poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 20 " Kruki powstają"

"Po­winieneś już wie­dzieć, że kru­ki nie zdradzają ta­jem­nic. Nie poz­nasz Praw­dy, jeśli sam siłą nie wtar­gniesz do ich strażnic.  "

Hachi

Otworzyłam oczy i powoli wszystko zaczęło do mnie docierać. Leżałam na tylnym siedzeniu, przytulona do Pottera, w jego samochodzie, w którym utknęliśmy bo ten idiota nie potrafił go naprawić.
A no tak, zapomniałam o najważniejszym - czuję się w nim szalenie zakochana. Jestem zszokowana, że sama się do tego przyznaję.
Gdy na niego spojrzałam miał zamknięte oczy, a wyraz twarzy łagodny i niewinny. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Powoli odsunęłam się od niego, starając się go nie obudzić i wyjrzałam przez okno. Nie wiedziałam, która była godzina, mogłam być tylko pewna, że jest wczesny ranek.
Nagle bardzo zapragnęłam wrócić do domu, powiedzieć tacie, że nic mi nie jest. Co on sobie teraz myślał ? Kiedy ja siedzę sobie w tym samochodzie i ślinię się na koszulkę Jamesa, on pewnie odchodzi od zmysłów.
Pomyślawszy o tym zerwałam się z siedzenia i otworzyłam drzwi. Potter wstał jak oparzony i spojrzał na mnie jak na wariatkę.
-Co ty wyprawiasz, Lily?
-Musimy iść. Mój tato pewnie bardzo się martwi...
James kiwnął tylko głową i wyszedł na zewnątrz. Wyglądał w pewnym sensie strasznie - głównie ze względu na bałagan na głowie, pomiętą koszulę i pogniecione spodnie, ale dla mnie to było po prostu urocze.
-Powinieneś się uczesać - zaśmiałam się.
Podeszłam do niego i zapięłam mu ostatnie guziki z koszuli.
-No i w ogóle ogarnąć się.
-Ty też powinnaś się uczesać - zaśmiał się.
Przyciągnął mnie i pocałował, a dłońmi raz jeszcze zrobił mi bałagan z włosów. Mimo że wiedziałam, że powinniśmy byli wracać, za żadne skarby nie mogłam się od niego oderwać. Powoli poczułam jak pod jego naciskiem opieram się o samochód.
-James... powinniśmy... już... iść- szeptałam między pocałunkami.
Jego ręce oplotły mnie w tali i nagle poczułam jak lekko unosi mnie i sadza na masce. Siedząc tak zauważyłam, że w końcu jesteśmy sobie równi wzrostem. Nie mógł jak zwykle patrzeć na mnie  z góry.
-Kocham cię Lily. To śmieszne, ale akurat w tej chwili, w jakiejś wiosce, przy zepsutym samochodzie, mam ochotę ci wyznać miłość. Niezbyt romantyczne, co nie ?
Zaśmiałam się cicho i dotknęłam jego policzka. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła. Zaskoczona rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam nadjeżdżający samochód. Za kierownicą siedział tato.
-Uups. Mam kłopoty - powiedziałam cicho i zeszłam z samochodu.
-Miałaś na myśli "mamy". W końcu to ja cię porwałem - zaśmiał się James.
Rozwścieczony tato stanął w pobliżu nas i wyszedł z samochodu. Po wyrazie jego twarzy, poznałam, że jest wściekły. No super!
***
Lizzy stała przed swoim domem i od dłuższego czasu przyglądała się bawiącym się mugolskim dzieciom. Czasami zastanawiała się jakby to było, gdyby również była mugolką? Czy jej życie byłoby prostsze? Czy miałaby tyle problemów? 
Prawdopodobnie teraz chodziłaby do pobliskiej szkoły z innymi dzieciakami z sąsiedztwa. Miałaby przyjaciół, z którymi robiłaby te wszystkie  głupie imprezy. Najgorszą rzeczą, jaką mogłaby mamę zmartwić byłaby jedynka ze sprawdzianu z historii lub zerwanie z chłopakiem.
Co prawda teraz mogłaby to zrobić, ale wszystko związane było z magią. 
Kochała magię, nawet bardzo, ale czasami nachodziły ją myśli, że wolałaby być szczęśliwą, normalną mugolką niż czarodziejką z milionem problemów. 
Stała tak przez kilkadziesiąt minut. Nagle usłyszała, jak matka coś do niej krzyczy. Niechętnie odwróciła się i podążyła do domu. Palce kurczowo zaciskała na różdżce w tylnej kieszeni spodni.
Gdy weszła do mieszkania, poczuła woń dymu z okropnych kadzidełek mamy, która uwielbiała je zapalać, kiedy miała wróżyć jakiemuś mugolowi z kart lub kuli.
Elizabeth miała ogromną ochotę pootwierać wszystkie okna i przewietrzyć mieszkanie, ale wiedziała, że matka jej nie pozwoli. Szkoda, że nie było tutaj taty - on na pewno by jej pomógł.
-Lizzy będziemy miały dzisiaj gościa.
-G-gościa ? - szepnęła przerażona dziewczyna.
Matka plotła sobie warkocz z długich, ciemnych włosów. Patrzyła na swoją kulę i uśmiechała się tajemniczo.
-Mogę wiedzieć kto to będzie? 
Marrie spojrzała na nią z dziwną iskrą w oku. Lizzy przeraziła się, bo nagle zrozumiała, kto ma przyjść.
-Mamo, nie...
Marrie wstała od stołu i niechcący potrąciła filiżankę, która upadła na podłogę, ale nie pobiła się i potoczyła pod nogi Lizzy. Kiedy matka odeszła, Lizzy nachyliła się i podniosła białą filiżankę. Zobaczywszy co jest na dnie, krzyknęła wystraszona i upuściła filiżankę, która tym razem pobiła się na drobny mak.
A z fusów ułożył się czarny, duży kruk.

***
Wracaliśmy do domu w zupełnej ciszy. Tato nie odzywał się do mnie już od kilku godzin, więc cieszyłam się, że w końcu będę mogła uciec do swojego pokoju lub pogadać z mamą.
Pożegnałam się z Jamesem dosyć przyzwoicie, bo tato patrzył na każdy nasz ruch. Nie mogłam jednak przestać się do niego uśmiechać. 
Niestety mój dobry humor zniknął po tym jak tato postanowił najpierw na mnie nakrzyczeć, a potem mnie ignorować. Modliłam się, żeby jak najszybciej dotrzeć do domu.
Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, wzięłam swoje rzeczy i szybko pobiegłam do domu. Zastałam mamę na pisaniu listu. Kiedy mnie zobaczyła, rzuciła pióro i uściskała mnie.
-Tak się o was martwiłam !
Nie mogłam już tego słuchać. Wiedziałam, że zaraz tato będzie tłumaczył jej nasze nocne przygody, więc wolałam uciec.
-Muszę iść się wykąpać - powiedziałam i szybko wbiegłam na górę po schodach.
Kiedy w końcu znalazłam się w moim pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam od nowa analizować wszystko co zdarzyło się tej nocy.
-To szaleństwo - mruknęłam.
Pomyślałam, że faktycznie przydałoby się wziąć prysznic, więc poszłam do łazienki. Poczułam ogromną ulgę, kiedy zimna woda spływała po moim ciele. Na chwilę mogłam się odprężyć i zapomnieć o wszystkim.
Kiedy wróciłam do pokoju, odświeżona i przebrana w inne ciuchy, zauważyłam, że w przyleciała Rivia. Trzymała w dziobie niedużą, kremową kopertę.
Zdziwiona podeszłam do sówki, pogłaskałam ją po główce i wzięłam do ręki list.  Otworzywszy go, oniemiałam ze strachu.

Pomóż mi !
L.

Przeczytałam list cztery razy, zanim dotarł do mnie sens tych słów. Moja Lizzy potrzebuje pomocy !  Wzięłam różdżkę i pobiegłam do kominka. Miałam zapas proszku Fiuu, który dostałam kiedyś od mamy Olivii. Poczułam, że ręce mi drżą, ze strachem zaciskałam palce na różdżce. W sercu poczułam jakiś dziwny ucisk, a po głowie krążyły mi pytania : czy jest jeszcze cała?
Wzięłam do garści proszek Fiuu i krzyknęłam:
-Silver Manor !
Stanęłam w wielkim zielonym płomieniu, po czym wylądowałam na zimnej podłodze. Znałam to miejsce, już kiedyś się tu przenosiłam. To był tak zwany "Pokój z Kominkiem", gdzie rodzina Lizzy przyjmowała wszystkich magicznych gości. Pokój znajdował się w piwnicy, gdyż na co dzień, z racji tego, że jej tato był mugolem, jej rodzina miała styczność z normalnymi ludźmi. Wstałam pośpiesznie i w mroku wymacałam klamkę do drzwi. Otworzywszy je, powoli zaczęłam wspinać się po schodach na górę. Różdżkę w ręku miałam uniesioną w gotowości.
Z każdym schodkiem, serce zaczynało mi bić coraz szybciej. Gdy w końcu znalazłam się w korytarzu, rozejrzałam się dookoła nie bardzo wiedząc gdzie mam iść.
W domu panowała grobowa cisza. Nie miałam pojęcia, jak znaleźć Lizzy nie robiąc przy tym wielkiego hałasu. Tak dawno tu nie byłam... W końcu odnalazłam drzwi do pokoju Lizzy i powoli je otworzyłam. W pokoju jak zwykle panował pedantyczny porządek. Ale jej w nim nie było. Rozczarowana i jeszcze bardziej przerażona, podążyłam w głąb mieszkania.
Rozejrzałam się po salonie, po sypialni jej rodziców, aż w końcu doszłam do miejsca, w którym Marrie wróżyła dla mugoli. Był to obszerny pokój, wypełniony różnymi kolorowymi tkaninami, obrazami i przedmiotami, które widziałam po raz pierwszy w życiu. W pokoju panował półmrok, a przez okropne kadzidełka ciężko mi było oddychać.
Rozejrzałam się powoli, aż w końcu moim oczom ukazał się wielki napis na ścianie.

corvos oriatur

Przerażona cofnęłam się kilka kroków - nie wiedziałam co to znaczy, ale napis wzbudzał we mnie nieprzyjemne uczucia. Już miałam wyjść, kiedy potknęłam się o coś i upadłam na ziemię. Głową uderzyłam o podłogę i krzyknęłam z bólu. Przed oczami zrobiło mi się ciemno, ale z całej siły starałam się nie odlecieć. Zaczęłam powoli oddychać, aż w końcu otworzyłam oczy i powoli wstałam. Spojrzałam na podłogę, zastanawiając się, o co mogłam się potknąć i aż krzyknęłam ze strachu.
Na podłodze, za dużym czerwonym fotelem, leżała Marrie i z błędnym wzrokiem patrzyła w sufit.
-Nie... - szepnęłam.
Poczułam, że kolana się pode mną załamują. Padłam obok Marrie i szepnęłam :
-P-proszę p-p-pani. 
Chciałam dotknąć jej ręki, sprawdzić puls, cokolwiek. Zamrożona strachem, wpatrywałam się w  kobietę. Musiałam sprowadzić pomoc, natychmiast ! 
Nagle ktoś złapał mnie za włosy i pociągnął do góry. Wrzasnęłam z bólu, próbując się oswobodzić. Mężczyzna pociągnął mnie za sobą, a ja próbowałam się opierać. Nie widziałam jak wyglądał, ubrany był na czarno, a na twarzy miał jakąś dziwną maskę.
Mocno zacisnęłam palce na różdżce i już chciałam rzucić na niego Drętwokiedy on nagle mnie puścił. Z impetem padłam na podłogę. Mężczyzna szybko zabrał mi różdżkę, a kiedy zaczęłam się z nim szarpać, mocno kopnął mnie w brzuch. Poczułam okropny ból i zgięłam się w pół. Łapczywie zaczerpnęłam powietrza. Zauważyłam, że po twarzy spływa mi krew. Po chwili posmakowałam jej i poczęłam drżeć.
-Giń sárvérűt ! 
Ostatnia rzecz, jaką zobaczyłam była różdżka wycelowana w moje serce i stalowe oczy spod maski.
Potem nastała ciemność, a do moich uszu dotarły tylko jakieś krzyki.
Czy to ktoś inny czy moja dusza krzyczy?
   

3 komentarze:

  1. to nieludzkie kończyć w takiej chwili T.T notka bardzo mi się podoba ! :D Czekam na next

    Całuski ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  2. Uh... kolejny raz skończyłaś w momencie, kiedy było coraz więcej napięcia i emocji! Ale przecież o to nam chodzi, a rozdział jest doskonały pod każdym względem. Miło było poczytać o tym, jak Lily i James się nie kłócą i są w pewnym sensie "parą". Sytuacja z Lizzy bardzo mnie zaskoczyła, może nawet przeraziła. Nadal nie wiem o co z tymi Kruczymi Braćmi, nie umiem tego rozgryźć. Boże, a co będzie z Lily? Błagam, pisz, pisz!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę Ci powiedzieć,że póki co to Ty najbardziej zachęcasz mnie do czytania o Lily i Jamesie oraz do własnego tworzenia.Twoje scenki z nimi w roli głównej są genialne i wprost nie mogę się od nich oderwać!
    Mam nadzieję,że nowy rozdział pojawi się szybciutko i oczywiście powiadomisz mnie o nim! ;)
    Weny,Lilka.

    OdpowiedzUsuń