Budziłam się każdego dnia pozornie gotowa do spotkania z nimi wszystkimi. Tak naprawdę, cierpiałam za każdym razem gdy przechodził obok mnie, odwracał wzrok gdy mnie widział lub szeptał coś do Blacka na mój temat. Nie nienawidziałam go. Po tym wszystkim nie byłam wstanie go nienawidzić, ale pozostał mi okropny chłód i niechęć, który nasilał się z dnia na dzień.
Walczyłam z tym, starałam się za wszelką cenę zatrzymać łzy. Ale one i tak przychodziły, a ja nagle nienawidziłam nocy. Ciągnęły się nieskończenie tak, że czekałam na słońce. Dawało mi nadzieję i te lekkie przekonanie, że sobię poradzę.
Pierwszy raz czekałam na koniec roku szkolnego z taką niecierpliwością. Patrzyłam często na kalendarz i przeklinałam maj, by szybciej się skończył.
Lizzy cały czas mnie wspierała, ale widziałam czasami te jej ukradkowe spojrzenia. Wyczułam o co chodzi- wciąż jest z Blackiem i nie ma zamiaru z nim zerwać, ale nie chce mi o tym mówić, bo wie, że sprawia mi to ból. Tak naprawdę nie było mi z tego powodu tak przykro- jeśli jest szczęśliwa, to ja tak samo. Nie powiedziałam jej jednak tego. Byłam tchórzem.
Olivia wyznała mi pewnej ciepłej nocy, że spotyka się z Remusem. To niby "nic takiego", ale ja analizowałam jej zachowanie przy nim - każdy gest, sposób mówienia... rozumiałam może nawet więcej od niej. Najzwyczajniej w świecie była zakochana.
-Czasami jest nam ciężko - powiedziała kiedyś. - Te pełnie... staram się mu pomóc, Lily, ale wiesz jaki on jest. Do pełni dopuszcza tylko Huncwotów i kiedy widzę, jak bardzo są poobijani, on tylko zbywa mnie jakimś " nie martw się". A ja mam ochotę go wtedy skrzyczeć. Jak mam się nie martwić?
Wiedziałam, że bardzo się poświęca dla Remusa i on poświęca się dla niej. Może to dość egoistyczne, ale czułam się dobrze, słuchając tych wszystkich zażaleń i zmartwień. Mogłam przez chwilę zapomnieć o swoich. Dziewczyny nie starały się już mnie pocieszać, nie głaskały mojej głowy i nie robiły smutnych min gdy mnie widziały. Zrozumiały, że najlepszym sposobem na danie sobie rady jest zapomnienie.
Pozorne zapomnienie. Nigdy nie będę wstanie wymazać z pamięci tych wszystkich chwil spędzonych razem, pierwszego niepewnego "kocham cię" i późniejszych słodkich zapewnień.
Nie mogłam się z tym pogodzić, bo przez ten cały czas żyłam z myślą, że to właśnie go kocham najmocniej w świecie i on odwzajemnia tak samo to uczucie. Tyle musieliśmy przejść, żeby być razem i tak łatwo to wszystko zostało zrujnowane.
A wszystko to dlatego, że dwóch okropnych Huncwotów postanowiło się zabawić.
Moimi uczuciami.
***
Siedzieli wszyscy w Pokoju Wspólnym, wieczór był dość chłodny, więc zrezygnowali z wyjścia na dwór. Lizzy siedziała na kanapie obok Syriusza, a Olivia między Jamesem i Remusem. Deyron zajęta była przeglądaniem książki do Transmutacji. Black przejechał ustami po jej szyi i szepnął coś do ucha.
-Syriusz, rozpraszasz mnie... - powiedziała słabo, czując, że się poddaje.
-Ja? Mam przestać ? - składał jej delikatne pocałunki wzdłóż podbródka.
-Tak -szepnęła.- Mam zaległości, McGonall znowu wstawi mi Z !
Syriusz uśmiechnął się krzywo.
-Oceny... kogo to obchodzi?
-Ciebie może nie, bo ty nie musisz robić nic i tak masz same W - mruknęła Olivia, która wyjęła z torby swoje notatki z eliksirów.
-To miłe, że aż tak wierzysz w moje zdolności...
-Stwierdzam fakty- ucięła Olivia.
-Ma racje -przyznał James cicho.
Remus obrzucił go przelotnym spojrzeniem - bardzo lubił Lily i nadal nie mógł pojąć, jak James mógł zrobić jej coś takiego. Starał się nie ingerować w ich sprawy, ale czasami miał wielką ochotę mu wygarnąć.
-A ty mój drogi przyjacielu ? Kto ostatnio dostał W z Eliksirów? Każdy wie, że z Slughornem nie jest tak łatwo... - żartował Syriusz.
James uśmiechnął się lekko, a Black wykrzyknął:
-HA ! Rogacz się uśmiecha - zawiadomić "Proroka Codziennego". Może coś wypijemy z tej okazji?
Lizzy szturchnęła chłopaka w ramię i wysyczała:
-Syriusz, przestań !
James zrobił gniewną minę:
-To, że rozstałem się z Lily, nie oznacza, że zacznę nosić czerń...
-...pomijając fakt, że szaty szkolne są czarne - wtrącił Syriusz i po chwili dodał - kontynuuj.
-...i stanę się zjawą.
Zapadła cisza.
-To szkoda, bo powinieneś mieć jakieś wyrzuty sumienia.- odparł Lupin, czując, że traci kontrolę.
-Słucham ? - wycedził Potter i spojrzał na Remusa, jakby go widził pierwszy raz na oczy.
Lunatyk wstał i wymierzył oskarżycielsko palec w przyjaciela.
-Tak, to świetnie, że się cieszysz i żyjesz jak gdyby nigdy nic, ale w tym momencie Lily wypłakuje pewnie oczy przez ciebie ! Nie widzisz, jak ona na ciebie patrzy... Ty jej nie zraniłeś- ty ją zniszczyłeś ! Powinieneś mieć tego świadomość. A ty...-tu zwrócił się do Syriusza- mu na to wszystko pozwalasz. Jak mogłeś w tym uczestniczyć? Jak mogłeś to zrobić dla Lily?
Potter i Syriusz wstali jednocześnie i podeszli niebezpiecznie blisko do Remusa. Lizzy wstała i złapała Syriusza za ramię, ale ją odtrącił.
-Zostaw mnie - warknął.
-Syriuszu, proszę...
Black patrzył wściekle na Lupina, Potter trzymał rękę na różdżce. Przez chwilę wymieniali się groźnymi spojrzeniami lecz potem James odsunął się i powiedział szczerze:
-Przepraszam, Lunatyk. Ja... nie wiem co się ze mną dzieje.
Mina Lupina złagodniała, a wtedy odrzekł:
-To nie mnie powinieneś przeprosić.
Rzucił ostatnie spojrzenie na Olivię i wyszedł.
-Dlaczego wszyscy stoimy ? - zapytała Lizzy.
-Mieliśmy zamiar walczyć, a wy... - zaczął Syriusz, patrząc na Olivię.
Elizabeth objęła się ramionami, nie wiadomo czy z chłodu czy ze złego samopoczucia. Syriusz odwrócił się i spojrzał jej w oczy, ale odwróciła wzrok.
Olivia z Remusem usiedli na kanapie, a James rzucił tylko:
-Idę spać !
Lizzy też chciała iść na górę. Chciała wyminąć Syriusza, ale złapał ją tylko za nadgarstek i powiedział:
-Chodź, pójdziemy na spacer.
-Nie chcę.
-Elizabeth, jeśli zaraz nie pójdziesz ze mną na dwór to...
-O czym tak szepczcie ?- zapytała Olivia.
Black odwrócił się i odpowiedział:
-Lizzy próbuje mnie namówić, żebym poszedł z nią do łóżka, a ja jej wciąż powtarzam : nie jesteśmy jeszcze gotowi, na to...
Olivia uśmiechnęła się tylko, a Lizzy złapała chłopaka za rękę i pociągnęła go za sobą. Syriusz zaczął teatralnie krzyczeć:
-Ratujcie mnie przed tą diablicą !
Olivia zauważyła, że nawet Remusowi mina złagodniała i wydawał się być spokojniejszy. Dziewczyna przeglądała książkę, gdy zauważyła tajemniczy wiersz zapisany na marginesie i podpisany " Akte". Poczuła, że akurat ten wiersz odzwierciedla wszystko to o czym myśli.
Dla Ciebie
nocą księżyc przypomina, że będąc
w pełni można być tylko połową.
w sobie bez siebie, za każdym razem
być amatorem zbyt pospiesznie
układanych do snu słów. dziś nie padają
klasyczne deklinacje. mówisz.
o tej porze na parapecie wyobraźni
świecą pelargonie. maluję je na czerwono
jak usta dla ciebie przed wyjściem.
***
Szli spacerem po szkolnych korytarzach, nie wyszli na dwór, gdyż zaczął padać deszcz i pokrzyżował im plany. Między nimi zapadła jakaś dziwna cisza, a Syriusz lekko dotknął jej ręki. Po chwili ich palce splotły się bez pośpiechu ze sobą.
-Lizzy, myślałaś kiedyś co będzie potem? - zapytał w końcu Syriusz.
-Potem?
-No wiesz... po szkole. Każdy z nas pójdzie własną drogą. Ty na pewno będziesz świetną uzdrowicielką, a ja będę...
-...świetnym aurorem.
-Chciałem raczej powiedzieć, że ja będę trwonił czas.
Lizzy uśmiechnęła się zaskoczona.
-No cóż, to chyba zależy od ciebie.
-...i od ciebie.
-Ode mnie ? - przystanęła i spojrzała na chłopaka.
Chłopak uśmiechnął się krzywo i pociągnął ją dalej.
-Po prostu zastanawiam się, czy po skończeniu Hogwartu dalej będziemy razem, a jeśli tak... to jak to wszytko się potoczy.
-Nie rozumiem...Chcesz... się rozstać?
Chłopak uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Stali na środku korytarza, nawet nie wiedzieli na jakim piętrze. A czy to ma znaczenie?
-Ja ? Z tobą? - pocałował ją delikatnie. - W życiu.
Usłyszeli za sobą głośny, szyderczy śmiech.
-Jakie to ckliwe. On ci obiecuje wspólną przyszłość, ale i tak zwieje, żeby cieszyć się wolnością.
W odległości kilkunastu kroków, w ciemnym kącie stał Thomas. Oparł się nonszalancko o ścianę i wpatrywał się w parę z rozbawieniem.
-Natomiast ci obiecuje, że twoja przyszłość będzie wyglądać marnie. Powiem konkretniej : okrutnie - odwarknął Black.
Lizzy zauważyła, że zasłonił ją lekko swoim ciałem, jakby bał się, że Thomas zaraz się na niego rzuci. On jednak odepchnął się od ściany i z uśmieszkiem minął ich, nie odpowiadając.
Stali tak jeszcze przez dłuższą chwilę, gdy zdecydowali iść dalej. Mijając jedną klasę, usłyszeli przyciszone głosy.
-Albusie, to poważna sprawa. Nie jesteśmy już bezpieczni. I jeszcze ta dziewczyna... tyle krwi...
-Zawołałem Alastora, żeby jak najprędzej przeszukał szkołę. Mam nadzieję, że uda mu się znaleźć winowajce lub jakiekolwiek poszlaki.
Potem zaczęli szeptać coś jeszcze ciszej, tak że Syriusz i Lizzy nic nie mogli usłyszeć.
-Syriuszu... wracajmy lepiej do Wieży.
Chłopak kiwnął tylko głową. Wyglądał na zmartwionego.
-Lizzy, myślałaś kiedyś co będzie potem? - zapytał w końcu Syriusz.
-Potem?
-No wiesz... po szkole. Każdy z nas pójdzie własną drogą. Ty na pewno będziesz świetną uzdrowicielką, a ja będę...
-...świetnym aurorem.
-Chciałem raczej powiedzieć, że ja będę trwonił czas.
Lizzy uśmiechnęła się zaskoczona.
-No cóż, to chyba zależy od ciebie.
-...i od ciebie.
-Ode mnie ? - przystanęła i spojrzała na chłopaka.
Chłopak uśmiechnął się krzywo i pociągnął ją dalej.
-Po prostu zastanawiam się, czy po skończeniu Hogwartu dalej będziemy razem, a jeśli tak... to jak to wszytko się potoczy.
-Nie rozumiem...Chcesz... się rozstać?
Chłopak uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie. Stali na środku korytarza, nawet nie wiedzieli na jakim piętrze. A czy to ma znaczenie?
-Ja ? Z tobą? - pocałował ją delikatnie. - W życiu.
Usłyszeli za sobą głośny, szyderczy śmiech.
-Jakie to ckliwe. On ci obiecuje wspólną przyszłość, ale i tak zwieje, żeby cieszyć się wolnością.
W odległości kilkunastu kroków, w ciemnym kącie stał Thomas. Oparł się nonszalancko o ścianę i wpatrywał się w parę z rozbawieniem.
-Natomiast ci obiecuje, że twoja przyszłość będzie wyglądać marnie. Powiem konkretniej : okrutnie - odwarknął Black.
Lizzy zauważyła, że zasłonił ją lekko swoim ciałem, jakby bał się, że Thomas zaraz się na niego rzuci. On jednak odepchnął się od ściany i z uśmieszkiem minął ich, nie odpowiadając.
Stali tak jeszcze przez dłuższą chwilę, gdy zdecydowali iść dalej. Mijając jedną klasę, usłyszeli przyciszone głosy.
-Albusie, to poważna sprawa. Nie jesteśmy już bezpieczni. I jeszcze ta dziewczyna... tyle krwi...
-Zawołałem Alastora, żeby jak najprędzej przeszukał szkołę. Mam nadzieję, że uda mu się znaleźć winowajce lub jakiekolwiek poszlaki.
Potem zaczęli szeptać coś jeszcze ciszej, tak że Syriusz i Lizzy nic nie mogli usłyszeć.
-Syriuszu... wracajmy lepiej do Wieży.
Chłopak kiwnął tylko głową. Wyglądał na zmartwionego.
***
Olivia chciała pokazać wiersz dla Remusa, gdy do Pokoju Wspólnego wbiegł Taylor Rhyms.
-Atak ! Atak w Hogwarcie !
Wszyscy podnieśli wzrok znad książek czy pracy domowej.
-Co się stało ? - zapytał pierwszy Lupin.
-Gryfonka została napadnięta, wylądowała w Skrzydle Szpitalnym.
-Coś poważnego jej się stało ? - zapytał jakiś gburotwaty Gryfon z ostatniej klasy.
-Widziałem ją, cała we krwi, chyba ma ranę ciętą na brzuchu.
-Wiadomo kto to zrobił ? - zapytała mała dziewczynka, której łzy napłynęły do oczu.
-Nie.
-A kim była to Gryfonka?- zapytała Olivia.
-To Lily Evans.
niepowiem, zaciekawił mnie atak...
OdpowiedzUsuńNie nie nie ! Lily i James muszą być znowu razem ;(((((
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział ?
Ja nie wierzę ale zacny rozdział! I znowu kończysz w TAKIM (!) momencie.. Nieźle. Ja mam nadzieję że James coś że sobą zrobi bo jak dla mnie jest zwykłą świnią w tym momencie. Wiesz, nadal nie chce mi się wierzyć że to był zwykły zakład. No nie mogę no! Płakać będę. Och żeby to się dobrze skończyło! No do następnego rozdziału ;)
OdpowiedzUsuń~Ofelia
NO NIE WIERZĘ!
OdpowiedzUsuńCzemu wszystko musi się im walić?
Wciąż wierzę w Jamesa, to musiała być pomyłka!
Mam nadzieję, że nowa notka pojawi się szybko i znów mnie powiadomisz:)
Pozdrawiam, Lilka.