Obudziłam się.
Docierało do mnie tyle, co nic.
Wiedziałam jednak, że jestem w Skrzydle Szpitalnym. Słyszałam
czyjeś kroki zbliżające się do mnie.
Podniosłam się na łóżku i
zobaczyłam Lizzy, Olivie i April, które weszły do sali.
-Lily! Jak się czujesz? - powiedziała
nienaturalnym głosem Elizabeth.
-Dobrze... Tak mi się zdaje.
Pani Pomfrey podeszła pode mnie i
dotknęła szyi.
-No, kochane dziecko... To cud, że
jakoś z tego wyszłaś.
-Tak właściwie – wyszłam z czego?
Dziewczyny ucichły, pani Pomfrey także
nie odzywała się, lecz po chwili namysłu odrzekła:
-Rzucono na ciebie okrutne zaklęcie.
Nie znam go, to coś zupełnie nowego. Na twoim ciele pojawiło się
mnóstwo ran, straciłaś mnóstwo krwi, byłaś na wpół żywa...
To doprawdy coś okropnego !
Zaraz, zaraz. Czyżby to Severus?
-On to zrobił. Snape – powiedziałam
zszokowana, tym co usłyszałam z moich ust.
Lizzy przysiadła na łóżku,
odgarnęła włosy z czoła i pokiwała głową.
-Twierdzi, że to było celowane w
Pottera, on jednak zrobił unik, a ty... Po prostu byłaś w
nieodpowiednim miejscu i czasie.
-To nie zmienia faktu, że chciał
zranić Pottera- mruknęła wzburzona April.- Czy by to trafiło w
Lily , czy w niego, na to samo wychodzi – Snape jest naprawdę
złym... okrutnym człowiekiem ! Jak można...- brakowało jej słów,
więc westchnęła i usiadła obok Lizzy.
Nie mogłam w to uwierzyć, ale April
miała rację. Ciekawiło mnie też, skąd znał takie zaklęcie
czyżby to sprawka jego tajemniczych kolegów ? Przeszedł mnie
dreszcz na wspomnienie Ślizgona, na którego natknęła się raz
korytarzu.
-Potter wpadł w szał – oznajmiła
krótko Olivia. - Najpierw co prawda, skoczył do ciebie i sprowadził
pomoc, ale kiedy byłaś już bezpieczna zajął się Snapem.
-Myślałam, że go ukatrupi. Był
wściekły, a Snape wydawał się być zupełnie zdezorientowany.
-Syriusz powstrzymał Jamesa –
mruknęła Lizzy.- Trochę to dziwne, ale zrobił to. Boję się
jednak, że szykują zemstę – i to nie byle jaką.
-Ale czemu ? - zapytałam zdziwiona.
-Najwyraźniej Potterowi naprawdę na
tobie zależy.
Czułam jak się czerwienie. Nie
sądziłam jednak, że to prawda. Za każdym razem, kiedy chciał się
ze mną umówić, kiedy mnie zaczepiał... To tylko głupie żarty,
mające na celu ośmieszenie mnie.
Nigdy nie pomyślałabym, że może mu
na mnie zależeć... Potterowi?
Jego głowę zaprząta wiele spraw,
ale czy ja także ?
-To tylko pretekst, żeby skrzywdzić
Snape'a.
-Czemu ty ciągle widzisz Pottera w
złym świetle ? Mylisz się, Lily.
Nie odpowiedziałam nic. Czułam się
coraz lepiej, bałam się jednak spojrzeć na moje ciało. Bałam
się, że zobaczę blizny – okropne, jasne znaki po zaklęciu.
Ale mimo bólu fizycznego -bardziej
dotknęło mnie to, że zrobił to Snape.
Odwiedził mnie Oscar, Halle i Travis,
potem Remus i Peter. Kiedy zapytałam ich co z pozostałymi
Huncwotami, nie odpowiedzieli. Uznałam to za złowróżbny znak.
Wieczorem pojawił się Dumbledore,
który zaniepokojony pragnął wyjaśnić całą sytuację. Znał już
bieg wydarzeń od świadków i przyznał, że rozmawiał z Jamesem.
-Opowiedział mi w jakich
okolicznościach doszło do tego wypadku i muszę stwierdzić, że
jest w tym ewidentna wina pana Snape'a. Nie możemy jednak zrzucić
na niego całej odpowiedzialności, albowiem to że akurat w ciebie
uderzyło to zaklęcie było wypadkiem... Nie zmienia to faktu, że
zajmę się panem Snapem, na pewno dostanie karę, którą zapamięta
raz do końca życia.
Jaka kara może go zmienić ? Jaka kara
może sprawić, że poczuje wyrzuty sumienia ?
Lizzy stała sama przy
posągu Merlina. Nagle poczuła, że ktoś otacza ją ramieniem.
-BLACK !- pisnęła cicho,
wystraszona.
Odsunęła się od niego i
spochmurniała.
-Co ci jest? - zapytał
zdziwiony Syriusz.
-Wiem, co zrobiliście dla
Snape'a! Wiem, że to co zrobił dla Lily jest niewybaczalne i
powinien dostać karę, ale do jasnej cholery nie powinniście
wrzucać go to tej szafki!
Syriusz zmieszał się
lekko.
-Skąd o tym wiesz?
-Nie ważne, to moja
tajemnica – odburknęła.
-To da dla Smarkerusa
nauczkę. Jeśli wróci – na pewno z nami już nie zadrze. Jeśli
nie, to tym bardziej problem z głowy. Kocham naszą szafkę zniknięć
! Co bym bez niej zrobił ?
Zdenerwowana Lizzy uderzyła
go pierś.
-Będziesz miał przez to
kłopoty !
Kolejny raz uderzyła go.
-Wywalą cie ze szkoły !
Chciała wyładować na nim
całą złość, ale złapał jej nadgarstki.
-El, uspokój się. Nikt się
nie dowie, Snape nic nie powie, bo będzie się bał. Jedyną osoba,
która może nas zdradzić, jesteś ty.
Pokiwała tylko głową.
-Jesteś niemożliwy ! Nie
wytrzymam z tobą !
On zaśmiał się cicho i
puścił jej ręce. Dotknął lekko jej policzka, ale ona
powiedziała:
-Muszę iść.
Po czym zniknęła.
Leżałam sama na sali, za
oknem było już ciemno, pani Pomfrey poszła do swojego gabinetu i
wiedziałam, że do rana na pewno nikogo nie zobaczę.
Jakież było moje
zdziwienie, kiedy nagle otworzyły się drzwi – ktoś otwierał je
bardzo ostrożnie, wolno i cicho.
Do sali wkradł się Potter,
z tym swoim typowym uśmiechem.
-Hej- szepnął, kiedy
usiadł obok łóżka.
-Co ty tu robisz? Idź stąd,
pani Pomfrey się wścieknie, kiedy cie zobaczy.
-Z tego co zdążyłem
wybadać właśnie śpi i nie zanosi się, żeby nagle wstała i
postanowiła sprawdzić co u ciebie.
Podniosłam się na łóżku
i założyłam rękę za rękę.
-Lily ja... chciałbym cię
przeprosić.
-Za co?
Przeczesał ręką włosy,
ale jakoś tak bez większej uwagi, jakby robił to z
przyzwyczajenia.
-Gdybym nie zaczął kłócić
się ze Smarkerusem, nic by się nie wydarzyło. On po prostu wie,
jak mnie rozzłościć i dobrze to wykorzystuje. Gdybym tylko
wiedział, że to się tak skończy... Przepraszam.
Patrzył mi w oczy i czułam
szczerość wypływającą z jego ust.
-Nie musisz mnie
przepraszać. To wina Snape'a i tylko jego.
Potter potarł ręką o
czoło, widać było że jest zmęczony. Spojrzał na moje dłonie, a
twarz mu lekko skamieniała.
Również popatrzyłam na
nie – wiedziałam o co mu chodzi. Zobaczył te paskudne blizny.
-To nic, nie obchodzi mnie
to – skłamałam.
Wyczułam, że mi nie
wierzy.
-Powinien za to zapłacić !
Dostać o wiele gorszą karę.- warknął wściekły Potter i począł
przechadzać się obok łóżka.- Wredny, wstrętny, tchórzliwy
szczur !
-Cicho bądź, bo przyjdzie
pani Pomfrey ! Gorszą karę? To on już jakąś dostał?
On jednak ignorował mnie.
-Najchętniej to zrzuciłbym
go z urwiska ! Co za... -głos znacznie podniósł się, a ja
złapałam go za rękę.
-Przestań !
Patrzyliśmy na siebie źli.
Ja byłam zła przez niego, a on przez Snape'a.
-Dziękuję, Potter, że mi
wtedy pomogłeś, ale...
-Lily Evans mi dziękuję !
-Nie udawaj, że tak bardzo
cię to zaskoczyło -warknęłam.
Chłopak zaśmiał się
wesoło i przysiadł na skraju łóżka. Dziwiło mnie z jaką
łatwością zmienia mu się nastrój.
-A więc Evans, mam do
ciebie szczególne pytanie... -zaczął Rogacz.
-Nie.
-Nie wiesz nawet o co chce
zapytać ! - zawołał oburzony Potter.
-Nie byłabym taka pewna.
-Tak ? Niby o co?
-Czy umówisz się ze
mną...?
-Dobrze, spotkajmy się
jutro przy wyjściu – Potter wstał.
-Słucham? Ja nie... Ty...
POTTER !
-To dość śmieszne Lily,
że w końcu doszło do tego że to ty mnie zaprosiłaś.
-Ja ? Chyba sobie żartujesz!
On nagle pojawił się
bardzo blisko mnie i pocałował mnie w czoło.
-Zdrowiej, Lily. To o 22:00
!
Chciałam mu wypruć flaki.
Tak- naprawdę chciałam. Ale zanim się nie obejrzałam on już
zniknął. Wściekła zaklęłam pod nosem:
-Wstrętny Potter.
Godziny mijały, a ja
powracałam do tego spotkania... z zupełnie innym uczuciem.
Nie wiem skąd Potter
wiedział, że zostanę wypuszczona następnego dnia, ale pani
Pomfrey rano oznajmiła, że wszystko jest ze mną w porządku i mogę
zmykać na lekcje.
Byłam zszokowana, ale
cieszyłam się bardzo i kiedy tylko to usłyszałam, wybiegłam jak
szalona ze Skrzydła. Oczywiście na korytarzu zorientowałam się,
że jestem w piżamie, tak więc mój powrót do życia szkolnego
musiał jeszcze chwilę poczekać.
Nie było mnie zaledwie na
kilku wczorajszych lekcjach, ale tak wiele się wydarzyło.
Po pierwsze- Snape zniknął.
W niewyjaśnionych okolicznościach. Wiedziałam jednak, że Huncwoci
mają coś z tym wspólnego, zważając na fakt iż Lizzy cały czas
patrzyła na Syriusza krytycznym wzrokiem.
Po drugie- dowiedziałam
się, że Olivia została przyłapana na całowaniu się z Remusem.
Poczułam się lekko dotknięta, nie tym, że to zrobiła, ale tym,
że nic mi nie powiedziała o jej uczuciach względem Lupina.
Po trzecie Louise Meller,
moja rówieśniczka z Gryfindoru – całkiem sympatyczna, lecz dość
nieśmiała dziewczyna- zaginęła wczoraj w nocy. To jednak bardziej
mnie zmartwiło niż nieobecność Snape'a.
Kiedy siedzieliśmy na
wyjątkowo nudnej lekcji Binsa, usłyszałam jak Syriusz mówi do
Remusa.
-Podobno wczoraj weszła do
Zakazanego Lasu... Nikt nie wiedział po co, ale Ben Welsh
powiedział, że musiała wyjść z zamku kilka minut po ich
rozmowie, czyli gdzieś po 22 i wydaje mu się to dość dziwne, bo
dziewczyna nie mówiła nic o żadnym wypadzie na dwór, a w końcu
chodzą ze sobą.
Bins wydawał się nie
zauważać tego, że większość klasy zajęła się spekulowaniem o
nagłym zniknięciu Louise.
-A może ją też
wrzuciliście do szafki zniknięć ? - warknęłam przez ramię.
-Możemy z ręką na sercu
powiedzieć, że nie maczaliśmy w tym palców- zaśmiał się
Syriusz.
-To mugolaczka, może oni
się nią zajęli ?- mruknął cicho Oscar.
W klasie zapadła cisza, a
ja poczęłam rozważać tą kwestię.
-To bezsensu...- powiedziała
Olivia.
-Nie do końca – zaczął
Remus. - Czemu Śmierciożercy upodobali sobie zabijanie mugoli ? Czy
to nie jasne? Chcą „ oczyścić nasz świat z nieczystej krwi”.
JEMU przecież tylko o to chodzi...
-Skąd ty bierzesz takie
brednie? - warknął Potter.
Widziałam jak Kate chlipie
cicho w kącie – była to jedna z przyjaciółek Louise.
-To jest możliwe...- rzekł
Black i posępnie patrzył w naszą stronę.
Wiedziałam o co mu chodzi,
ja i Elizabeth byłyśmy mugolakami. Odwróciłam się od nich i
wpatrzyłam się w Binsa, udając uwagę, a tak naprawdę moje myśli
odleciały daleko, daleko. Pomyślałam o mamie, tacie i Petunii.
Przypomniały mi się słowa Dumbledore'a, kiedy rozmawialiśmy razem
w Skrzydle Szpitalnym:
-Ochraniamy ich, nie bój
się- Even jest świetnym aurorem na pewno nie pozwoli im skrzywdzić
twoich rodziców.
Nagle poczułam, że
okropnie się o nich boję.
Wieczorem siedziałam razem
z dziewczynami na sofach w Pokoju Wspólnym i odrabiałyśmy lekcje z
Eliksirów. Nagle zorientowałam się, że o czymś zapomniałam.
-Co się stało ? -zapytała
April odsuwając książki. - Też masz dość ?
-Nie do końca o to
chodzi...
Wszystkie podniosły wzrok i
spojrzały na mnie.
-Chyba jestem umówiona z
Potterem.
Wszystkie wybuchły śmiechem
i uznając to za żart zajęły się ponownie lekcjami.
-Nie! Poważnie...
-I co? Zamierzasz pójść?
-zapytała zaskoczona Lizzy.
-Nie chce iść...
Nie wiem czy to była
prawda, ale wmawiałam sobie, że tak.
-Co jest ze mną nie tak? -
mówiłam sobie idąc ciemnym korytarzem.
Dookoła nie było żywej
ani nieżywej duszy, a ja szłam jak głupia w tym swoim ciemnym
sweterku i najlepszych spodniach na coś zupełnie absurdalnego... Na
r... spotkanie z Potterem.
Kiedy doszłam pod drzwi,
zauważyłam jak wyłania się z ciemności.
-W dobrym guście jest
spóźnić się pół godziny, ale… jesteś.
-Nie, nie ma mnie. Potter
czy to nie głupie ? Ja... - nie wiedziałam co powiedzieć, a on tak
bezczelnie się uśmiechał.- Czemu jesteś taki wesoły ?!
-Bo przyszłaś.
-Nie myśl sobie za wiele,
robię to dlatego iż mi wtedy pomogłeś.
Chłopak lekko spochmurniał,
ale nie mówiąc nic rozłożył jakiś płaszcz. Nagle zorientowałam
się, co to jest.
-To... Peleryna Niewidka?
Szybkim ruchem nałożył ją
na siebie. Zniknął mi z oczu, a ja stałam jak urzeczona.
Nagle zauważyłam rękę,
która potem szarpnęła u mnie i wciągnęła pod Pelerynę. Było
to dość dziwne uczucie- tylko ja i on, pod starą peleryną,
całkowicie niewidzialni dla innych.
-Nie chce, żebyś robiła
coś wbrew swojej woli.
Jego oczy były tak blisko,
nie wiem czemu, ale poczułam że mogę stać i wpatrywać się w nie
całą wieczność.
-Chcesz ze mną pójść na
spacer, Lily?
Nie wiem co we mnie
wstąpiło, ale o dziwo pokiwałam głową. Chłopak uśmiechnął
się ukazując rząd białych zębów, a jego twarz wydawała mi się
jeszcze bardziej radosna i promienna.
On prowadził, wyszliśmy z
zamku ( wszystkie drzwi i furtki były o dziwo otwarte ) i wyszliśmy
na dwór. Powiew zimnego powietrza, sprawił że przez moje ciało
przeszła gęsia skórka.
Widziałam połówkę
bladego księżyca na czystym niebie.
-Jak on to znosi?
Potter zrozumiał o kogo
chodzi, widząc jak przyglądam się księżycowi.
-Początki były trudne. No
cóż, wciąż jest ciężko, ale po to jesteśmy tu my.
-Naprawdę to mu pomaga?
-Nie ma nic lepszego od
przyjaciół, którzy są blisko ciebie.
Zdjęliśmy pelerynę i
szliśmy dalej po błoniach. Mimo iż było mi zimno ( w końcu był
koniec stycznia), a obok mnie szedł wróg numer jeden, byłam
szczęśliwa i czułam się z nim zupełnie swobodnie. Żadnego
dogryzania sobie, żadnych głupich uwag, komentarzy.
-Nie wiem czy to dobry
moment, ale muszę z tobą porozmawiać o Syriuszu i Lizzy.
-O co chodzi?
-On... Myślę, że on się
w niej zabujał.
-To chyba dobrze?
-Tak, ale... - zmieszał
się.- On się w tym gubi, ona go cały czas odpycha, zwodzi.
-Nie jest pewna, uważa, że
Black to typowy kobieciarz... Boi się, że zaraz ją rzuci.
-Tak myślisz? On natomiast
uważa, że ona go nie kocha. Może mogłabyś z nią porozmawiać...
Ta prośba wydała mi się
trochę dziwna.
-Porozmawiać?
-Jeśli go nie kocha, niech
go zostawi, jeśli kocha to niech mu to powie, bo chłopak naprawdę
sam ją zostawi.
-To głupie.
Kolejne chwile mijały,
szliśmy blisko siebie przy skraju lasu.
-Jak myślisz co się z nią
stało?
-Z Louise? - kiwnęłam
głową.- Myślę, że to Śmierciożercy... Tylko po co MU zwykła
uczennica?- na te słowa zrobiło mi się jakoś smutno.-Gdyby była
w lesie, Dumbledore już by ją znalazł.
-Chodził do lasu ?
-Widziałem jak dzisiaj tam
wchodzi. Sam, bez żadnych pomocników. Myślę, że Dumbledore jest
jedyną osobą jaką inne istoty z lasu darzą szacunkiem i jeśli
poprosiłby o pomoc –udzieliliby jej.
-A co jeśli... ona nie żyje
?- po ciele przeszedł mnie kolejny dreszcz.
-To niemożliwe... Na niebie
widzielibyśmy Mroczny Znak.
Pokiwałam tylko głową i
dalej szliśmy w ciszy.
Czy to nie dziwne ? Ja i
James Potter na spacerze w świetle księżyca, rozmawiający o
Śmierciożercach? O nim ?
-Myślisz, że on do nich
należy – to nie było pytanie.
Stanęłam mu na drodze,
bacznie mu się przyglądając.
-Tak. Od zawsze zajmował
się czarną magią, a osoby z jakimi się zadaje... To jest zbyt
widoczne, trzeba być ślepym żeby tego nie zauważyć.
-Mimo wszystko nigdy nie
uważałam i nie będę uważać, że Snape jest zły. Może popełnia
złe decyzje, ale nie sądzę by to wychodziło z jego złej natury.
-A z czego? - zapytał
kpiąco Potter, co jakoś mi się nie spodobało.
-Może z tchórzostwa ?
Nie odpowiedział nic.
-Sam-Wiesz-Kto rośnie w
siłach. Nikt nie może być pewny co zrobi, nikt o nim nic nie
wie... Ukrywa się w cieniu, ale zaraz się ujawni. To pewne. Już
zaczął werbować zwolenników. Co byś powiedział gdyby zagroził
ci śmiercią?
Stanął, zauważyłam jak
zaciska pięści.
-Wolałbym zginąć.
Patrzyłam na niego
poważnie, lecz lekko się przeraziłam. Zawiał wiatr rozwiewając
mi włosy, a ja założyłam ręce z zimna.
-Nie chciałem z tobą o tym
rozmawiać, Lily. Chciałem żeby to był stosunkowo miły spacer.
-Nie twierdzę, że nie
jest.
Posłał mi szelmowski
uśmiech. Dzieliły nas kroki, a ja nagle stwierdziłam, że to
bardzo daleko.
-Boisz się czasem ?
-Czego?
-Czegokolwiek. Powiedz mi,
daj mi jakiś przykład.
-Boję się różnych
rzeczy... Boję się, że dostanę O z wypracowania ze Slughornem,
boję się, że Peter w końcu skończy na pułapce na myszy-
zachichotałam cicho.- Boję się, że pani Pomfrey zostanie starą
panną, ale boję się także, że Remus zrobi sobie kiedyś krzywdę,
że Syriusz będzie miał jeszcze większe kłopoty z rodziną i boję
się, że będę na tyle głupi, by nie wykorzystać żadnej szansy i
po prostu kiedyś cię stracę.
Poczułam jak z oczu spływa
mi łza, ale on objął mnie tylko i pocałował, dotykając lekko
mojego policzka.
Nasze ciała, były tak
idealnie do siebie dopasowane...
Ja i on, złączeni w
niekończącym się pocałunku. Każda słodka chwila umykała jak
szalona.
Pozwoliłam by mnie objął,
a ja złapałam go za szyję i koszulę.
Nagle zrozumiałam, że nie
jestem w stanie tego powstrzymać i co gorsza- nie chce. Nie chce!
Bo... och czy to nie
szalone? Ja go kocham! Nie byłam w stanie się pozbierać, moje
myśli pędziły jak szalone. Jego słowa : „boję się, że kiedyś
cię stracę” dudniły mi po głowie.
On w końcu odsunął się
ode mnie.
-Pamiętasz co powiedziałem
ci dzisiaj przed wyjściem?
-Że to w dobrym guście
spóźnić się pół godziny.
Zaśmiał się i powoli
pogłaskał mnie po policzku, a jego palce zjechały na szyję.
-Nie chce żebyś robiła
coś wbrew swojej woli.
Nie mogłam się powstrzymać
od śmiechu. Pocałowałam go jeszcze raz, tak aż zakręciło mi się
w głowie i jakby upewniłam się w czymś.
-Kocham cię, James-
wyszeptałam.
Uniósł mnie do góry i
zaczął krzyczeć:
-TAAAAAAAAAAAK! LILY EVANS
MNIE KOCHA ! NIECH KAŻDY TO USŁYSZY! OBUDŹCIE SIĘ, BO MUSZĘ
WYZNAĆ, ŻE LILY MNIE KOCHA.
-Ciiiiiiicho! - wykrzyknęłam
i zakryłam mu usta ręką.
-Powtórz, bo wydaje mi się,
że śnię.
-Kocham cię, James i lepiej
się przymknij bo zmienię zdanie.
-Też cię kocham, Lily.
Rozdział super!!!! Lily i James wreszcie razem :D
OdpowiedzUsuńAle nie było żadnych przeprosin, że długo nie dodawałaś notki :(
No, ale trudno! Czekam na następny rozdział ;)
Zapraszam do siebie: inna-magiczna-opowiesc.blogspot.com
P.S. Wyłącz weryfikację!
Aaaaaaa jezu jezu nareszcie. Kurde mnie już tak zdenerwowało to zachowanie Lily Evans. Wkurzała mnie dogłębnie ta jej obojętność choc... No James też nie jest bez winy co nie? Ten szelmowski uśmiech to mnie rozwala poprostu... Ale wracając, już powoli traciłam nadzieję, ta rzecz ze Snapem, masakra i te zniknięci tej dziewcZyny- dreszczyk, serio! Potem ta szczera rozmowa Lily i Jamesa słodka była! I ta burza uczuć naprawdę świetnie to opisałaś i nareszcie, wyznanie Lily! Zarąbiste no!!!!!! Tak długo na to czekałam! Ale James miał radoche hihihi!
OdpowiedzUsuńno cóż tak mogę po krótce wyrazić swoją opinię na temat treści, błędów jako takich nie znalazłam, a rozdział długaśny ci wyszedł i fajnie pisz tak dalej bo to opowiadanie stało się moim nałogiem! CZekam na ciąg dalszy i cała się aż trzęse!
Buziaki i uściski :*****
Zawsze z Tobą
~Ofelia
Jest świetne, po prostu uwielbiam to jak piszesz! No i są wreszcie razem! YES! Pisz dalej :) Mam nadzieję, że następna notka już niedługo :D
OdpowiedzUsuńtak ja też czekam na nowy rozdział ;) Patka
OdpowiedzUsuńDziękuję wszystkim !
OdpowiedzUsuńNowa notka, niestety nieprędko, ponieważ jestem chora :( Przepraszam, ale dziękuję też za opinie !
To super, że mam was wszystkich xd
wracaj do zdrowia Patka
OdpowiedzUsuńTak mi to Felix Felicis zajeżdża: " wszystkie drzwi i furtki były o dziwo otwarte"
OdpowiedzUsuńAle by to była niespodzianka, gdyby okazało się, że James użył tego eliksiru :D
Piszesz fajnie, choć zdarzają się błędy, jednak nie aż tak rażące. Zresztą, kto nie popełnia błędów?
Powodzenia i życzę powrotu do zdrowia!