Czegokolwiek. Powiedz mi, daj mi jakiś przykład.
-Boję się różnych rzeczy... Boję się, że dostanę O z wypracowania ze Slughornem, boję się, że Peter w końcu skończy na pułapce na myszy- zachichotałam cicho.- Boję się, że pani Pomfrey zostanie starą panną, ale boję się także, że Remus zrobi sobie kiedyś krzywdę, że Syriusz będzie miał jeszcze większe kłopoty z rodziną i boję się, że będę na tyle głupi, by nie wykorzystać żadnej szansy i po prostu kiedyś cię stracę.
Poczułam jak z oczu spływa mi łza, ale on objął mnie tylko i pocałował, dotykając lekko mojego policzka.
Nasze ciała, były tak idealnie do siebie dopasowane...
Ja i on, złączeni w niekończącym się pocałunku. Każda słodka chwila umykała jak szalona.
Pozwoliłam by mnie objął, a ja złapałam go za szyję i koszulę.
Nagle zrozumiałam, że nie jestem w stanie tego powstrzymać i co gorsza- nie chce. Nie chce!
Bo... och czy to nie szalone? Ja go kocham! Nie byłam w stanie się pozbierać, moje myśli pędziły jak szalone. Jego słowa : „boję się, że kiedyś cię stracę” dudniły mi po głowie.
On w końcu odsunął się ode mnie.
-Pamiętasz co powiedziałem ci dzisiaj przed wyjściem?
-Że to w dobrym guście spóźnić się pół godziny.
Zaśmiał się i powoli pogłaskał mnie po policzku, a jego palce zjechały na szyję.
-Nie chce żebyś robiła coś wbrew swojej woli.
Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Pocałowałam go jeszcze raz, tak aż zakręciło mi się w głowie i jakby upewniłam się w czymś.
-Kocham cię, James- wyszeptałam.
Uniósł mnie do góry i zaczął krzyczeć:
-TAAAAAAAAAAAK! LILY EVANS MNIE KOCHA ! NIECH KAŻDY TO USŁYSZY! OBUDŹCIE SIĘ, BO MUSZĘ WYZNAĆ, ŻE LILY MNIE KOCHA.
-Ciiiiiiicho! - wykrzyknęłam i zakryłam mu usta ręką.
-Powtórz, bo wydaje mi się, że śnię.
-Kocham cię, James i lepiej się przymknij bo zmienię zdanie.
-Też cię kocham, Lily.

7 komentarzy:

  1. Rozdział super!!!! Lily i James wreszcie razem :D
    Ale nie było żadnych przeprosin, że długo nie dodawałaś notki :(
    No, ale trudno! Czekam na następny rozdział ;)
    Zapraszam do siebie: inna-magiczna-opowiesc.blogspot.com
    P.S. Wyłącz weryfikację!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaaa jezu jezu nareszcie. Kurde mnie już tak zdenerwowało to zachowanie Lily Evans. Wkurzała mnie dogłębnie ta jej obojętność choc... No James też nie jest bez winy co nie? Ten szelmowski uśmiech to mnie rozwala poprostu... Ale wracając, już powoli traciłam nadzieję, ta rzecz ze Snapem, masakra i te zniknięci tej dziewcZyny- dreszczyk, serio! Potem ta szczera rozmowa Lily i Jamesa słodka była! I ta burza uczuć naprawdę świetnie to opisałaś i nareszcie, wyznanie Lily! Zarąbiste no!!!!!! Tak długo na to czekałam! Ale James miał radoche hihihi!

    no cóż tak mogę po krótce wyrazić swoją opinię na temat treści, błędów jako takich nie znalazłam, a rozdział długaśny ci wyszedł i fajnie pisz tak dalej bo to opowiadanie stało się moim nałogiem! CZekam na ciąg dalszy i cała się aż trzęse!
    Buziaki i uściski :*****
    Zawsze z Tobą
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest świetne, po prostu uwielbiam to jak piszesz! No i są wreszcie razem! YES! Pisz dalej :) Mam nadzieję, że następna notka już niedługo :D

    OdpowiedzUsuń
  4. tak ja też czekam na nowy rozdział ;) Patka

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję wszystkim !
    Nowa notka, niestety nieprędko, ponieważ jestem chora :( Przepraszam, ale dziękuję też za opinie !
    To super, że mam was wszystkich xd

    OdpowiedzUsuń
  6. wracaj do zdrowia Patka

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak mi to Felix Felicis zajeżdża: " wszystkie drzwi i furtki były o dziwo otwarte"
    Ale by to była niespodzianka, gdyby okazało się, że James użył tego eliksiru :D
    Piszesz fajnie, choć zdarzają się błędy, jednak nie aż tak rażące. Zresztą, kto nie popełnia błędów?
    Powodzenia i życzę powrotu do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń