poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 24 " Upadek "

Kolejne dni mijały spokojnie, bez większych przygód. Lizzy wyszła ze Skrzydła Szpitalnego w o wiele lepszym humorze, niż można było się spodziewać.
Nie rozumiałam co takiego sprawiło, że jakoś się trzyma. Nie chciałam jednak zaczepiać tematu, więc z całych sił starałam się utrzymać ten stan.
Od podpalenia lasu zauważyłam, że Thomas bacznie mi się przygląda. Zaczęłam bardziej na siebie uważać, ale i tak często wpadałam na niego na korytarzach. Raz tylko usłyszałam, jak szepnął:
-Poczekam, aż będziesz sama.
Przerażona pociągnęłam Olivię za rękawach i uciekłam jak najszybciej do Wieży Gryffindora.
Olivia powiedziała mi wtedy:
-Musisz powiedzieć dla Jamesa.
-Co? W życiu. Od razu wyzwałby go na pojedynek.
Olivia tylko pokręciła głową i z jakiegoś powodu nie drążyła tematu.
 Na dworze było bardzo ciepło i uczniowie coraz chętniej wychodzili nad jezioro. W ów feralny piątek wyszłam z Lizzy na błonie. Usiadłyśmy pod niedużym drzewem. Lizzy wyciągnęła jakąś książkę, a ja oparłam się o duży, wilgotny pień i przymknęłam oczy.
Czułam jak odlatuje, nie wiem jak szybko, ale zasnęłam. W snach powróciłam do domu. Zobaczyłam Petunię, siedzącą przy stole. Miała na sobie łososiową sukienkę, a włosy ułożone w ciekawą fryzurę.
Nie chciałam na nią patrzeć, nawet we śnie, czułam jakiś usilny ból spowodowany tęsknotą i smutkiem. Wyszłam z jadalni i podążyłam schodami na górę. Nogi same prowadziły mnie do sypialni rodziców. Zapukałam do drzwi i weszłam.
Mama siedziała do mnie tyłem, na łóżku i przyglądała się czemuś za oknem. Taty nigdzie nie dostrzegłam. Podeszłam bliżej, żeby się jej pokazać,  a wtedy zobaczyłam jej twarz.  Na policzku wyryte było słowo " mugol ". Z ran sączyła się krew, ale ona pozostawała nie czuła na to. Upadłam na kolana i mimo że nie poczułam żadnego bólu, skrzywiłam się. Nie zwróciła na mnie uwagi. Nagle zobaczyłam leżący na ziemi sztylet... podniosłam go, ale wyrzuciłam natychmiast.
To był nóż Evena.
Obudziłam się i mocno zaczerpnęłam powietrza. Lizzy spojrzała na mnie z niepokojem i mruknęła:
-Dobrze, że się obudziłaś, bo...
Podążyłam za jej wzrokiem. James szedł w naszą stronę i wbijał ponure spojrzenie w ziemię. Wstałam i już chciałam się z nim przywitać, gdy on uciszył mnie gestem i opadł na ziemię. Usiadłam niepewnie obok niego i przyglądałam się przez chwilę jego twarzy. Nic nie mówił, tylko wbił wzrok w ziemię. Wydawał się być wściekły.
-Co jest?
-Nic.
Nie przekonał mnie ani trochę. Lizzy wstała.
-No to ja już pójdę...bo...muszę skoczyć do biblioteki.
Zignorowałam ją. Siedzieliśmy tak w ciszy przez kilka minut. Wiedziałam, że coś go trapi... męczy.
-James, proszę...
Pokiwał tylko głową i wstał rozjuszony.
-Mam tego wszystkiego dość ! - krzyknął i odszedł.
Zaskoczona rozdziawiłam tylko buzię i przyglądałam się jak odchodzi.Zostałam sama pod drzewem i nie wiedzieć czemu nie chciałam się stamtąd ruszać. Powoli zapadał zmrok, uczniowie zbierali się do zamku. Zrobiło się chłodno, ale nic mnie to nie obchodziło. Wpatrzona w niebo starałam się opanować emocję. Najgorsze jest to, że nawet nie wiedziałam, co go tak zdenerwowało.
Kiedy zrobiło się już naprawdę późno, zrozumiałam, że muszę niepostrzeżenie dostać się do Wieży. Szłam szybkim krokiem. Drzwi były zamknięte, ale wystrczyło, że szepnęłam Alohomora  i już mogłam przejść.
Idąc ciemnym korytarzem, modliłam się, by żaden nauczyciel nie złapał mnie po drodze. Od razu wymyśliłam sobie jakąś historyjkę, którą mogłabym wcisnąć komuś w razie wypadku.
Minęłam Zaułek Merlina, gdy nagle ktoś złapał mnie i mocno przygwoździł do ściany. Z przerażeniem odkryłam, że to Thomas.
Jego ciemne oczy jarzyły się w ciemności, a ja poczułam jak jego dłonie oplatają moją szyję. Zaczerpnęłam łapczywie powietrza.
-Szlama w potrzasku. No, no, no. I co teraz powiesz?
Głupie pytanie, skoro i tak nie mogłam złapać oddechu.
-Zachciało ci się wtrącać w nie swoje sprawy ?
Jego ręce mocniej się zacisnęły, a ja uderzyłam go mocno w brzuch. Chyba jednak niezbyt mocno, gdyż ledwie zauważalnie się skrzywił, a jego ręce nie zwolniły uścisku.
-Jak tam twoi rodzice ? I twoja słodka Petunia? Była bardzo rozmowna, kiedy spotkałem ją ostatnim razem. Szkoda tylko, że tak szybko musieliśmy skończyć naszą pogawędkę.
-Co jej zrobiłeś ? - wymamrotałam.
Zaśmiał się tylko, uścisk zelżał, a ja wykorzystałam to i mocno kopnęłam go w nogę. Potem pięścią uderzyłam go w twarz. Puścił mnie i odsunął się zaskoczony. Zaczęłam biec ile sił w nogach. Słyszałam, że mnie goni. Wyciągnęłam różdżkę i  zaczęłam rzucać zaklęcia na oślep. Coś świsnęło mi przy uchu. W końcu trafiłam w niego Drętwotą  i upadł jak długi na ziemię. Wystraszona przystanęłam.
Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu. Krzyknęłam zaskoczona, ale on tylko minął mnie i przyklęknął przy Thomasie.
To był Snape. Mocno zacisnęłam palce na różdżce. Severus odwrócił się i wycedził:
-Coś ty zrobiła, Evans? UCIEKAJ!
Nie trzeba mi było powtarzać.

***
Stali na skraju lasu. Olivia zadrżała, kiedy powiał chłodny wiatr.
-Zimno ci? - zapytał Remus.
Chciała odpowiedzieć, że nie, ale on szybkim ruchem zdjął  z siebie bluzę i podał dziewczynie.
Uśmiechnęła się lekko i założyła na siebie ubranie chłopaka.
-Powinniśmy już wracać- mruknął.
-Remus, czy dzisiaj... no wiesz.
-Czy dzisiaj jest pełnia? Tak, jestem tego pewny.
Dziewczyna zadrżała, ale tym razem nie od zimna.
-Musimy iść, nie mogę pozwolić, byś tu została. Tej nocy nie będzie tu bezpiecznie.
 -Ale...
-Olivio -jego głos zrobił się łagodny- nie wiesz jak bardzo chce się od tego wszystkie uchronić. Wystarczy, że ja muszę to przeżywać co miesiąc.
-A co z Jamesem, Peterem i Syriuszem? Nie pomogą ci ?
-Najwidoczniej mają na dziś inne plany... - spojrzał na Olivię i dodał od razu- ale nie mam im tego za złe. Nie zawsze mogą być przy mnie i ja to rozumiem.
-Ja zawsze będę przy tobie.
Remus przyciągnął lekko dziewczynę i odpowiedział cichym szeptem:
-Zawsze...oprócz pełni.

***

Siedziała z Syriuszem na jednej z ławek przy posągu jakiejś wodnej nimfy. Chłopak bawił się jej włosami i przez pewien czas panowała cisza. W końcu przerwał ją, mówiąc:
-W niedzielę urządzamy imprezę.
-Z jakiej okazji? -zdziwiła się dziewczyna.
-Z okazji... braku okazji. 
-Z takiej okazji moglibyście robić imprezy prawie codziennie.
-Będą wszyscy Gryfoni. Pewnie kilka Krukonek się przypałęta...
-A ty na to nie narzekasz? 
-Ja ? Jakbym mógł wyprosić piękne i mądre Krukonki ? Najczęściej czekam aż się schleją, a potem mam z nich pełen ubaw.
Lizzy uderzyła Syriusza mocno w ramię. Black wrzasnął, a gdy próbowała uderzyć go jeszcze raz, złapał ją za nadgarstki i powiedział:
-Nigdy nie uderzaj Syriusza Blacka.
Ton jego głosu był całkiem poważny, więc Lizzy nie odgryzła mu się.
-Co się dzieje z Jamesem?
Black zdziwił się. Wrócił do bawienia się włosami Lizzy. 
-Co masz na myśli ? 
-Nie wiem, dzisiaj był jakiś wściekły... Myślałam, że może coś się stało.
-Rogacz jest często wściekły.
-Ale nie tak. Mam wrażenie, że dzieje się coś niedobrego i boję się, że w końcu stanie się coś okropnego.
Syriusz zamarł. Pierwszy raz zdawał się nie wiedzieć co ma odpowiedzieć.
-Będzie dobrze, Liz. Nie bój się.

***

Impreza w Pokoju Wspólnym zupełnie się rozszalała. Nie wiedziałam skąd Huncwoci nabrali tyle butelek Kremowego Piwa i Ognistej Whiskey. Jakiś chłopak trzy razy podchodził do mnie, proponując spacer, aż w końcu zrozumiałam, że jest tak napity, że po prostu szuka towarzystwa na wieczór... Zrobiłam się czerwona ze złości i wstydu i schowałam się od nieznajomego.
W tłumie tańczących i drących się Gryfonów nie mogłam znaleźć Jamesa. Remusa także nigdzie nie było. Podeszłam do Olivii, która opierała się o ścianę i sączyła Kremowe Piwo.
-Gdzie Lupin ?
Drgnęła i wylała sobie połowę piwa na bluzkę. Spojrzała na mnie i pokręciła tylko głową, co od razu zrozumiałam. Ruszyłam na poszukiwania Lizzy, ale widocznie nie była jeszcze gotowa na zabawę, gdyż nigdzie jej nie widziałam. Musiałam komuś powiedzieć o tym wszystkim. Tak bardzo się bałam ! O rodziców i Petunię. Na dodatek ten sen... Musiałam coś zrobić ! Może pójść do Dumbledore'a ?
Złapałam Blacka za rękaw, gdy próbował wystrzelić jakiś zestaw pokojowych fajerwerków.
-Black ! Gdzie James? 
Chłopakowi zrzedła mina.
-Zepsułaś mi zabawę, Lily. Właśnie miało być... BUM ! 
Pokręciłam tylko głową - czy oni nie przesadzali z tą whiskey?
-Jesteś niemożliwy. Zaraz wpadnie tu McGonagall i ...
-Nie wpadnie. Byłem na tyle genialny, żeby dolać jej trochę Eliksiru Morfeusza do herbatki. Leży pewnie teraz na stole i ślini się na nasze wypracowania. 
Robiłam się coraz bardziej wściekła. Co ta Lizzy w nim widziała ? To dupek ! Już miałam się odwrócić i odejść, kiedy złapał mnie za rękaw i obrócił do dziury w portrecie. 
-Oto nasz poszukiwany.
James właśnie wychodził z Pokoju Wspólnego. Lekko zdziwiona, ale też zaintrygowana podążyłam za nim. Był jednak szybszy i zgubiłam go, gdy skręcił w jakiś nieznany mi korytarz. Kręciłam się jeszcze przez kilka minut w okolicach, gdzie go zgubiłam, lecz potem zrezygnowana, zawróciłam.
Zeszłam w jakąś boczną, nieznaną mi alejkę i dostrzegłam go z jakąś ciemną postacią. Czyżby to Peter? Cofnęłam się i przywarłam do ściany, nasłuchując. 
Na początku nie mogłam rozszyfrować słów, ale potem James podniósł głos i usłyszałam:
-Nie myślałem, że będzie taka naiwna. Zakochała się we mnie od razu. To było takie proste... Głupia Lily. Zaufała mi w stu procentach. Wygrałem zakład.
Moje serce z ogromną siłą zabiło, po czym rozpadło się na milion kawałków. Upadłam na ziemię i poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Łapczywie zaczerpnęłam powietrza i przed oczami zrobiło mi się czarno.

4 komentarze:

  1. JAKIEM CUDEM? JA SIĘ PYTAM? TO JEST STRASZNE :'( JAMES TAKI NIE JEST! ON KOCHA LILY!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie cholerne zrządzenie losu natchnęło cię do napisania tak okropnie strasznego, a zarazem idealnie wykrojonego i przekonującego zakończenia?! Naprawdę dobre, ale serce łamie ;) A tak to jest ciekawie, i ten sen... Doprawdy intrygujące. Moje zainteresowanie tą historią wzrasta z każdą chwilą.
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń