niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 17 " Kruk"

Profesor Dumbledore długo nie mógł zasnąć tej nocy. Był zmęczony, ale za nic nie chciało mu się spać. W końcu wstał i począł przechadzać się po swoim gabinecie.
Jego wzrok nagle powędrował ku oknie. Było otwarte, chociaż nie przypominał sobie, żeby chociażby do niego dzisiaj podchodził.
Zaintrygowany podszedł bliżej. Było ciemno i dyrektor nie mógł dostrzec nic co skrywało by się przy oknie.
Już miał je zamknąć, gdy do gabinetu nagle wleciał ciemny kruk i rzucił coś na biurko. Zakrakał głośno i wyleciał przez otwarte okno.
Dumbledore stał przez chwilę jak zaczarowany, po czym oprzytomniał i podszedł do biurka.
Leżał na nim list w białej kopercie. Widniały na niej tylko nazwisko dyrektora.
Szybkim ruchem ręki, porwał kopertę i zajrzał do środka. Wyjął list, napisany na cienkim, jasnym papierze i począł go czytać.
Gdyby ktoś teraz zobaczył go, stwierdziłby, że dyrektor wygląda na zszokowanego, może nawet lekko wystraszonego. Nikt jednak nie mógłby odkryć źródła tych tajemniczych uczuć, które miotały teraz Albusa.
Powoli, drżącą ręką, odłożył list na biurko. Podszedł do swojej Myśloodsiewni i wyjął różdżkę.
Przez chwilę wahał się, potem jednak przyłożył różdżkę do skroni i powiedział:
-Biedna Elizabeth.

***
Siedziałam na swoim łóżku i wpatrywałam się w Lizzy. Najpierw nie miała nic przeciwko, ale potem zasłoniła kotary. Chciałam z nią porozmawiać, zapytać co się stało, ale ona płaczliwym tonem odrzekła, żebym odeszła. Oczywiście nie posłuchałam jej, ale nie mogłam w żadnym wypadku do niej podejść, bo od razu na mnie krzyczała.
-Lizzy, co się stało?
Cisza. Słyszałam ciche łkanie.
-Czy to... Black? Black ci coś zrobił?
Cisza.
-Elizabeth ! Wiesz, że wszystko możesz mi powiedzieć. Proszę.
Cisza.
W końcu zza kotary wyłoniła się Lizzy. Była biała jak ściana, pod oczami miała ogromne, ciemne sińce, a policzki miała mokre od łez. Westchnęłam i podeszła do niej. Chciałam ją przytulić, ale odepchnęła mnie.
-Tak, to Black. Zadowolona?
Była zła i rozgoryczona, a mnie uderzył ton jakim się odezwała.
- Och, Lizz. Co się stało?
Szybkim ruchem ręki zasłoniła kotarę. Wiedziałam, że więcej się od niej nie dowiem. Założyłam sweter i wybiegłam z dormitorium. Był sobotni poranek. W Pokoju Wspólnym, oprócz jakiegoś chłopca z pierwszej klasy, nie było nikogo. 
Rozwścieczona wbiegłam po schodach, do sypialni chłopców. Po kilku minutach znalazłam sypialnię Huncwotów i podbiegłam do łóżka Łapy.
-BLACK ! - krzyknęłam.
Gwałtownie obudzony, upadł na ziemię. Zaczął głośno klnąć. Reszta Huncwotów chyba też się obudziła.
-Lily ? - mruknął zaspany James.
-Czego chcesz rudzielcu ?- warknął wkurzony Syriusz.
-CO ZROBIŁEŚ LIZZY? - wrzasnęłam.
Nagle wyraz jego twarzy zrobił się łagodny i przestał ocierać oczy. James, Remus i Peter wydawali się być zdziwieni. Nie powiedział im.
-Black.wytłumacz.mi.to.- wycedziłam.
Syriusz wstał i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Nie teraz, Lily.
-NIE TERAZ? Boisz się wyjawić prawdę przy przyjaciołach? Taki z ciebie chojrak? - krzyczałam.
-Dobrze ! Już dobrze ! Tylko nie KRZYCZ ! 
James wstał i podszedł do mnie. Remus stanął przy Syriuszu, ale nie odezwał się ani słowem.
-Elizabeth przyłapała mnie z Cassandrą.
Usłyszałam jak głośno przełykam ślinę.
-Przyłapała cię... na czym ?- zapytał ostrożnie James.
Syriusz spojrzał na mnie jakoś tak... inaczej. Może to był żal?
-Całowałem się z nią w pustej klasie, w tej nieużywanej.
Zapanowała cisza. Nie mogłam wykrztusić z siebie żadnego słowa. 
-Jak...- zaczęłam.- Jak mogłeś? 
Black oparł się o łóżko, ale nic nie odpowiedział. Patrzył na mnie teraz wyzywającym wzrokiem.
-Ona... ona się z tego nie pozbiera. To już drugi raz ktoś kogo kochała, ją zranił. JAK MOGŁEŚ? 
Rzuciłam się na niego z pięściami, ale James szybko złapał mnie i przyciągnął do siebie.
-Lily, proszę cię, uspokój się.
-Uspokój się? -pisnęłam. -Nie żartuj, James. On ją zranił ! Wbił jej nóż w serce. Jak mogę być spokojna?
Próbowałam mu się wyrwać, ale trzymał mnie mocno za nadgarstki. 
-Puść mnie.
-Nie.
-Puść mnie.
-Puść ją- powiedział cicho Black.
James wydawał się być zdziwiony, ale zrobił to. Ale nie uderzyłam Blacka, nie zrobiłam mu nic. Powiedziałam tylko :
-Ona cię naprawdę kochała, Black. A ty ją zniszczyłeś.
Wybiegłam z ich sypialni. Wbiegłam do naszej i odchyliłam kotarę. Nie mówiąc nic, przytuliłam Lizzy. Nie baczyłam na jej początkowe protesty. Potem dała sobie spokój i płakała w moje ramię. 
Nie wiem ile czasu tak siedziałyśmy. Zaraz potem doszła do nas April i Olivia. Wszystkie przytuliłyśmy się do siebie i pocieszałyśmy Elizabeth.

***

-Przegiąłeś stary - warknął James.
Syriusz stał w tym samym miejscu z kamienną twarzą.  
-Co ci strzeliło do głowy ? Z Cassandrą ? - powiedział poruszony Remus.
-Nie wierzę, że zrobiłeś to Lizzy.
Tylko Peter stał w kącie, w swojej niebieskie piżamie w bałwanki i nie mówił nic. Żal mu było Lizzy, ale wiedział też, że lepiej nie zaczepiać Syriusza.
-NIE CHCIAŁEM JEJ CAŁOWAĆ! -krzyknął Syriusz.
Wszyscy pokręcili tylko głowami.
-To Cassandra, wszyscy dobrze ją znacie. Zaciągnęła mnie do klasy i zaczęła całować. Chciałem się jej wyrwać, wcześniej nawet powiedziałem, żeby dała mi spokój, ale ona... A wtedy Lizzy... NIE MUSZĘ SIĘ WAM TŁUMACZYĆ ! - krzyknął i wyszedł.
-Syriusz! Zaczekaj, gdzie idziesz? - zawołał Remus.
James jednak złapał Lupina za ramię i mruknął:
-Niech idzie. Nie zatrzymuj go.

***

-Even, bardzo dobrze, że jesteś.
Dyrektor stał w oknie, poranne słońce rzucało swoje promienie przez duże okna do gabinetu. Even ubrany był w ciemne szaty, na dłoniach miał kilka nowych ran, a na twarzy dużą bliznę.
-Kiedy to się pojawiło ? -zapytał zaskoczony Dumbledore, patrząc na twarz Evena.
-Dawno mnie nie widziałeś, Dumbledore - odrzekł, po czym westchnął. - Kilka dni temu, walczyliśmy z Śmierciożercami w Londynie. Wysłał swoich najlepszych... Kolegów z klasy. Nas było mało, ale po półgodzinnej walce udało nam się ich przepędzić.
Dumbledore usiadł za biurkiem i wpatrywał się tajemniczo w Evena.
-Co z mugolskimi rodzinami naszych uczniów?
Even odchrząknął i powiedział cicho:
-Oprócz rodziny Grey, nikomu nic się nie stało.
-A Evansowie?
-Są bezpieczni.
Dyrektor rozluźnił się trochę. 
-Chcę żebyś odwiedził pewnych czarodziei.Rodziców Elizabeth...
Dumbledore urwał, zobaczywszy, że na parapecie stoi kruk i wpatruje się w niego. Even również go zauważył. Przerażony cofnął się o kilka kroków.
-Dumbledore ! Co to ma znaczyć ?
Dyrektor westchnął tylko cicho i przepędził kruka.
-Wytłumacz mi TO ! - syknął Even.
Dumbledore przysiadł na biurku i powiedział:
-Niestety są sprawy, o których nie mogę mówić nawet szeptem.

***

Po wielu namowach, w końcu udało się wyrwać Lizzy z łóżka i nakłonić do pójścia na lekcje. Spóźniłyśmy się przez nią na Transmutację. Kiedy weszłyśmy do klasy, McGonagall właśnie dyktowała coś zapisania.
-Lekcja rozpoczęła się dziesięć minut temu ! - wycedziła McGonagall.
Wszyscy porzucili pióra i odwrócili się, żeby na nas spojrzeć. Lizzy spuściła wzrok, ale nie dlatego, że McGonagall szła w naszą stronę, ale dlatego, że zobaczyła Syriusza. Współczułam jej, ale w tym momencie, nie miałam jak jej pocieszyć.
Rozwścieczona McGonagall stanęła obok nas i powiedziała:
-Jakieś wyjaśnienia, zanim wlepię wam karę?
Pokręciłyśmy przecząco głowami. 
-Tak więc przez cały tydzień będziecie sprzątać łazienki ! Żadnego "ale" !
Czerwone jak piwonie, usiadłyśmy na swoich miejscach. Obserwowałam Lizzy : najpierw z pochyloną głową siedziała przez kilka minut i udawała, że pisze to co dyktuje nauczycielka, ale potem wyprostowała się i sprawiała wrażenie bardziej pewnej siebie.
Nadal nie patrzyła w stronę Blacka, ale w jej zachowaniu widać było pozę " nie przejmuję się".  NIe odzywałam się do Jamesa od tamtego poranka, kiedy nawrzeszczałam na Blacka. Zdenerwował mnie tym, że nie pozwolił mi zrobić coś Syriuszowi i tym jego... zachowaniem. Powinien powiedzieć coś dla Łapy, a wyglądało to tak, jakby mu jeszcze pomagał. 
W niedzielę James próbował porozmawiać ze mną, ale nie słuchałam go. Cały czas biegał za mną, aż w końcu nawrzeszczałam, żeby dał mi spokój. Od razu dostałam wyrzutów sumienia:  w końcu on nie był niczemu winny. To, że byłam zła na Blacka, nie oznaczało, że muszę się wyżywać na Jamesie. 
Na Transmutacji próbowaliśmy zmusić nasze szczury do zniknięcia. Nie mogłam się skupić, więc mój szczur bardzo długo chodził po stole, nie wiedząc co ze sobą zrobić.
Lizzy również się nie udawało. Zauważyłam, że Olivia i April dawno pożegnały się ze swoimi gryzoniami. 
-Zrób coś, McGonagall się gapi - szepnęła Olivia.
Spojrzałam na nauczycielkę- naprawdę patrzyła na mnie srogim wzrokiem. Zrozumiałam, że muszę się wziąć do roboty.
Kolejne lekcje minęły bezproblemowo. Na Eliksirach James wcisnął się między mnie a April i powiedział:
-Zrobiłem Syriuszowi wykład.
-Super - powiedziałam beznamiętnym tonem.
James westchnął.
-Wiem, że zrobił źle, ale...
Slughorn podszedł do nas, żeby przypomnieć nam, że powinniśmy zacząć robić eliksir.
-Nie rozmawiajmy o tym, James. 
Potter wydawał się być zdziwiony, ale pokiwał lekko głową.
-Jutro mecz ! Gryfoni kontra Puchoni ! Będzie niezła walka, jeśli nie wygramy tego meczu, możemy pożegnać się z pucharem. Przyjdziesz?
Zawahałam się.
-Nie wiem.
-Droczysz się ze mną, czy mówisz poważnie ? - dotknął powoli mojego policzka, a ja zrobiłam się czerwona jak pomidor.
-Nie wiem, czy znajdę czas.
-Dla mnie nie znajdziesz czasu ? - Potter udawał obrażonego.
Pocałowałam go szybko w policzek i szepnęłam:
-Może przyjdę.
***

Elizabeth szła sama korytarzem. Było już późno, a ona wciąż krążyła po zamku. Zdecydowała w końcu, by wrócić do Wieży Gryffindoru, kiedy drogę zastąpił jej Thomas.
- Co tu robisz o tak późnej porze? 
Począł się do niej zbliżać, a ona udawała niewzruszoną, chociaż poczuła przeszywający ją strach. 
-To nie są tereny Gryfonów, Lizzy. 
-A czyje ? Ślizgonów ? Nie bądź śmieszny - zakpiła.
Ślizgon uśmiechnął się krzywo i powiedział:
-Tak, to są nasze korytarze. 
Lizzy poczuła, że ręce jej drżą.
-Czego chcesz? Dałam ci list, daj mi spokój...
-Spokój ? On nie daje nikomu spokoju i ty powinnaś to wiedzieć. Jesteś taka głupia ! - jego ton zrobił się groźny. 
Złapał ją za nadgarstek, a ona pisnęła z bólu.
-Myślisz, że tak po prostu dam ci odejść ? Że on da ci odejść?
W jego ciemnych oczach zabłysła iskierka wściekłości. Już myślała, że ją uderzy, kiedy ktoś krzyknął:
-Zostaw ją.
Ślizgon odwrócił się i zobaczył, że ktoś idzie w jego stronę.Elizabeth wychyliła się - to był Black. Szedł pośpiesznie, a na jego twarzy malował się gniew.
-Proszę, proszę, proszę. Coś dużo tych Gryfonów się pałęta o tej porze przy Lochach. Ciekawe co cię tu sprowadza, Black.
-Nie twój interes. Puść ją, albo z twojej buźki zniknie ten kpiarski uśmieszek.
Przez chwilę, uścisk Thomasa stał się mocniejszy, ale potem puścił Lizzy i teatralnym gestem wskazał na nią:
-Proszę bardzo ! Cała i zdrowa, jak sobie pan życzył.
Powiedziawszy to, minął Syriusza i odszedł.  Elizabeth czuła jak się trzęsie, ale nie mogła nad tym zapanować. 
-Wszystko w porządku?
-Nie, Black. Nic nie jest w porządku ! - warknęła Lizzy.
Chciała go wyminąć i uciec, ale ją zatrzymał.
-Przepraszam. El, przepraszam. Nie wiesz jak bardzo mi przykro.
Jego ton stał się łagodniejszy - to nie ten sam Black, który rozmawiał przed chwilą z Thomasem, zdecydowanym i groźnym głosem. 
-Nie potrafię ci wybaczyć, Syriusz. Tego po prostu ci nie wybaczę.
Wyrwała się mu i odeszła. Kiedy minęła pierwszy zakręt, zaczęła biec. Była zła na siebie, że znowu płakała. Przez niego...

2 komentarze:

  1. Jest świetne kocham Cię i wybaczam nieobecność :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Akcja twojego opowiedania rozgrywa sie w latach 1975-1977 , nie pamietam na ktorym roku sa bohaterowie. Piszesz , ze aurorzy walczyli ze smierciozercami pod London Eye , ktore zostalo wybudowane w 2002 roku. Dobrze byloby gdybys to poprawila. Pozatym blog jest swietny :)

    OdpowiedzUsuń