piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 16 " Rozbite serce"

Są takie chwile, kiedy wszystko nabiera sensu.
To na pewno nie jest jedna z tych chwili.
Jak może się czuć nastolatka, która dopiero co wyznała komuś miłość. Nastolatka, która wbrew temu co wcześniej myślała i co myśleli pewnie wszyscy dookoła niej, powiedziała znienawidzonemu wrogowi, że go kocha.
A ja właśnie to zrobiłam. Siedząc przy oknie w dormitorium, poczułam jak kręci mi się w głowie. Z powodu Pottera. Czyż to nie głupie ?
Muszę się położyć- pomyślałam - muszę zasnąć, przestać o nim myśleć.
Ale nie mogłam. Cały czas czułam szybkie bicie jego serca, kiedy całował mnie na dworze. Miękkość ust, ciepło bijące od ciała, delikatne dłonie na moich policzkach. Właśnie wtedy zrozumiałam, że to przed czym tak długo się broniłam to miłość. To uczucie. To James.
Powieki powoli zamknęły mi się same.
"Też cię kocham, Lily"

***

Lizzy wstała tego dnia wyjątkowo wcześnie. Nie chcąc zbudzić przyjaciółek, wymknęła się pośpiesznie z dormitorium i zbiegła po schodach na dół.
Skradając się jak mysz, przecisnęła się przez portret Grubej Damy i pobiegła w głąb korytarza.
Umówili się na drugim piętrze, przy obrazie Wielkiej Czarownicy z Veletre.
Wiedziała, że jest spóźniona, więc przyśpieszyła kroku. Wydawało jej się, że robi niesamowity hałas, każda postać z portretu przecierała powieki i patrzyła na nią oburzona.
-Przepraszam - szepnęła.
Przez wielkie okiennice, do zamku, wpadało mnóstwo promieni słonecznych. W zamku było bardzo zimno, zapowiadał się kolejny mroźny dzień.
Lizzy marzyła, by móc wyjść na dwór i przespacerować się po zaśnieżonych błoniach. Niestety nie mogła. Musiała działać.
Gdy doszła w końcu do portretu, czuła, że pot spływa jej po policzku. Drgnęła, gdy zza rogu wyszedł wysoki Ślizgon.
-Witaj, Liz.
Elizabeth wyciągnęła do niego rękę z listem.
-Weź to.
Chłopak uniósł brwi w zdziwieniu.
-Myślałem, że chcesz się ze mną spotkać w sprawie...
Lizzy uciszyła go szybko, mówiąc:
-Przeczytasz list, to dowiesz się o co chodzi. Muszę iść.
Odwróciła się, ale chłopak złapał ją za nadgarstek i zmusił do spojrzenia na siebie.
-Pamiętaj co ci mówiłem, Lizzy. " Za późno na le­kar­stwo, gdy zło na­biera siły wsku­tek zwłoki. "
Elizabeth wyszarpała się z objęć chłopaka i pośpiesznym krokiem oddaliła się w stronę Wielkiej Sali.

***
 Do Wielkiej Sali powoli schodzili się uczniowie. Siedziałam już przy stole Gryffindoru i czytałam "Proroka Codziennego". Pisali o nowych morderstwach na mugolach w Londynie, o kilku przeciekach w Ministerstwie i o Maddy Hersson, byłej sekretarki Ministra Magii, którą znaleziono w rzece. Wystraszona przejechałam palcem po tytule " Sami- Wiecie- Kto odkrywa swoje prawdziwe oblicze". Czy to jest oblicze mordercy ?
Nagle poczuła, że ktoś woła ją po imieniu. Do Sali wszedł James, w rękach trzymał jakieś książki, a minę miał raczej zadowoloną. Chyba miał zamiar do mnie podejść, ale w tym momencie Peter podszedł do niego i pociągnął go za szatę.
-Co jest, Glizdogonie? - zapytał, lecz wciąż patrzył na mnie.
-James, musisz ze mną pójść do...
-Może potem? - zapytał James.
Peter skulił się jeszcze bardziej i pokiwał tylko głową. Na chwilę nasze oczy się spotkały, ale potem uciekł pośpiesznie z Sali.
James usiadł obok mnie, ale zamiast być zajęta nim, wciąż myślałam o dziwnym zachowaniu Petera.
-Może powinieneś z nim iść? - zapytałam.
Patrzyłam na puste miejsce, tam gdzie przed chwilą stał Glizdogon.
-Co? To Peter - na pewno chciał mi pokazać nowe skarpetki od swojej babci.
-Może to było coś ważnego? - warknęłam.
James uniósł brwi, a ja po prostu pokręciłam głową. Czasami był taki... ! Aż nie mam słów.
Odwróciłam wzrok "niby zajęta gazetą".
-Dzisiaj mamy Transmutację... - powiedział dotykając mojej ręki.
Uśmiechnęłam się lekko.
-Tak...
-I mamy Eliksiry.
Nasze palce splotły się ze sobą.
-I Historię ...
Poczułam jego oddech na szyi.
-Chodźmy gdzieś... - powiedział.
Zauważyłam, że kilka osób gapi się na nas.
-Gdzie? Mamy lekcje, James i ...
Nie pozwolił mi dokończyć - musnął delikatnie moje usta, po czym powiedział:
-Chrzanić lekcje.

***
Lizzy stała przed klasą profesor McGonagall. Nigdzie nie widać było Lily ani Jamesa. Olivia i April też gdzieś zniknęły. Była skazana na towarzystwo nudnego Gryfona, który cały czas pokazywał jej swoje magiczne karty.
-Spójrz, tutaj jest Valentine...
-Super. - mruknęła niegrzecznie Lizzy i rozejrzała się dookoła.
Zaraz rozpoczynała się lekcja, a oprócz grubego Gryfona z kartami i kilku Puchonów z równoległej klasy, Lizzy nie widziała nikogo.
Zdziwiona pomyślała, że może zaspali albo postanowili uciec z lekcji, a ona o niczym nie wiedziała.
Nagle mignął jej przed oczami Black. Zobaczyła go na końcu korytarza. Wszedł z kimś pośpiesznie do jakiejś nieużywanej klasy.
El prowadzona jakąś ciekawością i lekkim zdziwieniem, poszła w tamtą stronę. Poczuła jakiś dziwny strach, jakby... nie chciała wiedzieć, co robi tam Black.
Podeszła bliżej, drzwi były uchylone. Nie bacząc na cichy głosik w jej głowie, żeby tego nie robić, weszła do klasy.
To co zobaczyła sprawiło, że na jedną drobną sekundę jej serce zatrzymało się.

***

-Pokażę ci coś - powiedział tajemniczo James.
Szliśmy powoli na trzecie piętro. Nie wiedziałam co chce mi pokazać, ale od razu wiedziałam, że to będzie coś niezwykłego.
Stanęliśmy przed ścianą, a on powiedział:
-Oto cel naszej podróży !
Jak głupia przyglądałam się ścianie.
-Wow, to bardzo miłe, że urwaliśmy się z lekcji, żebyś mógł pokazać mi ścianę...
-Lily...
-Nie, no coś ty! Takiej to ja w tej szkole jeszcze nie widziałam...
James zaśmiał się cicho i przebiegł się trzy razy obok mnie.
-Ok, to teraz ja powinnam zacząć tańczyć.
-Czemu ? -zapytał lekko zdziwiony.
-Skoro ty robisz głupie  i dziwnie rzeczy to może i ja powinnam.
Nagle poczułam lekkie drżenie ziemi i usłyszałam cichy szelest. Na ścianie obok pojawiły się wielkie, ciemne drzwi. James zaśmiał się widząc moją minę.
-Zamknij buzię, bo ci mucha wpadnie.
Zrobiłam obrażoną minę, ale dałam się ująć za rękę i poprowadzić.
-Co to ?- zapytałam.
Otworzywszy drzwi, powiedział:
-Pokój Życzeń.
Nie wiem, czy widziałam coś bardziej zaskakującego. Weszłam do wielkiej komnaty, wypełnionej kwiatami i innymi różnymi roślinami. Podłoga wyłożona była dziwnymi materiałami, a sufit pokoju wyglądał trochę jak niebo.
-To śmieszne, chyba bardzo tęsknisz za wiosną.
Patrząc na to, zszokowana usiadłam na ziemi.
-Żebyś wiedział- odparłam.
Chłopak usiadł obok mnie.
-Więc możemy się poczuć jak w wiosenny ranek na polanie.
Zaczarowana położyłam się na podłodze i wpatrywałam się w piękne niebo i roślinność. James delikatnie przytulił mnie do siebie i powiedział:
-Wiedziałem, że ci się spodoba.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że mogłabym tak leżeć przez całą wieczność. Tylko, żeby on był obok mnie.

***
Syriusz odsunął się pośpiesznie od czarnowłosej dziewczyny. Ona pośpiesznie zapięła górne guziki swojej koszuli.
-Lizzy...
Syriusz zdobył się na łagodny ton, ale jego oczy były pełne strachu i ... bólu.
Znieruchomiała na chwilę, ale potem poczuła łzy napływające jej do oczu. Odwróciła się i wybiegła z klasy.
Usłyszała za sobą krzyki, ale nie zbaczając na to biegła ile sił w nogach. Chyba potrąciła po drodze grubego Gryfona. Karty wypadły mu z rąk i rozleciały się po korytarzu.
Lizzy biegła na ślepo, łzy wciąż spływały jej po policzkach. Nie wiedziała gdzie biec, nie wiedziała co ze sobą zrobić.
Wciąż przewijał jej się przez myśl obraz Syriusza i ów ciemnowłosej dziewczyny. Jego ręce w jej włosach. Ten ich pocałunek... Ten zawstydzony wzrok, gdy ich przyłapała.
Czuła okropny ból w klatce piersiowej, jakby ktoś wbijał jej nóż w serce. Wciąż i wciąż raniąc ją od nowa.
Najgłupsze jest to, że od razu przypomniały jej się słowa : Kocham cię. Powiedział jej to. Wiele razy. Ona go nie chciała słuchać, ale potem uwierzyła. A on kłamał.
Kłamał.


*******************************************
Matko tak dawno nie pisałam... Przepraszam ! Przepraszam i jeszcze raz PRZEPRASZAM.
Nie  wiedziałam jak się do tego zabrać, nie wychodziło mi... Miałam ogromny problem z pisaniem. Aż w końcu powiedziałam sobie: o nie ! Muszę wrócić do tej historii. Nie zostawię Lily i Jamesa!
Wróciłam. Będę teraz więcej pisać - już nie długo nowy rozdział.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie przerwę.

3 komentarze:

  1. Wybaczam.. . W sumie doskonale wiem co czujesz. Brak weny i pomysłów jest uciążliwy i męczący... Ale wróciłaś i wszystko jest ok. A rozdział jest wspaniały, naprawdę niezwykły. To cieplutkie uczucie pomiędzy Lily i Jamesem jest wręcz namacalne... Wspaniale je opisałaś. Zaintrygowała mnie również sytuacja z Lizzy. Ten slizgon a potem jeszcze Syriusz. Okropnie ją zranił. Niedobry. Reasumując podobał mi się rozdział. Mam tylko drobną uwagę co do samego tekstu unikaj dodawania 'się' przy czynnościach, cytuję:"Przebiegł się' trzy razy obok mnie" bez tego 'się': "Przebiegł trzy razy obok mnie" rozumiesz o co chodzi? Z 'się' jest niepoprawnie a bez poprawnie. A tak to wszystko ok. Czekam na następny rozdział. I rozwiń to z Lizzy! :)
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za uwagi, nawet nie zauważyłam. Oczywiście poprawię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Ci wybaczam, zresztą każdy ma jakieś przerwy w pisaniu, prawda? To nie nasza wina, że brakuje nam weny.
    Ale wracając do rozdziału- naprwdę nie mogłam się go doczekać, końcówka rozdziału 15 nie dawała mi spokoju i teraz oto objawienie!- kochana, notka zajebista, czekałam na nią długo, ale nie rozczarowałam się. Lily i James rozkwitają w swojej miłości, a co do Syriusza i Lizzy... szkoda, że tak się właśnie skończyło. Myślałam, że to będzie coś naprawdę głębokiego, jednak Syriusz bardzo mnie rozczarował- przecież mówił, że ją kocha! Nie zdziwiło mnie zachowanie Lizzy. Mam nadzieję, że między nimi na nowo się ułoży- przecież oni muszą być razem! James jest słodki, a Lily w końcu zdecydowała się, że go kocha! Ach, nie ma nic piękniejszego! :)
    Nie pozostaje mi nic innego, jak czekanie na kolejny rozdział. :) :*

    OdpowiedzUsuń