sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 25 " Zło karmi zło "

... miłość jest jak Fe­niks, ginąc za­mienia się w popiół...
... i jak Fe­niks, pot­ra­fi się od­rodzić z po­piołu ...
... lecz nim upom­nisz się o porzu­coną kiedyś miłość...
... nim wyz­nasz mu, że roz­sta­nie było Twoim błędem...
... po­myśl... czy widziałaś Fe­nik­sa od­radzające­go się na roz­kaz ?...
 

Każdy oddech sprawiał mi ból. Każda łza piekła me policzki. Każde wspomnienie wprawiało mnie o zawrót głowy.
Jak przez sen biegłam przez puste korytarze. Słabym głosem wypowiedziałam hasło do Grubej Damy i wbiegłam do Pokoju Wspólnego. Nikt mnie nie zauważył, nikt nie wyczuł, że coś jest nie tak. Wszyscy zajęci byli imprezowaniem.
Z łzami w oczach przedzierałam się przez tłum ludzi. Wytrąciłam komuś szklankę whiskey, jaka szkoda. Jedyne o czym marzyłam to być sama.
Mogłam wybrać każde miejsce, ale wybrałam własną sypialnię. Wiedziałam, że tam się nie dostanie.
Powoli opadłam na łoże i zasunęłam kotary.
Coraz trudniej było mi oddychać, dławiłam się łzami. Słowa, które przysporzyły mi tak wiele bólu, wróciły ze zdwojoną mocą.
Naiwna.
Głupia.
Zaufała mi.
Wygrałem.
Złapałam za poduszkę i wtuliłam w nią twarz...a potem zaczęłam krzyczeć. Głośno i przeraźliwie.
A przez głowę przelatywały mi te wszystkie wspólne momenty, powolny proces zdobywania zaufania, pierwszy spacer, pocałunek...
Wygrałeś - przyznałam cicho.
Ale za jaką cenę ?


***

Siedzieli na Transmutacji. Głowę Lizzy zaprzątała tajemnicza nieobecność Lily. W końcu wczoraj widziała ją na imprezie i nie sprawiała wrażenia chorej. Dlaczego więc opuściła lekcje ?
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na Jamesa. Chłopak patrzył w skupieniu na wyczyny nauczycielki, a Lizzy ze zdziwieniem stwierdziła, że nie zwrócił uwagi na to, że nie ma Lily. Olivia złapała ją za rękaw i szepnęła:
-Co jest?
-Nie ma Lily.
Olivia sposępniała i mruknęła :
-Płakała.
Lizzy spiorunowała ją wzrokiem i przybliżyła się do niej. Nauczycielka wysłała im ostrzegawcze spojrzenie, ale Elizabeth nie zawracała sobie nią głowy.  Jej przyjaciółka była ważniejsza, niż zamienianie pająków w sztućce.
-Kiedy? Czemu mi nie powiedziałaś!
-Wczoraj wróciłam bardzo późno do dormitorium...odprowadzałam Remusa... Nie ważne ! Byłam zbyt zmęczona na imprezowanie, więc poszłam od razu do sypialni. Kotary u Lily były zasunięte, więc pomyślałam, że śpi. Gdy zasypiałam, usłyszałam jak płacze.
-Ale co się mogło stać?
-Dziewczęta, macie coś do powiedzenia? Najwyraźniej wasze rozmowy są ciekawsze od lekcji, którą prowadzę. Śmiało, podzielcie się z nami swoimi spostrzeżeniami.
Wszyscy uczniowie wlepili wzrok w przyjaciółki. Obie spłonęły rumieńcami i nie odzywały się do końca lekcji. Kiedy zabrzmiał dzwonek, wyszli z klasy, a Lizzy podbiegła pod chłopców.
-James mogę porozmawiać z tobą na osobności?
Huncwot wydawał się być zaskoczony, ale zgodził się. Odeszli od reszty i stanęli przy wielkim parapecie.
-Pokłóciliście się z Lily ?
-Co? - krzyknął zaskoczony.- Nie.
-Coś czuje, że stało się coś strasznego.
Lekcje mijały wyjątkowo powoli, a Lizzy wiedziała, że nie może się urwać. James chciał pójść do Lily, ale mu powiedziała :
-Wieczorem pójdziemy razem.
W końcu minął obiad, kolejne zajęcia, aż w końcu Lizzy poszła do Wielkiej Sali i złapała Jamesa za rękaw, dając mu znak. Kątem oka zauważyła, że przy stole nauczycielskim brakuje kilku osób, między innymi dyrektora.

***

Alastor Moody wszedł pośpiesznie po starych schodach i wypowiedział cicho hasło. Obok zielonych drzwi, nagle wyrosły ciemne i zniszczone. Moody otworzył je i wkroczył do Ukrytego Mieszkania.
Ukryte Mieszkanie to  kwatera główna Zakonu Feniksa. Nikt nie wiedział dokładnie, do kogo należy czy należało. Krążyły jednak pogłoski, że mieszkał w nim kiedyś Dumbledore, kiedy był tylko nauczycielem.
Idąc wąskim korytarzem, Moody zastanawiał się skąd Dumbledore miałby tyle pieniędzy. W korytarzu, który był wyjątkowo krótki i niewielki, wisiało mnóstwo obrazów starożytnych magów, na końcu stał wielki posąg nieznanej Szaloonokiemu postaci, a każde drzwi miały złote klamki.
Cisze przerwało ciche chrząknięcie. Moody odwrócił się i zobaczył McGonagall.
-O to ty, Minerwo.
-Zaczęło się. Chodź szybko, bo niektórzy są już na ciebie nieźle wkurzeni.
-Jak usłyszą co odkryłem, przestaną być tacy nerwowi.
McGonagall spojrzała surowo spod swoich okularów i przepuściła aurora przez drzwi. Kiedy ten wszedł do pokoju obrad, większość z członków Zakonu krzyczała coś do siebie.
-Dumbledore ! Jak możesz pozwalać, żeby syn Rovena uczył się w Hogwarcie !? Narażasz nasze dzieci na niebezpieczeństwo - krzyknęła jakaś kobieta.
-Racja ! - poparli inni.
-Może nawet w tej chwili kogoś torturuje albo...
-Alastorze ! - Dumbledore podniósł się z krzesła.- Jak dobrze, że jesteś.
Wszyscy umilkli i spojrzeli niepewnie na aurora.
Boją się mnie - pomyślał.
-Udało się ? Czy akcja się powiodła?
Alastor usiadł po jego prawicy i rozejrzał się po wszystkich obecnych. Oczekiwali odpowiedzi w napięciu.
-Tak.
Kilka osób uśmiechnęło się, inni wyglądali na przerażonych, jeszcze inni wydali się bardzo podekscytowani.
-Wypiłem Eliksir Wielosokowy i zmieniłem się w Rogera Towera. Wiedziałem, że na tym spotkaniu go nie będzie. Nie było też Sami-Wiecie-Kogo. Ale udało mi się wydobyć z naszego Kruka przydatne informacje. Na początku ciągle mnie zbywał, ale potem... Wiem wszystko.
Atmosfera była napięta. Kilka osób wyglądało jakby miało wyjść z siebie.  Moody kontynuował:
-Sami- Wiecie- Kto dowiedział się o bardzo ważnej Przepowiedni, która ma być niedługo wypowiedziana. Dotyczy go, ale nie wiem w jakim sensie. Tak czy inaczej, Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać bardzo chce zyskać  tę Przepowiednie. Ktoś doniósł mu, że usłyszy ją od Marrie Deyron. Dowiedziawszy się o tym, zwołał w tajemnicy Rovena i kazał mu działać. Siłą lub nie, miał wydobyć z kobiety Przepowiednie, a potem wszystko mu powtórzyć. Mijały tygodnie, potem miesiące, a kobieta wciąż nic nie mówiła. W tym samym czasie, Reven dowiedział się o wszystkim. Gdy okazało się, że to nie ta wróżbitka, wymyślił niezły podstęp, a potem zabił ją. Zrobił to specjalnie. Chciał, żeby zginęła z jego rąk. Miałby się czym pochwalić dla Sami-Wiecie-Kogo i rozwścieczyłby brata, który... według mnie... coś do niej jeszcze czuł. Dla Sami-Wiecie-Kogo to było bez różnicy - wróżbitka okazała się nieprzydatna, więc się jej pozbył. Teraz szukają tej odpowiedniej.
I coś mi się wydaje, że w końcu ją znajdą.
Dumbledore spojrzał na aurora ze swoich okularów-połówek i pokiwał tylko głową. Nikt nie wiedział o czym akurat myśli dyrektor, ale Moody przeczuwał, że szykuje jakiś plan.

***
-Lily, co się stało ?- powiedziała delikatnie Lizzy.
-Odejdź ! - zachlipałam.
-Lily, proszę. Wiesz, że możesz mi powiedzieć. Czy to... James?
Nie odpowiedziałam. Chyba uznała to za odpowiedź twierdzącą. Poczułam jak żal ściska mi serce, na wspomnieniu o Jamesie. Cichy głosik podpowiedział mi, że za nic nie uda mi się z tego wyjść.
-Co się stało?
Nie, nie, nie. Proszę nie zadawaj pytań. Chciałam ją odepchnąć, uciec. Pragnęłam tylko, żeby wszyscy zostawili mnie w spokoju.
-Nie mogę, Lizzy - powiedziałam rozpaczliwie. - Nie dam rady.
-Nie dasz rady o tym mówić? - zapytała przyjaciółka.
 Łzy spływały mi po policzkach, a ja nie mogłam nic na to poradzić. Moje serce krwawiło równie obficie. Czułam, że się zapadam.
-Musisz to z nim wyjaśnić. Teraz. On czeka na ciebie.
-Co? NIE ! 
Lizzy złapała mnie za rękaw i wyciągnęła z łóżka. Nie dawałam za wygraną, ale w końcu udało jej się sprowadzić mnie na dół.
Przy wejściu stał James z cierpiącą miną. Kiedy mnie zobaczył, drgnął, a w oczach pojawił się pewien blask. 
-Lily...
-Zeszłam tu tylko ze względu na Lizzy.
Dziewczyna wydawała się być lekko zmieszana, że wspomniałam jej imię. Zobaczyłam, że podchodzi do nas Peter i Remus.
-Nie wiem nawet co zrobiłem...
-Czy to prawda, że założyłeś się o to, czy uda ci się mnie "zdobyć" ? Czy to całe chodzenie to był element zakładu?
James zamarł. Jego oczy wydawały się jeszcze ciemniejsze i dziwnie beznamiętne.
-Lily, ja nie...
-Powiedz tak lub nie.
-Daj mi wytłumaczyć...
-TAK LUB NIE ? - pisnęłam.
-TAK ! - krzyknął zdenerwowany.
Och. 
Poczułam jak zimna stal uderza w moje serce. Ogarnął mnie chłód i niewyobrażalny ból. Kolejne łzy splamiły moje policzki. James chciał podejść do mnie, ale cofnęłam się o krok. 
-Nie zbliżaj się.
Zobaczyłam zbolałą minę Lizzy i sposób w jaki patrzyła na Blacka.
-Ty się z nim założyłeś? -zapytałam Syriusza.
Cisza.
-Nie płacz, Lily - powiedział tylko Black.
Czułam, że tracę ziemię pod nogami. Ostatkiem sił przebiegłam obok nich, przeszłam przez dziurę pod portretem i na oślep biegłam do nieznanego celu.
Szukałam sobie miejsca, gdzie mogłabym powoli zginąć z rozpaczy.

___________________________________________________________________________________

Rozdział co prawda nie jest długi, ale jakoś mnie natchnęło i miałam wielką ochotę coś dodać. Nie wiecie jak bardzo chciałabym was przeprosić za to, że tak dawno nie pisałam. Wiem, że wiele osób zawiodłam, ale musicie mi wybaczyć. Strasznie ciężko było ogarnąć szkołę i to wszystko. Mimo wystawiania ocen itd, wciąż o was myślałam. O tym, że na pewno czekacie na kolejny rozdział.
Obiecuje, że teraz będą pojawiać się częściej, o ile będę w domu. 
No ale cóż... powoli zbliżamy się ku końcowi. Mam nadzieję, że będziecie ze mną, aż do samego końca ! 

5 komentarzy:

  1. Piękny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie, nie!!!
    James co za dupek! Nigdy bym sie tego po nim nie spodziewala. Jak mogl tak skrzywdzic Lily? Po prostu nie moge uwierzyc, ze to byl tylko zaklad. Mam nadzieje, ze wszystko sie wyjasni...
    Czekam na kolejny rozdzial! ♥
    PS Przepraszam za bledy, ale z telefonu pisze.

    OdpowiedzUsuń
  3. fajy blog :) baaaardzo mi sie spodobala notka, i ciekawa jestem jak potoczy sie dalej związek liliy i jamesa

    OdpowiedzUsuń
  4. NIEMOŻLIWE!
    Dawaj szybko następny rozdział.
    Teraz przez całą noc będę wymyślać scenariusze!
    Też miałam pomysł na takie zagranie Jamesa, ba! Nawet mam napisane, ale skoro ty już takie wstawiłaś, to trochę głupio by było, gdybym i ja to zrobiła.
    No cóż, zaintrygowałaś mnie.
    CZEKAM!
    Lilka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! Proszę...NIE! Ja błagam: powiadom mnie o nowej notce!
      jp-jego-historia.blogspot.com
      Będę czekać!
      Lilka.

      Usuń