piątek, 10 maja 2013

Rozdział 23 " Miłość jest pełna sprzeczności"

Staliśmy na błoniach, mimo próśb McGonagall żeby się schować. Przed nami rozpościerał się wielki ogień, który szybko rozprzestrzeniał się po drzewach.
Dumbledore stał na skraju lasu i różdżką próbował ugasić ogień. Nagle spostrzegłam grupę ubranych na czarno ludzi, zmierzających ku dyrektorowi.
Najpierw się wystraszyłam, pomyślawszy, że to Śmierciożercy. Ale oni wyciągnęli tylko różdżki i pomogli Dumbledorowi.
Przez ogromny hałas i rozmowy uczniów, którzy wyszli na dwór w samych piżamach, usłyszałam przeraźliwe krzyki. Były przepełnione bólem i wściekłością. Z lasu wybiegło stado centaurów i zaczęło ryczeć z gniewu. Czarodzieje nadal walczyli z ogniem i czułam, że już prawie został pokonany, gdy znowu wybuchnął wielkim płomieniem.
Poczułam, że James lekko dotyka mojej dłoni... tak jak zawsze... Dodawał mi otuchy, tak prostym gestem...
McGonagall zrezygnowała z pilnowania nas i pobiegła przez błonie do dyrektora. Wydawało mi się, że nie ma szans, żeby pokonać ogień, kiedy nagle na niebie pojawiło się mnóstwo postaci na miotłach. Nie zdążyłam zarejestrować momentu, kiedy poskromili ogień. To stało się tak szybko. Może wylali jakąś wodę z góry?
Usłyszeliśmy, że ktoś krzyczy coś z tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam profesor Sprout.
-DO ZAMKU !
Było tłoczno, każdy pchał się do wejścia. Straciłam Jamesa w tłumie. Gdy przechodziłam przez drzwi, zobaczyłam Thomasa stojącego pod Bijącą Wierzbą. Przypatrywał się całemu zdarzeniu spokojnie, bawiąc się jakimś małym przedmiotem. Co to mogło być?
Nie dane mi było dostrzec, a tłum porwał mnie dalej.
Miałam niepokojące przeczucie co do syna Rovena.


***


Syriusz zaniósł Lizzy do Skrzydła Szpitalnego. Mogło wydawać się, że jest cała i zdrowa, oprócz tego, że jej serce krwawiło.
Gdy ją położył na łóżku, odwróciła się do niego plecami i zamknęła oczy. Syriusz wstał i chciał wyjść, kiedy usłyszał:
-Nie idź...
Dziewczyna położyła się na plecach, po czym zerknęła na niego przelotnie. Stał zaskoczony przy drzwiach, a po chwili podszedł i usiadł na krześle obok.
Pani Pomfrey przybiegła zdziwiona do sali. Oprócz Syriusza i Lizzy nie było tam nikogo, więc byli pewni, że podejdzie do nich.
-Coś się stało? - powiedziała podniesionym głosem.
Black zmieszał się, nie wiedząc co powiedzieć. Zerknął na Elizabeth, ale ona odwróciła się tylko i zamknęła znowu oczy.
-Profesor Dumbledore kazał ją tutaj przynieść... Chyba źle się czuje.
Nie wiedział jak wytłumaczyć pielęgniarce powód złego samopoczucia, tak żeby Lizzy nie zrobiło się przykro.
Pani Pomfrey spojrzała na nią i pokiwała porozumiewawczo do Syriusza.
-Dać coś na sen ?
Jednocześnie powiedzieli ' nie'.
-No dobrze, dobrze. - powiedziała łagodnie. - A ty - tu wskazała na Blacka - marsz do dormitorium. Godziny odwiedzin się już skończyły. Poza tym... - ściszyła głos - myślę, że powinieneś wracać do dormitorium. Na dworze jest pożar !
-Pożar ? - powiedział Syriusz.
Spojrzał na Lizzy, ale ona leżała jak kamień z zamkniętymi oczami. Wiedział, że nie chce, żeby sobie poszedł. Jednocześnie poczuł ogromną ciekawość i nie mógł przestać myśleć o słowach pielęgniarki.
-Wyjdź ! 
-Nie może pani ! 
-Nie ma potrzeby zostawania tutaj dłużej. Zajmę się panną Elizabeth. 
Pani Pomfrey bezceremonialnie wypchnęła Syriusza za drzwi, a on krzyknął :
-Jeszcze tu wrócę ! 
-Tak, tak - mruknęła pielęgniarka pod nosem.- Romeo się znalazł.


***

-Dumbledore rozkazał wszystkim uczniom powrót do swoich sypialni ! TERAZ - krzyczała profesor Sprout.
Dopadłam Jamesa i zobaczyłam, że się uśmiecha.
-Las płonie, centaury w rozpaczy, a ty się śmiejesz !? -rzuciłam wściekła.
-Co? - zapytał wyrwany z zamyślenia.- Myślisz, że teraz zaśniesz ?
Zaskoczona pytaniem odpowiedziałam:
-Po tym wszystkim ? Nie sądzę...
-Chodź ! - złapał mnie za rękę i wyciągnął pelerynę niewidkę z pod kurtki.
Nałożył ją delikatnie na mnie, a potem sam pod nią wszedł. 
-Musisz się trochę pochylić, peleryna nie obejmę nas dwoje.
-Gdybyś nie był taki wielki, to może objęłaby- mruknęłam.
W pewnym momencie zderzyliśmy się z jakimś pierwszoklasistą. Wystraszony pobladł, rozejrzał się i uciekł krzycząc.
James parsknął.
-Jesteś okropny, przecież to mały chłopiec...
Widziałam jak kręci głową, ale nic nie powiedział.
W końcu dotarliśmy do Pokoju Życzeń i zdjęliśmy pelerynę. James przebiegł trzy razy przy ścianie, a potem stanął obok mnie i złapał mnie za rękę. Nagle przede mną pojawiły się wielkie, mosiężne drzwi. James otworzył je przede mną i puścił pierwszą. 
Pokój Życzeń wyglądał zwyczajnie, oprócz tego, że jedna ściana zrobiona była z szyb. Dzięki temu mogliśmy oglądać las i błonie oraz wszystkich ludzi stojących przy zamku.
-Dumbledore jest wkurzony... I to nieźle ! 
-Spójrz ! Centaury zniknęły ! 
Usiedliśmy blisko okien i spoglądaliśmy zszokowani na dół.
-Myślisz, że puszczą to płazem? - powiedział James oschle.- Wiedzą, że to sprawka człowieka. Dumbledore na pewno wytłumaczył im, że to nikt z nas, ale na pewno nie zaufały mu. Człowiek naruszył ich teren - ich dom. To jest całkiem dobry pretekst do rozpoczęcia wojny...
Wystraszona drgnęłam.
-Wojny?
-A myślisz, że o co mu chodzi? Chce skłócić ze sobą wszystkie rasy. 
Zadrżałam. Zawsze kiedy mówiliśmy o Nim robiło mi się jakoś tak zimno i nieprzyjemnie. 
-James...ja widziałam Thomasa. Stał obok Bijącej Wierzby, on... 
-Myślisz, że to on podpalił las? - zapytał zdziwiony.
Zwrócił wzrok w moją stronę. Jego orzechowe tęczówki lśniły w półmroku.
-Nie wiem... To syn Rovena. Nie wiem jak Dumbledore może go jeszcze trzymać w Hogwarcie.
-Właściwie to on nie zrobił nic, za co można byłoby go wywalić. To, że jego ojcem jest szurnięty Śmierciożerca-fanatyk nie oznacza, że on też taki jest.
-Straszył Lizzy, podobno raz nawet przyłożył jej różdżkę do serca. Myślisz, że to nic nie znaczy?
Na wspomnienie Lizzy zrobiło mi się strasznie żal i poczuła przeogromny ból i zmęczenie.
-To wszystko... mnie przerasta, James.
Oparłam głowę o jego ramiona i przymknęłam oczy.
Czasami oddajemy się uczuciom. Jak łatwo jest zatracić w szczęściu i jak szybko możemy zatopić się w bólu.
Nigdy do tej pory nie myślałam o tym, jak to jest stracić kogoś bliskiego.  Kiedy zobaczyłam wtedy Elizabeth leżącą na ziemi, poczułam, że tracę siły. A jak ona mogła się czuć ?
Spojrzałam na Jamesa. Zobaczyłam jak jego mina robi się łagodna i wręcz współczująca.
Nie potrafiłam nic powiedzieć i on również dał sobie spokój. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno. Usłyszałam jak mówi mi coś do ucha, ale nie mogłam rozszyfrować słów.
-To nie mnie powinieneś przytulać. Czuję się okropnie, że nie potrafię pocieszyć Elizabeth... Jestem okropną przyjaciółką!
-Nie mów tak... Jesteś świetną przyjaciółką, ale po prostu...
-Nie mów nic, nie potrzebuje usprawiedliwienia.
Nie odpowiedział.Przez chwilę poczułam, że jest mi dobrze. James był moim ukojeniem. Ciepło, jakie biło z jego ciała, sprawiało, że nie mogłam się od niego oderwać.
-Myślę, że ona potrzebuje teraz samotności. Syriusz też powinien to zrozumieć - szepnął po chwili.
Zastanowiłam się nad tym przez chwilę. Może ma rację. A może starałam się usprawiedliwić swoje egoistyczne i haniebne zachowanie?
-James to jest wojna, prawda? Zaczyna się?
Chwila ciszy i oczekiwanie w napięciu na słowa, które wiedziałam, że usłyszę.
-Tak, zaczyna się.

***
Lizzy leżała samotnie w pustej sali Skrzydła Szpitalnego. Było jej okropnie zimno, cała przemoczona była od łez i czuła już, że nie da rady więcej płakać. Okryła się szczelnie kocem, ale mimo to bardzo drżała.
Dookoła panowała cisza, pielęgniarka gdzieś wyszła. Przez jakiś czas Lizzy słyszała jakieś krzyki na dworze, ale nie miała nawet sił, żeby sprawdzić co się dzieje. Czuła, że kończyny odmówiły jej posłuszeństwa.
Zamknęła oczy i wyobraziła sobie jak siedziała niedawno z mamą przy stole, a ona patrzyła na szklaną kulę i mruczała:
-Ci mugole... Uwierzą we wszystko co im się powie. Wystarczy tylko pomacać szkło i posypać brokatem. 
Lizzy śmiała się wtedy i pytała czemu nie zajmie się czymś innym. Zbyła ją bardzo szybko. Taka była jej matka - nigdy nie odpowiedziała na nic konkretnie. 
Na wspomnienie o Marrie, Lizzy zatrzęsła się jeszcze bardziej i zacisnęła mocno pięści. Nie chciała łez, ale one i tak przyszły.
Nagle usłyszała ciche stukanie do okna. Przerażona zamarła i wstrzymała oddech. Powoli wstała i rozejrzała się. W ciemnościach widziała czyjąś sylwetkę - na pewno był to mężczyzna. 
Powoli razem z kocem podeszła pod okno i wydała się z siebie zduszony okrzyk. Potem wszystko zdarzyło się bardzo szybko, Black rozbił okno i wpadł do pokoju. Lizzy cofnęła się, zasłaniając twarz ręką. Była pewna, że zaraz pojawi się wściekła pielęgniarka. Black pośpiesznie wstał. Na twarzy miał kilka ran, ale oprócz tego nie zaznał większych obrażeń.
-Co ty wyprawiasz Black ? Pani Pomfrey...
-... rozmawia z Dumbledorem.
-Ale czemu? C-co się stało?
-Ktoś podłożył ogień na obrzeżach lasu... Ale już się tym zajęli. Wszystko w porządku, nikomu nic się nie stało.
-Ale kto mógł to zrobić ?- zapytała ochrypłym głosem.
-To któryś z jego popleczników.
Elizabeth skamieniała.
-Masz na myśli Śmierciożerców ?
Black kiwnął powoli głową, dość niepewnie.
Lizzy westchnęła i oparła się o łóżko. Miała wyrzuty sumienia, że przez nią Black zerwie noc.
-Nie powinnam cię prosić, żebyś został Black - powiedziała oschle.- Idź stąd. Tak będzie lepiej dla mnie i dla ciebie.
-Lizzy, proszę.
Dwa kroki - tyle dzieliło ich od siebie. Jak szybko Syriusz przemierzył tą odległość ! Otoczył ją ramionami i pocałował ją delikatnie, ostrożnie. Lizzy chciała odsunąć się, odejść, ale w jej głowie świtała tylko jedna myśl "jestem tu gdzie powinnam być, z odpowiednim człowiekiem".

***

-James...
-Hmm?
-Pamiętasz jak Reven zaatakował mnie na Pokątnej? Potem Syriusz mówił, że go zna bo... on przyjaźni się z jego rodziną.
James zamarł.
-To nie ma znaczenia, Syriusz zerwał kontakty z rodziną.
-Co? - krzyknęłam zaskoczona.
-Lily, proszę tylko nie mów mu, że ci powiedziałem.
James bawił się moimi włosami, co nieźle rozpraszało moją uwagę.
-Ale... czemu?
-Nienawidzi swojej rodziny, a szczególnie matki. Są... dość specyficzną rodziną.
-Masz na myśli złą ?
-Nie wiem, Lily, nie wiem. 
-To gdzie on teraz mieszka?
-U mnie. Moi rodzice bardzo chętnie go przyjęli. Zawsze go lubili...
Kiwnęłam głową w zamyśleniu. Tylu rzeczy nie wiedziałam.
-Pamiętam jak Reven powiedział mi wtedy, że moi rodzice wtykają nosy w sprawy czarodziei. Dumbledore obiecał zająć się sprawą, ale dopiero się zorientowałam, że nie zrobił nic.
-Tak ci się tylko wydaje. A co z Evenem ?
Zadrżałam.
-Nie wspominaj mi o nim. Nie ufam mu i nie wierzą, że choć trochę zajął się moją rodziną.
Siedzieliśmy tak w ciszy przez kolejne kilkanaście minut. Oglądaliśmy, jak dym unosi się w górę. Patrzyliśmy na kolejne postaci, które zjawiały się na błoniach. W końcu również Minister zjawił się razem ze swoimi asystentami. Wszyscy stali na skraju lasu i wpatrywali się w ogromne zniszczenia, jakie zostawił po sobie ogień. Na pewno każdy zadawał pytania "kto? jak? czemu?".
-Myślisz, że się pozbiera ?- spytałam znienacka.
Nie odpowiedział od razu, jakby warząc słowa.
-Pozbiera się, na tyle, na ile można pozbierać się po śmierci matki.
-Ciekawe, czy jej ojciec wie.
-Zakon się tym zajął
Zamarłam. Nieznana nazwa, którą usłyszałam już drugi raz wzbudziła mą ciekawość i lekki strach.
-Zakon ?
-Zakon Feniksa. To tajna organizacja, założona przez Dumbledore'a, która ma na celu walkę z Sama-Wiesz-Kim i Śmierciożercami. Właściwie nie powinienem tego wiedzieć - kąciki jego ust zadrżały.
-Ale wiesz... Mogę wiedzieć skąd?
James uśmiechnął się lekko.
-Wkradłem się do gabinetu Dumbledore'a i usłyszałem jak rozmawia z Evenem.
-To niemożliwe. Nie można włamać się do gabinetu Dumbledore'a ! - powiedział z powątpieniem.
-Nie włamałem się... Znałem hasło, a kiedy wszedłem na górę... Po prostu usłyszałem kilka rzeczy za dużo.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
-James, czy ty kiedykolwiek dorośniesz?
-Nie sądzę.
-Kto należy do tego Zakonu? - zapytałam.
James położył się na ziemi i wpatrywał się w sufit. Ułożyłam się obok niego i podparłam się ręką, tak bym mogła go dobrze obserwować.
-Wiem, że dyrektor, Even i Alastor Moody.
-Kto? - zapytałam ogłupiała.
Nie znałam żadnego Moody'ego.
-To auror, bardzo dobry, ale też zwariowany auror.
Położyłam się obok niego.
-Ty też chciałbyś zostać aurorem?
Wstrzymał na chwilę powietrze, jakby zaskoczony tym, że wiem czego większość nie wie.
-Tak... Syriusz też chce. Ale wydaje mi się, że go nie wezmą.
-Dlaczego?
-Ze względu na jego...hmm... porywczy charakter.
Zaśmiałam się, ale szybko zreflektowałam.
-Powinnam iść... Zobaczyć co z Lizzy.
 -Nadal sądzę, że potrzebuje samotności...- szepnął mi do ucha.
Poczułam ciepły oddech na swojej szyi, tak że zadrżałam lekko. Jego usta powoli, leciutko dotknęły jej i podążyły w górę.
Nie było w tym pośpiechu ani gwałtowności. Spojrzałam na niego, jego usta były tak blisko.
-Może powinieneś zdjąć okulary?
Czoło zmarszczyło mu się w zdziwieniu.
-Bo nie wiem, co się z nimi stanie - powiedziawszy to pocałowałam go mocno, rzucając się na niego.
***

Leżeli razem na starym, białym łóżku. W każdej chwili, do sali mogła wejść pielęgniarka, ale nie dbali o to. 
Lizzy opierała lekko głowę o Syriusza, a on głaskał ją po włosach, szepcąc coś kojącego. Nie mogła wyrwać się z bólu, ale mogła go załagodzić.
-Elizabeth, nie ma nikogo kogo kochałbym tak bardzo jak ciebie.
Lizzy zadrżała na te słowa, ale wtuliła się w Blacka jeszcze bardziej. Zapomniała o tym, co jej zrobił... Albo starała się zapomnieć. W tej chwili, nie żyła przeszłością ani przyszłością.
Żyła teraźniejszością.
Syriusz przejechał palcem po policzku, ocierając spływającą łzę. Kolejną w tym dniu. 

***

-James... poczekaj - szepnęłam między pocałunkami.
Leżeliśmy splątani na twardej ziemi. Ręce Jamesa wędrowały po moim ciele i poczułam jak łapie za skrawek bluzki.
Odsunęłam się, a wtedy powiedział:
-Dobrze, Lily... 
Nasze przyśpieszone oddechy, pomięte ubrania i splątane dłonie... Zawirowało mi w głowie. 
-Jesteś pierwszym chłopakiem, który sprawia, że tracę oddech.
James zaśmiał się cicho i spojrzał mi w oczy. Nagle zastanowiłam się, dlaczego zakochałam się właśnie w nim. W tym rozczochranym Huncwocie. Wiecznie spragnionym przygód ! Tym szalonym, nienormalnym, ale także kochanym chłopaku.
Ale jego oczy mówiły mi wszytko. To nie była konkretna odpowiedź - jego spojrzenie sprawiło, że poczułam się szczęśliwa. Tak jak nigdy do tej pory. 
To on jest moim szczęściem ! On sprawia, że się uśmiecham, ale też i denerwuje. Przez niego moje serce się raduje, ale też i płacze.
To jest pełne sprzeczności ! 
Miłość jest pełna sprzeczności...


***********************************

Okej, ten rozdział miał wyjść w tamten weekend i byłam pewna, że go dodam, ale nagle zorientowałam się, że zapomniałam o jednym ważnym elemencie, który chciałam zawrzeć w tym rozdziale, więc musiałam go bardzo przerabiać. Przepraszam za błędy - jest 23, ja jestem padnięta, ale powiedziałam sobie " ooo nie ! dzisiaj już mam dodać 23 rozdział! ". No więc, ten rozdział jest taki... no nie jestem do końca zadowolona, ale cóż... tak czasem bywa :) 
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Mam też pewien pomysł : 
każdy kto przeczyta ten rozdział, niech doda komentarz o czym chciałby przeczytać w kolejnym rozdziale. Ma to być jedno słowo klucz. Np. "walka" albo " pocałunek" albo "rozstanie". 
Boję się trochę, czy podołam waszym pomysłom, ale myślę, że może wyjść z tego całkiem fajny rozdział. Tak więc, czekam na wasze komentarze :)

17 komentarzy:

  1. Może coś o Remusie...
    ~Ofelia
    PS: Świetny rozdział...

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, cudowne! :D
    (pocałunek)
    - Nyks

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy będzie następny?
    -Nyks

    OdpowiedzUsuń
  4. Jutro zacznę pisać, ale nie jestem pewna kiedy dodam... Na pewno do następnego piątku się wyrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Metallic coatings these kinds as nickel on top of that chromium
    are lodged by electroplating. Use blue painter's tape and 've got them around 3/8 of an ins apart.


    Here is my web-site - szambo

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie. :) Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  7. It is only a few time before she claims her deserved and needed fame in
    Our great country. Gut dance music is considered to be always associated in Middle Eastern Music.



    my site imprezy integracyjne

    OdpowiedzUsuń
  8. Some of the modern day Operating systems include, Windows, Android, Linux,
    Unix on top of that Apple's iOS.

    My page agencja detektywistyczna warszawa

    OdpowiedzUsuń
  9. These days "Blackberry spy" computer software may be very quickly readily
    available. This will impede the application within long run.


    Check out my homepage :: agencja detektywistyczna

    OdpowiedzUsuń
  10. "A drop in the ocean" Is only the right dot in the center of the Indian
    Coast.

    Also visit my homepage: usługi ochrony lublin

    OdpowiedzUsuń
  11. They've developed their own way of life and ideals that do come across apparently in their guitar. The folk licks include the issues of day when you need to day life.

    Also visit my page adwokat warszawa

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  13. And as one a great deal more bonus it's a legitimate terrific Diy task for the whole family member.

    Also visit my blog organizacja wczasów

    OdpowiedzUsuń
  14. nowy rozdział będzie w przyszłym tygodniu - przepraszam.

    OdpowiedzUsuń