piątek, 3 maja 2013

Rozdział 22 " Pierwszy Mroczny Znak"

Lizzy szła sama przez korytarz. Zostawiła Lily na tarasie i zamierzała pójść do dormitorium i rzucić się na łóżko. Wciąż myślała o swojej matce i o Rovenie, kiedy mówił:
-Przyszedłem po ciebie.
Poczuła ogromny ból w klatce piersiowej - chciała żeby to wszystko się skończyło. Cały czas miała jakieś kłopoty, wciąż jej bliskim groziło niebezpieczeństwo. Miała tego dość !
Nagle usłyszała, że ktoś ją woła. Przystanęła i rozejrzała się dookoła. Przez korytarz kroczył Syriusz. Miał na sobie długi płaszcz, a w ręku trzymał plecak.
-Lizzy... -szepnął łagodnie, kiedy zbliżył się do niej.
Widział jej siniaki na twarzy, rany na szyi i wory pod oczami. Lizzy zmieszała się i odsunęła od niego.
-Co ty tutaj robisz?
Syriusz zrobił taką minę, jakby uderzyła go w twarz.
-Wiem co się stało.
-S-skąd? -jęknęła.
-Lizzy, tak mi przykro.
Odwróciła twarz i spojrzała w inną stronę. Nie chciała, żeby widział jak płacze.
-Jak możesz mówić, że ci przykro?! Nie wiesz co przeszłam, nic nie wiesz !
On nie bacząc na to, że się odsuwa, złapał za dłonie i przyciągnął do siebie. Ich twarze dzieliło ledwie kilka centymetrów. Lizzy wydawała się być zszokowana, ale nie odezwała się.
-Masz rację, nic nie wiem. Dlaczego mi nie powiesz?
Dziewczyna zmieszała się- był za blisko, stanowczo za blisko. Nie mogła pozbierać myśli, a co dopiero wysłowić się.
Próbowała się wyszarpać z jego objęć, ale nagle ją pocałował. Zaskoczona, nie odepchnęła go. Syriusz łagodnie badał jej usta, a rękami objął ją w talii. Jej ciepło ciało przylegało do jego.
W końcu on odsunął się od niej i powiedział:
-Kocham cię Elizabeth.
Poczuła jak kolejny raz w tym dniu łzy spływają po jej policzkach. Chciała je wytrzeć, ale on ją ubiegł i delikatnie przejechał kciukiem po jej skórze.
Nie... nie...nie - to się nie dzieje naprawdę. Przecież ją zdradził, przecież całował się z tamtą blond pięknością...
Odsunęła się powoli i zaczerpnęła powietrza. Nie mogła ochłonąć. Odsuwała się coraz bardziej i bardziej.
-Nie rób mi tego - powiedział Black gorzkim tonem.
-Nie mogę, Syriusz. Przepraszam.
Uciekła, nie oglądając się za siebie.
***

Siedziałam samotnie na tarasie. Zrobiło się ciemno i chłodno, więc wstałam zamierzając wracać do dormitorium. Odwróciłam się, a różdżka wypadła mi z ręki.
-J-james? Co ty tutaj robisz? 
Chłopak ubrany był w mugolskie ciuchy i stał oparty o ścianę.
-Myślałem, że się ucieszysz, ale jak nie...
Już chciał wyjść, kiedy dobiegłam do niego i przytuliłam się z całych sił.
-Tak bardzo mi ciebie brakowało! - powiedziałam.
James wydawał się być zaskoczony, ale nie odepchnął mnie. Przytulił mnie do siebie mocno, tak że brakowało mi powietrza. Ale nie narzekałam.
-Co się stało? Opowiedz mi dokładnie...
Odsunęłam się od niego i usiedliśmy razem przy balustradzie. Nie wiedziałam od czego zacząć, ale w końcu udało mi się zrelacjonować ostatnie kilka godzin. Sprawdzałam jego reakcje na swoje słowa. Jego mina była skupiona, a gdy opowiadałam jak walczyłam z Revenem wydawał się być jeszcze bardziej spięty.
Gdy skończyłam przez długą chwilę się nie odzywał.
-To wszystko jest strasznie pokręcone - powiedział.
Potem opowiedziałam mu jeszcze o tym, co mówiła mi Lizzy i przestrzegłam go, żeby nikomu o tym nie mówił.
-Nawet Blackowi ! 
 James wstał i zaczął krążyć po tarasie.
-A więc... Kruczy Bracia powrócili. Wstąpili do szeregów Sama-Wiesz-Kogo i na dodatek uwzięli się na rodzinę Elizabeth. Tylko co oni mogą chcieć od jej matki? 
Zmęczona przymknęłam oczy.
-Nie wiem, James. Nie wiem. 
-Teraz to i tak się nie dowiemy. Z tego co napisałaś, jej matka jest w szpitalu. Dumbledore na pewno będzie chciał z nią porozmawiać. Teraz już nie jest bezpieczna. Ani ona ani Elizabeth. Szczerze mówiąc ty też nie jesteś.
-Ja? 
James kiwnął głową i usiadł obok mnie. Wyczuwałam jakąś dziwną złość bijącą od niego.
-Nie rozumiesz? Weszłaś mu w drogę. Gdyby nie ty pewnie zabiłby Marrie i może nawet El. Na pewno cię zapamiętał... Z resztą, to nie pierwszy raz kiedy go spotkałaś. Pamiętasz wtedy na Pokątnej?
Nie odpowiedziałam. Pamiętałam aż za dobrze.
-Lizzy mówi, że chciał zabić ją i jej matkę. Po co miałby zabijać kogoś kto posiada jakieś informacje? Lizzy twierdzi, że jej matka jest dla nich bardzo ważna, że wciąż obchodzili się z nią ostrożnie... ale jednocześnie jej grozili. Trzymali różdżkę na gardle. Gdyby nie to, jej mama nigdy nie wstąpiłaby do Śmierciożerców. A tu nagle zjawia się ten Reven i chce ją zabić. To bezsensu - najpierw ją torturował i mimo że nie wydobył żadnych informacji po prostu chciał ją zabić. To jest szalone ! 
-Może uznał, że już nie jest im potrzebna - zasugerował Potter. - Poza tym - z jakiegoś powodu nienawidził Marrie. Może też się w niej kochał jak brat? 
-Śmierciożercy nie potrafią kochać -powiedziałam ostro.
Taka była prawda - nie wierzyłam, żeby którykolwiek z nich naprawdę potrafił darzyć kogoś innym uczuciem niż nienawiść. 
James nie odpowiedział. Siedzieliśmy przez dłuższą chwilę w ciszy. 
-Myślisz, że mnie zna? A jeśli tak - czy zna moich rodziców? Na pewno grozi im niebezpieczeństwo.
-Even na pewno się nimi zaopiekuje.
-Nie ufam mu - mruknęłam cicho.
-Uratował ci życie.
-Nie ważne i tak mu nie ufam.
Delikatnie dotknął mojej dłoni. Uśmiechnęłam się lekko.
-Jeśli kiedykolwiek będziesz w podobnej sytuacji, wezwij mnie - gdy zaczęłam protestować dodał- Lily, proszę. Nie wiem co bym zrobił gdyby ci się coś stało. 
Zaskoczyło mnie trochę to wyzwanie. Dobrze, że myślał, że dzisiaj nic mi się nie stało.
Nie chciałam mu mówić, że zostałam dziś zraniona -na pewno wściekłby się bardziej. Po tym, jak pojawiliśmy się w Hogwarcie, pani Pomfrey opatrzyła moje rany, dała mi kilka dziwnych eliksirów do wypicia i maści do posmarowania rozcięć. 
-Wiesz, że zawsze możesz mnie wezwać. Spójrz - wyjął z kieszeni dwa kawałki lusterka.
Wiedziałam do czego ono służy - już kiedyś widziałam, jak porozumiewa się przez nie z Blackiem.
-Obiecaj, że będziesz je miała zawsze przy sobie...- szepnął mi do ucha.
-Obiecuje.
Nagle on znalazł się bardzo, bardzo blisko mnie. Lekko i delikatnie pocałował mnie w usta, a ja nie mogąc się tego doczekać, po prostu poddałam się mu.
Delikatnie przejechał dłonią po moim policzku, brodzie, ramionach. Zatopiłam swoje ręce w jego włosach i zbliżyłam się jeszcze bardziej. Stykaliśmy się do siebie w każdym calu. Czułam słodki smak jego ust i nie mogłam się nim nacieszyć. 
Nasze pocałunki stały się gwałtowniejsze, co mnie trochę zaskoczyło, ale ich nie przerwałam. Powoli położył mnie na ziemi i nakrył swoim ciałem. 
Złapałam go za szyję i pociągnęłam za sobą. Usłyszałam cichy pomruk i jego usta zaczęły wędrować po mojej szyi. Zrobiło mi się strasznie gorąco. 
Moje ręce znalazły się pod jego koszulą, którą zdążyłam i tak do połowy rozpiąć. Badałam jego ciało, centymetr po centymetrze.
To szaleństwo - pomyślałam sobie. 
-Lily...-usłyszałam szept. - Kocham cię. Tak bardzo martwiłem się o ciebie.
Nasze usta znów się połączyły, a ja zatonęłam w jego pocałunkach.

***
Dumbledore stał samotnie przed opustoszałym domem. Było już po północy, on zdążył przeszukać wszystkie pokoje, ale i tak nie znalazł żadnych śladów. A po głowie wciąż krążyły mu słowa "corvos oriatur".
Wiatr zawiał mocniej, a Dumbledore rozejrzał się dookoła, jakby coś usłyszał. W końcu zza rogu wyszedł groźnie wyglądający mężczyzna, opierając się na dużej lasce.
-Alastorze ! Dobrze, że jesteś.
Moody stanął obok niego i spojrzał zdrowym i sztucznym okiem na dom.
-Jeden z tych przeklętych kruków, aaa?
-Wygląda na to, że tak.
Moody uśmiechnął się przeraźliwie.
-Czego on tu szuka, Dumbledore? Po co wrócił?
-Raczej wrócili... - poprawił go dyrektor.- Oboje przyłączyli się do Voldemorta i zaczynają atakować wśród mugoli i czarodziei. Pukają do drzwi i stawiają warunek : albo przyłączysz się do niego albo zginiesz.Tak też było w tym przypadku - biedna Marrie pod przymusem przyłączyła się do Śmierciożerców.
-Tu chodzi o coś więcej, Dumbledore. Coś mi tu cuchnie i czuję, że to poważna sprawa. Czemu ją torturował ?
-Na razie, nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.
-Niewiele mówisz... Czyli coś wiesz. Wiesz więcej od innych.
Dyrektor nie odpowiedział, a Moody nie nakłaniał go do tego.
-Zakon już działa. W całym kraju zarejestrowano mnóstwo nowych ataków. Mugole giną, czarodzieje też. Ministerstwo opanowała panika. Wszyscy trzymają różdżki w gotowości.
-Wojna się zbliża...
-Zbliża ? Wojna już jest ! Ludzie giną, a on rośnie w sile.
-I ma Kruczych Braci. A to, przyznasz Alastorze, świetny poplecznik. 
Moody pokręcił tylko głową, spojrzał na dyrektora i nie mówiąc nic, wszedł do domu. Dyrektor stał jeszcze samotnie, a potem odwrócił się i spojrzał w górę.
Na ciemnym, bezkresnym niebie, jarzył się wielki zielony znak czaszki z rozwartą szczęką, z której wysuwał się wąż.
-Wiedziałem, Tom...

***
-Lizzy, tak mi przykro...
-NIE ! - krzyczała.
Na jej policzkach pojawiły się łzy, a ona sama zaczęła krzyczeć i walczyć z Syriuszem.
-Zostaw mnie ! To nie prawda ! Puść ! 
-Lizzy...-mówił Syriusz łagodnym tonem.
Stałam z Jamesem  bok.Chciałam podejść, przytulić ją, ale odepchnęła mnie mocno, tak że prawie upadłam. Syriusz jedyny starał się z nią walczyć.
-ONA ŻYŁA ! ZABRALIŚCIE JĄ DO MUNGA I MÓWILIŚCIE, ŻE WSZYSTKO Z NIĄ DOBRZE ! 
-Tak nam się wydawało, Lizzy. Reven użył okropnego zaklęcia, ono...
Lizzy zaskomlała i padła na ziemię. Syriusz przytulił ją, a ona wtuliła twarz w jego ramiona i wciąż krzyczała:
-Nie!
A jej głos w końcu osłabł i zemdlała. 
Byłam w szoku. Mimo że bardzo słabo znałam Marrie, było mi przykro. Na dodatek, widząc cierpiącą Lizzy, poczułam się jeszcze gorzej. 
Dumbledore ukląkł przy niej i powiedział:
-Syriuszu, zabierz ją do Skrzydła Szpitalnego. Musi odpocząć.
Black dzielnie podniósł Lizzy i wyszedł z nią z gabinetu dyrektora. 
-Wy też powinniście już iść... - zaczął dyrektor.
Nagle do jego gabinetu wbiegł Even. Skrawek jego szaty płoną - wyglądał okropnie. Był cały czarny i krztusił się okropnie.
-Wielki...pożar- wycharczał. - Wszystko...płonie...
Dumbledore podszedł pod niego i zapytał ostrym tonem:
-Co płonie?
-LAS !
**************************
Kochani ! 
Świętuję - nie dość, że mam już prawie 4 tysiące wyświetleń, to napisałam 22 rozdział ! Jak już zauważyliście - zmieniłam wygląd bloga, mam nadzieję, że wam się podoba.
Tamten też był fajny, ale muszę przyznać, że dość prosty i no cóż... szału nie było :) 
Kolejny rozdział wyjdzie jeszcze w ten weekend ( jak dobrze pójdzie) . 
Czekam na szczere opinie ! 
Poza tym pozdrawiam moich stałych czytelników:
- pewnego Anonima 
- Nox
-Ofelię
-teamBella
-Lilkę 
Dziękuję wam ! Piszę to przede wszystkim dla was :)

6 komentarzy:

  1. dziękuje za pozdrowienia ;* rozdział mi się bardzo podoba ! Jest akcja i to lubie :) Będę wyczekiwała przez weekend kolejnej


    Buziaki ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaa! Czekam na kolejny rozdział!
    Strasznie podobała mi się scenka z Lily i Jamesem <3
    Życzę duuużo weny!
    Lilka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za pozdrowienia to miłe :* Rozdział naprawdę dobry.. Ciekawe to wszystko o kruczych braciach.. Uważaj na błędy typu literówki czy coś. Nie ma tego dużo ale mimo wszystko.. Tak jak mówię ładne to i pisz dalej.. A Lily i James są taaaaaacy słodcy <3
    Nie mam pomysłu na lepszą wypowiedź ;)
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za pozdrowienia to miłe :* Rozdział naprawdę dobry.. Ciekawe to wszystko o kruczych braciach.. Uważaj na błędy typu literówki czy coś. Nie ma tego dużo ale mimo wszystko.. Tak jak mówię ładne to i pisz dalej.. A Lily i James są taaaaaacy słodcy <3
    Nie mam pomysłu na lepszą wypowiedź ;)
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak ja kocham twoje opowiadanie :) Będę się podpisywać ~Juliette

    OdpowiedzUsuń
  6. super kocham twoje opowiadania są jednocześnie jak 'kryminał' a jednocześnie romantico XD
    ~Patka

    OdpowiedzUsuń