czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 21 "Prawda"

Do moich uszu dochodziły dziwne dźwięki. Poczułam silny ból głowy i metaliczny zapach krwi. Powoli wszystko zaczęło do mnie docierać. Otworzyłam powieki i opierając się na łokciach, powoli wstałam.
Nie wiedziałam gdzie jestem, siedziałam obok niedużej huśtawki na jakimś placu zabaw. W pobliżu nie było żadnych domów, tylko w oddali majaczyły jakieś nieduże budynki.
Obok mnie stał Even. Ubrany był w zielone szaty, na twarzy miał kilka wąskich ran, a ręce całe we krwi.Przerażona odsunęłam się od niego i zapytałam nieufnie:
-Co pan tutaj robi?
Kąciki jego ust irytująco zadrgały. Nie widziałam nic śmiesznego w tej sytuacji.
-Ona mnie tu wezwała - powiedział cicho i wskazał na kogoś kto stał za nim.
Zaskoczona zamarłam, ale po chwili wstałam i zataczając się, podeszłam do niej.
-Lizzy ! - przytuliłam się do niej mocno.
Zadrżała pod wpływem mojego dotyku. Nie mogłam się powstrzymać - tak bardzo cieszyłam się, że żyje. Odsunęłam się od niej, uświadamiając sobie, że nie zadałam najważniejszych pytań:
-Wszystko w porządku ? Co z twoją mamą?
Przyjrzałam się jej uważnie. Jej ubrania były całe obszarpane, włosy miała mokre i splątane, a po policzkach spływały łzy.
Poczułam ucisk w klatce piersiowej i przygotowałam się na najgorsze.
-Będzie żyć. Zabrali ją do Munga.
Kamień spadł mi serca. Przytuliłam ją mocno i spytałam:
-Kto ?
Ale ona odsunęła się i spojrzała na Evena. Chyba chciał udawać, że nie słucha, ale kiepsko mu to wychodziło.
-Zakon.
-Jaki zakon? - zapytałam.
Poczułam, że kręci mi się w głowie. Miałam tak wiele pytań, które cisnęły mi się na usta. Z trudem powstrzymywałam się, żeby nie krzyknąć : kim był ten mężczyzna?
-Dostałem polecenie od Dumbledore'a, żeby zabrać was do Hogwartu - powiedział oschle Even.
-A moi rodzice? Oni nic nie wiedzą, powinnam... -zaczęłam się burzyć.
-Dumbledore poinformował już twoich bliskich. Nie ma na co czekać, Świstoklik będzie miał przeskok za dwie minuty.
Spojrzałam na duży, czarny cylinder, który leżał obok huśtawki. Kiwnęłam lekko głową i złapałam Lizzy za rękę.
-Wszystko będzie dobrze...
Nie jestem pewna, czy sama w to wierzyłam.
***
James siedział przy stole i patrzył tępo w talerz. Przypomniały mu się nagle wszystkie chwile spędzone z Lily, jej dotyk, smak jej ust, lekki uśmiech kiedy powiedział jej że ją kocha. 
Nagle do pokoju wszedł Łapa.
-Co tam Rogaczu ? Modlisz się nad tym talerzem?
-Nie. Liczę nitki makaronu.
Łapa usiadł przed nim i oparł się dłonią o policzek.
-I jak ci idzie?- zapytał z udawaną ciekawością.
James zaśmiał się cicho i odsunął talerz.
-Myślę o Lily i...
Łapa pokręcił tylko głową i krzyknął:
-Nie, nie, nie. Tylko nie o niej ! Mam dość piegowatych rudzielców do końca życia ! 
-Moja mama jest ruda ! -zapeszył się James.
-O, przepraszam. Twoja mama to rudowłosy anioł. Nie to co ta wredna diablica. 
James wyjął złoty znicz i zaczął się nim bawić.
-To jest coś niesamowitego... Tyle lat, a ona nie chciała w ogóle ze mną rozmawiać. Za każdym razem kiedy do niej podchodziłem, patrzyła na mnie jak na robaka. I jeszcze ten Smarkerus ! Wydawało mi się, no wiesz, że są przyjaciółmi... Ale widziałem jak on na nią patrzy - nienawistnie. A ona wciąż go broni ! Myślałem, że skoro zerwali ze sobą kontakty to przestanie się nim przejmować, a tu patrz na ostatnią sytuację ! Nie potrafię jej rozgryźć.
Łapa ziewnął teatralnie i powiedział:
-Urzekła mnie twoja historia.
Wstał i już zamierzał wyjść, kiedy nieduża czarna sowa wleciała przez uchylone okno. James zdziwiony podszedł do Honey i wyjął list z jej dzioba. 
-Ciekawe od kogo to.
Łapa przystaną i oparł się o ścianę. Patrzył jak twarz przyjaciela powoli zmienia wyraz. James spojrzał na niego, a w jego oczach można było dostrzec przerażenie.
-Co się stało ?- zapytał Syriusz i podszedł do niego.
-Lily napisała mi, że Lizzy została zaatakowana w swoim domu. Jej matka w ciężkim stanie trafiła do Munga. Elizabeth nic się nie stało, ale jest załamana. Dumbledore zabrał je do Hogwartu. 
Syriusz zamarł i pośpiesznie wybiegł z pokoju.
-Stary, co ty robisz ? - krzyknął za nim James.
-Lecę do nich ! 
James pobiegł za nim do ich wspólnego pokoju. Łapa ubierał się szybko i pakował potrzebne rzeczy.
-Ale... jak?
-Wiesz James, w świecie czarodziei istnieje  niesamowity, magiczny środek transportu zwany miotłą. Na pewno słyszałeś ! 
-Daj spokój, za dwa dni będziesz tam z powrotem. Wiem, martwisz się o Lizzy. Ja też chciałbym spotkać się z Lily, ale zrozum, może one potrzebują trochę czasu żeby się uspokoić i...
Syriusz stanął przed nim i głośno mu przerwał:
-Nic mnie to nie obchodzi, Rogacz. Właśnie zdałem sobie sprawę, że mogłem ją stracić. Nie wiesz co to znaczy ! Straciłem już w życiu rodzinę, zostałeś mi tylko ty i ona. Nie mogę pozwolić, żeby coś jej się stało ! 
James nie wiedział co ma powiedzieć, zaskoczony tym nagłym wybuchem. W końcu położył rękę na jego ramieniu i szepnął:
-Leć ! 
***

Siedziałyśmy razem na jednym z tarasów widokowych na wschodniej wieży. Przez kilkadziesiąt minut, trwałyśmy tam w ciszy, aż w końcu przerwałam ją pytaniem:
-Wyjaśnisz mi to, Lizzy? 
Nie odezwała się od razu. Wpatrzona w niebo, wydawała się zupełnie nieobecna. Potem jednak odwróciła się do mnie i spojrzała mi prosto w oczy.
-To wszystko zaczęło się na początku wakacji, gdy tylko wróciłam do domu z Hogwartu. Mama zrobiła się bardziej niespokojna, nie mogła spać i cały czas mamrotała coś pod nosem. Tato nie wracał z jakiejś delegacji od kilku tygodni, więc myślałam, że może martwi się o niego. Nie znałam jednak prawdy. Pewnego dnia, przyszło do nas kilku klientów. Był to wysoki, przerażający mężczyzna, o ciemnych oczach i wielu bliznach na twarzy oraz młodszy chłopak, wysoki, ale również groźnie wyglądający, jak jego towarzysz. Wprowadziłam ich do pokoju wróżb, myśląc, że chcą usłyszeć jakąś przepowiednie. Mama miała wtedy wielu klientów, którzy chcieli zobaczyć szklaną kulę, więc zawołałam matkę i postawiłam kulę na stół. Kiedy moja mama weszła do pokoju, krzyknęła głośno i zaczęła się cofać. Nie wiedziałam, o co jej chodzi, więc podbiegłam do niej i zapytałam kim oni są.Na to ten młodszy powiedział : jestem jej synem.
Zamilkła na chwilę i przetarła spływającą łzę z policzka. Dotknęłam lekko jej ręki.
-Wiedziałam, że ona ich zna. Byłam pewna, że dowiedziała się wcześniej o istnieniu swojego syna, bo wydawała się być mniej zszokowana niż ja. Po prostu się bała. Ten starszy uśmiechnął się szyderczo i nagle zrozumiałam, że on jest ojcem tego chłopaka. Na dodatek zobaczyłam Mroczny Znak na jego ramieniu. Pamiętam, że wyciągnęłam różdżkę i krzyknęłam " czego chcecie?". Chcieli mojej matki, ale nie wiem po co. Zaczęliśmy walczyć, moja mama wyjęła różdżkę, aż w końcu doszło do tego, że upadła pod wpływem Drętwoty. Mężczyzna powiedział, że jeżeli będziemy z nim współpracować nikomu nic się nie stanie. Kazał mi oddać swoją różdżkę. Oczywiście się nie zgodziłam, więc on położył na stole swoją i zaczął mi opowiadać kim jest. Nazywa się Roven Revenwood i chce tylko porozmawiać z moją matką w cztery oczy. Marrie oprzytomniała i poddała się. Nie wiedziałam co ze sobą począć i nagle ona powiedziała, żebym wyszła. Nie chciałam jej zostawić, bałam się, że coś jej zrobi, ale ona otworzyła drzwi i kazała mi uciekać. Spojrzałam jeszcze raz na Rovena i jego syna, po czym wyszłam. Chciałam wezwać pomoc, ale bałam się, że wtedy zrobią coś mojej mamie. Po dwóch godzinach wyszli. Moja matka była wyczerpana, powiedziała że chce iść spać. Nalegałam, żeby coś mi powiedziała, ale nie słuchała mnie. Tak było co tydzień, on przychodził lub ją gdzieś zabierał. Kiedyś podsłuchałam kawałek ich rozmowy - mówili o jakiejś przepowiedni i o "drugim kruku". W końcu matka powiedziała mi, że to prawda, że ma syna - nazywa się Thomas i jego ojcem jest Rovenwood. Mój tato dowiedział się o tym, pokłócili się i wyjechał na jakiś czas, ale obiecał, że jak sobie to przemyśli co wróci. Wróciłam do Hogwartu i po prostu umierałam ze strachu. Tajemniczy Śmierciożerca odwiedzał co jakiś czas moją mamę i na pewno groziło jej niebezpieczeństwo, a ja nie wiedziałam co mogę zrobić. W końcu powiedziałam o tym Dumbledorowi, a on powiedział, że się tym zajmie. Cały czas obserwowali moją matkę, a kiedy wróciłam na Boże Narodzenie do domu zobaczyłam Mroczny Znak na jej ramieniu. Cały czas płakała i mówiła mi, że ją do tego zmuszają. Oni- Śmierciożercy. Potem wszystko się uspokoiło i on jej nie wzywał. Aż w końcu... dzisiaj w naszym domu pojawił się jego brat. Reven Revenwood. To on cię zaatakował na Pokątnej. To brat bliźniak Rovena. Myślałam, że on zniknął... Ale okazała się, że on też wstąpił do Śmierciożerców. Mama powiedziała mi dzisiaj, że mamy mieć gościa. Myślała, że to Roven znowu przyjdzie, ale okazało się, że to była pułapka- moja mama dostała list rzekomo od Rovena, a tak naprawdę to jego brat zamierzał do nas przyjść. Wściekły na to, że Roven kontaktuje się z moją mamą, zjawił się u nas i próbował wydobyć z niej jakieś informacje. W końcu chciał ją zabić. "Corvos oriatur"- kruki powstają.Napisałam do ciebie list, bo byłam przerażona. Przepraszam nie powinnam cię do tego wciągać. Mogło ci się coś stać. Mógł cię zabić ! Ale uratowałaś mnie i moją matkę. Kiedy pojawiłaś się w domu, on rzucił na moją matkę jakieś paskudne zaklęcie, a mnie powalił Drętwotą. Nie wiedział jednak, że zdążyłam wezwać Evena... To on cię uratował.

Przytuliłam mocno Lizzy i szepnęłam jej do ucha:
-Zrobiłabym dla ciebie wszystko, El. 
Ona uśmiechnęła się przez łzy i powiedziała:
-Dziękuję.

1 komentarz:

  1. Nie wiem,czemu wcześniej nie skomentowałam O.o
    Rozdział oczywiście świetny! :)
    Lilka.

    OdpowiedzUsuń