Siedziałam na parapecie w swoim
pokoju.
Było Boże Narodzenie, ale ja nie
miałam ochoty siedzieć przy stole. A to wszystko przez Petunię,
zrobiła się jeszcze bardziej złośliwa niż zwykle.
Kiedy usiedliśmy wczoraj wieczorem
przy stole, mruknęła :
-Kim jest ten Potter ? Twój chłopak ?
Jeżeli jest choć trochę stuknięty jak ty, wróżę wam piękną
przyszłość.
Nie wiedziałam o co jej chodzi i skąd
zna Pottera. Mama kiwnęła głową na Rivie w klatce.
-Rivia przyniosła ci list.
-Czytałaś mój list ?- krzyknęłam
oburzona do Petunii.
-Nie. Ani trochę mnie to nie
interesuje.
-To skąd wiesz...?
Mama pokazała mi strzępki koperty. To
był wyjec ! Ciekawe co tym razem wymyślił Potter?
Wiedziałam, że robię się pewnie
cała czerwona na policzkach.
-I co takiego mówił ?
-Życzył ci wesołych
świąt...-powiedziała mama uśmiechając się.
-Przekazał pozdrowienia od jakiegoś
Syriusza...- dodał tato, siadając obok mnie.
-Ach, no tak i mówił, że bardzo cię
kocha... -zachichotała mama.
Petunia obrzuciła nas pogardliwym
spojrzeniem i wyszła.
Nie zrobiło to na mnie jednak żadnego
wrażenia, ani list, ani wyjście Petunii. Zajęłam się kolacją.
-Nie cieszysz się? -zapytała
zdezorientowana mama.
-A z czego? To tępak, nie przejmuje
się jego zaczepkami.
Mama pokręciła tylko głową.
-To takie słodkie, że ci wyznał
miłość.
Odegrałam scenę wymiotowania i mama
dała mi spokój.
Tak więc święta powoli mijały.
Kochałam wieczory, kiedy siadałam przy kominku i rozmawiałam z
tatą o magii ( jak na mugola chciał dużo wiedzieć), czasami
mama się dołączała.
Petunia w ogóle nie uczestniczyła w naszych rozmowach, wolała sama siedzieć w pokoju lub wyjść na miasto ze „swoimi przyjaciółmi”. Cały czas to podkreślała, jakby chciała mi dać do zrozumienia, że ma przyjaciół ( jak pewnie myśli – w przeciwieństwie do mnie) i woli spędzać czas z nimi niż ze mną.
Szczerze mówiąc, nawet mi to odpowiadało.
Petunia w ogóle nie uczestniczyła w naszych rozmowach, wolała sama siedzieć w pokoju lub wyjść na miasto ze „swoimi przyjaciółmi”. Cały czas to podkreślała, jakby chciała mi dać do zrozumienia, że ma przyjaciół ( jak pewnie myśli – w przeciwieństwie do mnie) i woli spędzać czas z nimi niż ze mną.
Szczerze mówiąc, nawet mi to odpowiadało.
Bardzo szybko upłynął wolny czas,
więc w końcu nastał dzień powrotu do Hogwartu.
Mama przytuliła mnie i szepnęła do
ucha:
-Trzymaj się płomyczku Pamiętaj –
kochamy cię !
„Płomyczku”.Tak mnie kiedyś
nazywała. Nie wiem czy ze względu na kolor włosów, czy na
charakter.
Tato uśmiechnął się lekko i
przekrzywił głowę. Jego ciemne włosy opadały mu elegancko na
twarz, na brodzie miał lekki zarost i stwierdziłam, że wcale nie
wygląda na te swoje 43 lata.
-Petunii nie ma ?
Stanęła wtedy na schodach i uniosła
dumnie brodę.
-Do zobaczenia ! - krzyknęłam do
niej.
Nie odpowiedziała.
Odwróciłam się na pięcie i
pośpiesznie wyszłam z domu. Było bardzo zimno, mróz szczypał
mnie w uszy... Razem z tatą szybko schowaliśmy się w aucie i
wyjechaliśmy do Londynu...
Po kilkugodzinnej jeździe,
dojechaliśmy do Londynu. Tato zatrzymał się parkingu, niedaleko
Dziurawego Kotła ( o czym on nie do końca wiedział ) i powiedział:
-Jesteśmy ! Poradzisz sobie, czy mam
cię odprowadzić?
-Spokojnie, nie zgubię się. Znam to
miejsce...
Wyszliśmy z samochodu, a on wyciągnął
moją torbę.
-Uważaj na siebie, Lily.
-Oczywiście, tato. Opiekuj się mamą
i Tunią...
Przytulił mnie, a ja odwróciłam się
i odeszłam. Czułam jak odprowadza mnie wzrokiem.
Ogólnie było bardzo wcześnie, więc
postanowiłam zajść na ulicę Pokątną. Potem wejdę do jakiegoś
publicznego kominka i za pomocą proszku Fiuu przetransportuję się
pod King's Cross. Doszłam do Dziurawego Kotła, przywitałam się i
poszłam pod mur.
Rozpoznałam cegiełki i postukałam w
nie różdżką. Mur począł rozsuwać się przede mną.
Na ulicy Pokątnej było mało ludzi,
było zimno i padał śnieg, więc większość pochowała się
pewnie w sklepach. Szłam i rozglądałam się dookoła. Podziwiałam
wystawy sklepowe, zatrzymałam się nawet by obejrzeć nowy model
miótł... Idąc nagle usłyszałam trzask za sobą.
Odwróciłam się, ale nie zauważyłam
nikogo za mną. Musiałam się przesłyszeć... Szłam dalej,
spokojnie i na luzie. Doszłam do Madame Malkin i stanęłam
podziwiając nowe szaty na wystawie.
W ten ktoś szarpnął mnie znienacka i
porwał w ciasną, boczną uliczkę.
Był to nieznany mi mężczyzna, w
ciemnych szatach. Miał krótkie włosy i kilka blizn nas szyi.
Przygwoździł mnie do ściany i złapał
za szyję.
-Ruda... złapałem cię w końcu.
Chciałam coś powiedzieć, ale nie
byłam wstanie wydobyć z siebie głosu. Zaczęłam się szarpać,
chciałam złapać za różdżkę w kieszeni, ale krępował mi
dłonie.
Mężczyzna wyglądał na 30 lat. Jego
niebieskie tęczówki wpatrywały się we mnie szaleńczo.
Chciałam krzyknąć „ pomocy” ale
złapał mnie za buzię. Drugą dłonią wyciągnął różdżkę i
przytknął mi ją boleśnie do ciała.
-Ciii... Nadasz się do nas, mamy
bardzo mały kobiet.
Do „ nas” ? Jakich nas ?
Nagle zauważyłam mroczny znak na jego
ręce, gdyż podwinął mu się rękaw. Przerażona uciszyłam się...
-Boisz się kotku ? Spokojnie... Jeśli
tylko zechcesz się do nas przyłączyć, Lily, nic ci się nie
stanie. Nie stanie się ani tobie, ani twoim mugolskim rodzicom.
Moje serce zamarło. Skąd znał moje
imię, skąd znał moich rodziców ? Zabrał dłoń z moich ust i
uśmiechnął się krzywo, na co ja się wzdrygnęłam.
-Twoi mugole za bardzo pchają się do
naszego świata. I muszą zostać za to ukarani.
-Oni nic nie zrobili ! Puść mnie –
wrzasnęłam.
On uderzył mnie w twarz, przytknął
mi różdżkę do szyi i szepnął:
-Opanuj się, rudzielcu, bo źle na tym
skończysz.
-Reven ! - ktoś krzyknął z oddali.
To był mój moment ! Jego uwagę na
ułamek sekundy zajęła zbliżająca się osoba, a ja świetnie to
wykorzystałam. Odepchnęłam go z całej siły, wyjęłam różdżkę
i rzuciłam Drętwotę.
Zaczęłam uciekać, czułam, że tracę
dech w piersiach. Nie byłam pewna, czy trafiłam w Śmierciożercę.
Zacisnęłam rękę na różdżce i pędziłam przed siebie.
Na uliczce było już więcej osób,
odwróciłam się by zobaczyć, czy Reven mnie goni, kiedy wpadłam
na kogoś z impetem.
-Lily?
To był Potter. Mało co się nie
wywróciłam, ale przytrzymał mnie.
Nie byłam wstanie nic powiedzieć, z
trudem łapałam oddech i trzymałam go kurczowo za rękę.
-Muszę uciekać ! - powiedziałam.
Zobaczyłam, że marszczy brwi w
zdziwieniu. Nagle on zauważył kogoś za mną. Odwróciłam się i
zauważyłam Śmierciożercę idącego w naszą stronę.
Potter zachowywał się jakby go
rozpoznał. Złapał mnie za rękę i zasłonił mnie sobą.
Śmierciożerca podchodził bliżej i
bliżej. Ludzie dookoła nas nie bardzo zdawali sobie sprawy kto to
jest.
Czułam jak Potter napina mięśnie,
jego uścisk dłoni zrobił się silniejszy, a ja wbiłam mu w nią
poznokcie. Zauważyłam, że wyjął różdżkę.
Reven stanął w sporej odległości od
nas. Nie podchodził dalej. Ktoś go wołał, ale on zdawał się nie
zwracać na to uwagi.
Podniósł różdżkę, a ja poczułam,
że robi mi się słabo. On jednak nie rzucił nią zaklęcia, tylko
przejechał sobie różdżką po szyi.
Wiedzieliśmy jak odczytać ten znak.
Od razu po tym, zniknął i wraz z nim wszyscy inni Śmierciożercy,
którzy zdołali się wcześniej wtopić w tłum.
Nie byłam wstanie tego zrozumieć,
czułam jak drżę i to bynajmniej nie z zimna.
-Chodź...-Potter pociągnął mnie za
sobą.
Nie wiem gdzie szliśmy, nie wiem co
się działo... To wszystko było jak we śnie.
Pragnęłam jednak jak najszybciej się stąd wydostać. Co chwilę odwracałam się, upewniając się, że nikt nas nie śledzi.
Pragnęłam jednak jak najszybciej się stąd wydostać. Co chwilę odwracałam się, upewniając się, że nikt nas nie śledzi.
Nie wiem jak, ale po chwili znaleźliśmy
się w jakimś budynku. Z jednego pokoju wyszedł Syriusz.
-Eeeevans ? Co ty tu robisz? -zapytał
zdziwiony.
Zauważyłam tylko jak Potter kiwa
lekko głową i powiedział:
-Już późno, jeśli się nie
pośpieszymy pociąg nam ucieknie.
Syriusz położył jakiś stary kapeć
na stole i mruknął:
-Jeszcze 20 sekund...
Dopiero zorientowałam się, że cały
czas trzymam Pottera za rękę. Puściłam go i stanęłam obok
Syriusza przy stole. On począł odliczać...
-TERAZ ! - krzyknął.
Wszyscy dotknęliśmy świstoklika i
przenieśliśmy się pod dworzec King's Cross. Szłam za nimi, nie
patrząc na drogę. Słyszałam, że Potter opowiada cicho dla Blacka
co się stało.
W końcu doszliśmy do peronu 9 i 3/4
i przeszliśmy przez barierkę. W ostatniej chwili wskoczyliśmy do
pociągu.
Najpierw chciałam poszukać Lizzy, ale
pomyślałam sobie, że nie będę wstanie jej tego opowiedzieć, a
na pewno zapyta co ze mną nie tak.
W końcu Syriusz znalazł jakiś wolny
przedział i rozsunął drzwi. Przepuścili mnie, a ja rzuciłam
torbę na ziemię i usiadłam przy oknie.
Usiedli naprzeciwko mnie.
-Lily... - odwróciłam wzrok od okna –
pociąg ruszył.
-Co ? -warknęłam.
-Znasz tego Śmierciożercę ? -
zapytał Potter.
Wydawał się być lekko zmęczony,
przeczesał ręką włosy i oparł się o siedzenie. Syriusz usiadł
obok niego i także wpatrywał się we mnie.
-Nie... Widziałam go pierwszy raz w
życiu.
-Dlaczego więc cię zaatakował? -
zapytał Black.
Przełknęłam głośno ślinę na
wspomnienie jego bliskości, jego słów...
-Powiedział... że moi rodzice
wtrącają się w nasz świat...
Chłopcy rzucili sobie szybkie
spojrzenie.
-O co chodzi? Znacie go?
-To Reven, jest Śmierciożercą ... Znam go, gdyż... przyjaźni się z moją rodziną-
mruknął cicho Black.
-Twoja rodzina przyjaźni się ze
Śmierciożercą? - zapytał wstrząśnięta.
-Tak jakby. Wiem kim on jest...On
naprawdę Mu służy... Zrobił wiele złych rzeczy i z tego co
wiem... to on zabił twoją sąsiadkę, tą mugolkę.
Schowałam twarz w dłoniach.
-Lily, czy on coś ci zrobił? -
zapytał Potter, a w jego głosie naprawdę wyczułam troskę.
-Nie. Jeszcze nie. Ale co z moimi
rodzicami? Śmierciożercy i...ON... nienawidzą mugoli, a ten Reven
szczególnie. On wie coś o moich rodzicach, coś czego ja nie
wiem... Tak bardzo się o nich boję. A co jeśli właśnie teraz
jest w moim domu ? - powiedziałam drżącym głosem.
-Dojedźmy do Hogwartu – powiemy
Dumbledorowi o tym ataku i poprosimy o ochronę dla twojej rodziny –
Potter wydawał się być równie zmartwiony jak ja.
Nie odezwałam się, spoglądając na
zmieniające się za oknem krajobrazy. Robiło się coraz ciemniej.
Wiedziałam, że dziewczyny pewnie się martwią i może nawet mnie
szukają.
-Muszę iść – powiedziałam
wstając.
-Gdzie? -zapytali razem.
-Znaleźć Lizzy...
Syriusz wstał.
-Pójdę z tobą.
Mimo wszystko byłam mu wdzięczna.
Syriusz wyszedł, a ja odwróciłam się i zrobiłam coś czego chyba
nikt by się po mnie nie spodziewał.
Podleciałam pod Pottera i pocałowałam
go lekko w policzek.
-Dziękuję, James – szepnęłam.
-Wiesz, że nie pozwoliłbym żeby ktoś
cię skrzywdził.
To co powiedział, wywarło na mnie
wrażenie. Jego orzechowe oczy wpatrzone we mnie ze zmartwieniem.
Potter wyglądaj zupełnie inaczej niż zwykle- nie jak dzieciak,
który zabawia się czyimś kosztem, ale jak dorosły mężczyzna,
gotowy nawet walczyć by ochronić kogoś kogo k... lubi.
Wybiegłam szybko z przedziału
pozostawiając go samego. Nie chciałam tam zostawać, bałam się że
jeszcze chwila, a zrobiłabym coś głupiego.
Idąc przez korytarz natknęliśmy się
na Petera i Remusa.
-Cześć Łapa ! Lily ! - krzyknął
Remus.
Posłałam mu uśmiech, ale nie
zatrzymałam się żeby pogadać. Peter wprawdzie próbował mnie
zatrzymać, żaby coś mi powiedzieć, ale mruknęłam:
-Nie teraz, Peter...
Syriusz szepnął coś do Remusa i
razem szliśmy dalej, szukając dziewczyn. W końcu znalazłyśmy je
w jednym przedziale.
April siedziała pogrążona w
lekturze, a Lizzy stała przy oknie. Kiedy mnie zobaczyła pisnęła
tylko i przytuliła mnie.
-Lily, szukałam cię! Czemu do nas od
razu nie przyszłaś ?
-To długa historia... -szepnęłam
puszczając ją i opadałam na siedzenie.
-Wszystko w porządku ? -zapytała
April.
-Black! Co jej zrobiłeś? -krzyknęła
Lizzy.
-Nic ! Uspokój się, El. - mruknął.-
Mogę cię prosić na chwilę ?
-Po co ? -zapytała unosząc dumnie
brodę.
On jednak złapał ją za rękę i
pociągnął za sobą.
-Black, puść mnie ! Co ty
sobie myślisz? - warknęła oburzona Lizzy.
On jednak szedł przez
korytarz, wciąż trzymając ją za rękę. Lizzy chciała wyrwać
się z jego uścisku, kiedy on obrócił ją twarzą do siebie i
powiedział :
-Lily została zaatakowana.
-Co?
Syriusz opowiedział jej
tyle, ile wie od Potter i od samej Lily. Elizabeth patrzyła mu z
niedowierzaniem w oczy.
-Nie rozumiem... Dlaczego?
-Też tego nie rozumiem, ale
James nie popuści tego płazem. Prędzej umrze niż nie dowie się o
co w tym wszystkim chodzi...
Stali tak chwilę w ciszy,
patrząc na siebie wyzywająco. W końcu Lizzy szepnęła :
-Muszę iść, pocieszyć ją
jakoś, porozmawiać z nią...
Black złapał ją mocno za
nadgarstek i powiedział:
- Lepiej nie... Ona nie chce
do tego teraz wracać. Zostaw ją teraz w spokoju.
-Czemu ty zawsze, musisz mi
rozkazywać? -zapytała wkurzona Lizzy, ale kąciki jej ust zadrgały.
-Taki to już mój urok.
-Nie podoba mi się... -
zaśmiała się.
Syriusz złapał ją za
nadgarstki i przygwoździł do ściany. Ich twarze dzieliły
milimetry.
-Co ty wyprawiasz ? -
zapytała, ale głos jej się urwał.
-Jak zwykle, muszę przejąć
inicjatywę.
Ta bliskość... Mogła
przyjrzeć się dokładnie jego oczom, ciemnym rzęsom...
-Puść mnie- szepnęła,
ale to nie zabrzmiało jak rozkaz, ale jak zachętę.
Black w jednej chwili puścił
ją ale i pocałował. Dziewczyna, nie pragnęła go odepchnąć, ani
nawet uciec.
Jego dłonie spoczęły na
jej talii, ona zatopiła ręce w jego włosach.
Mijały minuty, a oni
myśleli tylko o sobie. Byli właściwie do siebie przyklejeni. Lizzy
delikatnie przejechała dłonią po jego policzku i szyi. Jego dłonie
wędrowały po jej ciele.
Nic więcej nie liczyło się
w tej chwili – tylko on i ona.
W końcu odsunęli się od
siebie, a lekko zdyszany Black szepnął:
-Tęskniłem, Elizabeth.
***********************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się spodoba. W końcu - 13 rozdział :)
Cieszę się, że aż tak daleko zaszłam ( na początku myślałam, że uda mi się napisać tylko kilka rozdziałów a tu - aż 13 już wyszedł). Szkoda, że tak mało komentarzy się pojawia, ale z drugiej strony - cieszę się z tych kilku wiernych osób, które komentują każdy mój wpis - DZIĘKUJĘ !
Poza tym, chciałabym zapytać was o zdanie : o czym mam więcej pisać ? Jaki wątek powinnam rozbudować? Chcecie czytać więcej o samej Lily i Jamesie, może o Lizzy i Syriuszu, o Remusie, może wątek Petera ( który został w tym opowiadaniu trochę pominięty - przepraszam, jeśli komuś jest przykro z tego powodu, chociaż nie wiem czy są takie osoby )... Więc śmiało piszcie !
Pozdrawiam ! : )
***********************************************************************************
Mam nadzieję, że wam się spodoba. W końcu - 13 rozdział :)
Cieszę się, że aż tak daleko zaszłam ( na początku myślałam, że uda mi się napisać tylko kilka rozdziałów a tu - aż 13 już wyszedł). Szkoda, że tak mało komentarzy się pojawia, ale z drugiej strony - cieszę się z tych kilku wiernych osób, które komentują każdy mój wpis - DZIĘKUJĘ !
Poza tym, chciałabym zapytać was o zdanie : o czym mam więcej pisać ? Jaki wątek powinnam rozbudować? Chcecie czytać więcej o samej Lily i Jamesie, może o Lizzy i Syriuszu, o Remusie, może wątek Petera ( który został w tym opowiadaniu trochę pominięty - przepraszam, jeśli komuś jest przykro z tego powodu, chociaż nie wiem czy są takie osoby )... Więc śmiało piszcie !
Pozdrawiam ! : )
ja jestem zdecydowanie za tym żeby było więcej lily i jamesa (jestem uzależniona) ;)
OdpowiedzUsuńZgadzam się! Więcej Lily i Jamesa czekam na jakąś fajną akcję (nie żeby tę były źle czy coś ale myślę że się domyślasz o co mi chodzi;)) ale co do wątku Lizzy i Syriusza... Mmmm fajniutki tak zdecydowanie. Oprócz tego mam taką mała uwagę, kiedy coś opisujesz postaraj się jeszcze bardziej zwrócić uwagę na uczucia które dana osoba czuje, przyrównać je do czegoś, myślę że będzie wtedy jeszcze ciekawiej. Wiem z własnego doświadczenia ;)
OdpowiedzUsuń~Ofelia
Jasne, obmyślam już kolejny rozdział, w którym na pewno będzie więcej L&J.
OdpowiedzUsuńPoza tym, piszę do anonima nade mną - jeśli możesz podpisuj się jakimś imieniem/pseudonimem cokolwiek, chciałabym bardziej poznać moich czytelników :)
Śle ciepłe pozdrowienia !
Ok będe sie podpisywać
OdpowiedzUsuń~Patka
No,nie ma co! Wciągnęłam się i lecę czytać dalej!
OdpowiedzUsuńLilka.
43 yr old Developer II Garwood Babonau, hailing from La Prairie enjoys watching movies like "Hamlet, Prince of Denmark" and Calligraphy. Took a trip to Yin Xu and drives a Silverado 2500. czytalem to
OdpowiedzUsuń