Dumbledore usiadł przy swoim biurku i potarł zmartwiony czoło.
-Musi pan mi pomóc, dyrektorze.
-To nie ulega wątpliwości, Lily - powiedział cicho.
Wstał i podszedł do portretu przedstawiającego dość brzydką kobietę i w niedużych okularach.
-Milith ? Mogłabyś coś przekazać dla Evena ?
Kobieta kiwnęła lekko głową.
-Powiedz, że koniecznie musi przybyć do Hogwartu. Jak najszybciej !
Kobieta spojrzała na Dumbledore'a podejrzliwie, ale po chwili zniknęła z obrazu.
-Jeśli dobrze pójdzie, za kilka chwil powinien pojawić się tu Even, mój przyjaciel - auror. Porozmawiam z nim i załatwię ochronę dla twojej rodziny.
-Dyrektorze, ale co jeśli właśnie teraz...?
Dyrektor podszedł pode mnie i uśmiechnął się lekko.
-Nie masz się co martwić, Lily. Nic im się nie stanie. Sam osobiście o to zadbam. A z tego co wiem, akurat w tym momencie siedzą na kanapie i oglądają jakiś stary amerykański... jak to się mówi... sitcom?
Stanęłam jak wryta.
-Skąd pan wie ?
-Wysłałem już tam kogoś, spokojnie.
Ulżyło mi - wiedziałam, że jeszcze żyją. Dyrektor odprowadził mnie do drzwi. Zanim jednak zdążyłam nacisnąć klamkę, ktoś pierwszy to zrobił i wpadł do gabinetu Dumbledore'a.
Był to wysoki, chudy mężczyzna, niezwykle przystojny, o butelkowo-niebieskich oczach. Jego wzrok był dziwnie zimny i tajemniczy. Dumbledore powitał go radośnie, ale moje pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne.
Mężczyzna uścisnął dla Dumbledore'a rękę i spojrzał na mnie.
-Lily, to jest Even Grey.
-Cześć Lily. - powitał się dość niechętnie.
-Witaj...To ja może już pójdę - mruknęłam i wyminęłam go.
To był naprawdę szalony dzień. Cieszyłam się, że jest już noc i będę mogła rzucić się po prostu na łóżko i odpłynąć.
Gdy weszłam do dormitorium zauważyłam Olivię siedzącą na parapecie. Padłam na łóżko i zapytałam:
-Jak minęły ci święta w Hogwarcie? Nadal nie rozumiem, dlaczego nie chciałaś do mnie przyjechać.
Olivia wzruszyła ramionami i powiedziała:
-Święta jak święta. Dosyć nudne, ale ujdą...
Zrobiła się jakaś milcząca i zajęła się książką.
Poszłam do łazienki, rozebrałam się i wykąpałam. Potem tylko weszłam do łóżka i zasnęłam jak małe dziecko.
Bardzo późno obudziła mnie Lizzy skradająca się po ciemku.
-El ? Gdzie ty byłaś o tej porze?
Ona podskoczyła i pisnęła cicho. Rozejrzałam się, sprawdzając czy nikt się nie obudził.
Lizzy podeszła pode mnie i usiadła na łóżku.
-Byłam z Syriuszem na spacerze.
-A więc chodzisz z nim. Czemu mi po prostu nie powiedziałaś?
-To jest naprawdę... szalone, Lily - powiedziała rozmarzona.- Nie jestem wstanie nawet powiedzieć, od kiedy jesteśmy razem. To wszystko stało się tak nagle.
-Kochasz go? -zapytałam.
Zauważyłam, że lekko się zmieszała.
-Tak, Lily. Kocham go.
Nie mogłam zrobić nic innego - przytuliłam ją i szepnęłam do ucha :
-Cieszę się, Lizzy.
Całą noc męczył mnie koszmar : Reven stał nade mną, a ja leżałam na brudnej ziemi. Nagle odchylił rękaw i pokazał mi swój znak.
-Spójrz na to, szlamo !
Pisnęłam cicho i poczęłam płakać. Chciałam się stamtąd wydostać. Jego twarz tak groźna, nachylała się nade mną. Nie wiedziałam gdzie jestem, wszystko wydawało mi się takie odległe lecz i znajome.
Obraz rozmywał się co chwilę...
Każda lekcja następnego dnia wydawała mi się katorgą - byłam niewyspana i czułam się potwornie. Kiedy zaczęły się eliksiry, Slughorn wszedł do klasy i powiedział:
-Dobierzcie się w pary !
-Super...-mruknęłam.
Zawsze byłam z Lizzy, ale zauważyłam, że ona gdzieś zniknęła. Pewnie poszła do Blacka. I co ja mam ze sobą zrobić?
Wszyscy latali po sali jak opętani, szukając sobie pary. April była z Roffem, a Olivia z Remusem... Nagle usłyszałam jak ktoś szepcze mi do ucha:
-Bądź ze mną, Evans.
Odwróciłam się i zobaczyłam go. No tak, tego mogłam się spodziewać.
-W jakim sensie? -zapytałam żartobliwie.
-W każdym...
-Biedny, Potter. Taki sławny, gwiazda Qudittcha i w ogóle, a nie może sobie znaleźć partnerki ?
-Właściwie, to już znalazłem ! - powiedział i uśmiechnął się szelmowsko.
-Ja ? - udawałam głupią.- Dobre żarty.
-Liluś...
-Przestań, bo zwymiotuję !
Chłopak zaśmiał się i podszedł do mnie bliżej.
-Czemu się cofasz?
-Co?
No tak - on krok w przód, a ja w tył. Stanęłam jednak i podniosłam wysoko brodę.
-Nie chcę być z tobą. Teraz ani nigdy !
-Ranisz moje uczucia- powiedział z uśmiechem, ale jego głos trochę się zmienił.
-Tak mi przykro, że aż wcale !
Na pewno chciał mi coś powiedzieć, jakoś mnie sprowokować, ale stał tylko jakby zszokowany. Poczułam, że robi mi się trochę...głupio? wstyd? żal?
-Nie chciałam...
-No dobrze, panie Potter, razem z panną Evans zajmijcie ten kociołek - Slughorn popchał nas pod stolik z niedużym kociołkiem.
Potter kiwnął głową jakby chciał powiedzieć " wybaczam".
-Profesorze, ja nie mogę być z nim ! - krzyknęłam oburzona.
Lecz on już gdzieś poleciał. Rozejrzałam się - każdy już miał parę, stali przy swoich kociołkach. Spojrzałam wściekła na Lizzy i szepnęłam:
-Nie znoszę cię !
Miałam nadzieję, że wyczyta to z moich ust. Jeśli nie - na pewno jej to powtórzę. Zauważyłam, jak kilka osób nas obgaduje, patrząc się bezczelnie. Widziałam także minę Severusa.
Na twarzy pojawił mu się kpiarski uśmiech, kiedy patrzył na nas.
-Co mnie, ta szlama obchodzi... - usłyszałam, jak odpowiada dla Ślizgona obok.
Coś mocno ukuło mnie w serce i zanim zdążyłam się zorientować, zobaczyłam jak Potter wciska różdżkę w gardło Snape'a.
-Co powiedziałeś Smarkerusie ? POWTÓRZ ! - krzyknął rozzłoszczony.
Snape śmiał się szyderczo mu w twarz, a Potter bardziej się zdenerwował.
-Chłopcy! Proszę o spokój ! -Slughorn jednak wydawał się być bardzo zagubiony w całej tej sytuacji, nie wiedział jak ich rozłączyć.
Wkroczyłam do akcji. Podbiegłam pod nich i pociągnęłam Pottera za rękaw.
-Zostaw go, Potter !
-Słyszysz Pottuś ? Puść mnie, bo coś może ci się stać.
Nie mogłam uwierzyć jak bardzo Snape może być mściwy, wredny... Nie dałam jednak za wygraną. Złapałam Pottera za ramię i próbowałam odciągnąć.
-Potter! -krzyknęłam.
Zobaczyłam, że Syriusz i Remus stanęli obok. Remus starał się także odciągnąć Pottera, ale ten nie dawał za wygraną.
Slughorn podszedł do nich, lecz wtedy Potter krzyknął:
-Taki jesteś odważny? Mówić to potrafisz, ale tak naprawdę okropny z ciebie TCHÓRZ !
Wtedy Snape dostał jakiejś dodatkowej siły i odepchnął wściekłego Pottera od siebie. Na jego twarzy pojawił się grymas złości.
To stało się w kilka sekund- oboje wyciągnęli różdżki i rzucili na siebie zaklęcia. Potter zrobił unik i wtedy...
Uderzyło mnie to tak, że aż padłam na ziemię. Poczułam ból, jakiego nigdy wcześniej nie czułam... Jakby ktoś wbijał mi nóż w różne części ciała. Krzyczałam, ale po chwili nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
Co się ze mną dzieje ? Zaciskałam pięści. Krew...wszędzie krew... Poczułam jej smak nawet w ustach.
Potter upadł obok mnie na kolanach i krzyknął do Slughorna:
-Profesorze ! Co mam zrobić ?
Jakiś hałas, tłum nade mną... Wszystko odpływało...
-Lily! - słyszałam słaby głos Pottera.
Aaaaaa o boże jakie to cudowne wyszło! Czekam na ciąg dalszy... No niemogę się nadziwić temu kochanemu Potterowi, a Lily taka nie złomna... A ta akcja na końcu, ciekawa jestem co z tego wyniknie!
OdpowiedzUsuń~Ofelia
Zwykle raczej preferuję opowiadania innego typu - oczywiście też fanfiki poterrowskie, których jestem maniaczką - ale myślę, że u Ciebie zagoszczę na dłużej. Piszesz ciekawie, a ja mam niezmierną słabość do jamely na etapie "Evans, umówisz się ze mną?!". Mogłabyś mnie, proszę, powiadamiać o nowościach? :)
OdpowiedzUsuńLily-Syriusz.blogspot.com
czekam na ciąg dalszy :) patka
OdpowiedzUsuń