Dziwny stan - zupełnego otępienia.
Czyżbym uderzyła się w głowę ?
Nie wiedziałam co się dzieje, jacyś ludzie nieśli mnie gdzieś... Było zimno, spadła mi czapka, a mróz szczypał mnie w nos.
Ale nie to było najstraszniejsze... Ból w prawej ręce, nie dawał mi spokoju. Gdybym dała radę, jęczałabym lub krzyczała z bólu.
Byłam jednak w stanie zupełnego otępienia.
Położyli mnie gdzieś, chyba na podłodze... Nadal było mi bardzo zimno, coraz bardziej docierało co się dzieje.
-Pani Pomfrey... Niech pani coś zrobi- ktoś jęknął.
Pomfrey?
-Już, Potter, nie denerwuj się.
Otworzyłam oczy. W ciemnościach widziałam tylko twarz Pottera i pani Pomfrey, pochylającymi się nade mną.
-Lily- zwołali wszyscy.
A ja jęknęłam głośno, gdyż poczułam nową falę bólu w ręce.
-Już się tym zajmuję, kochana... -szepnęła pani Pomfrey i z zaciętą miną spojrzała na ramię.
Zacisnęłam usta, by nie krzyczeć z bólu. Ktoś złapał mnie za rękę, a ja z całej siły wbiłam paznokcie w dłoń tej osoby. W oddali usłyszałam głos Blacka.
Pomfrey wyjęła z torby małą fiolkę z niebieskim płynem
-Musicie ją podnieść - powiedziała.
Chciałam sama się podnieść, ale nie udało mi się. Potter pomógł mi, a Pomfrey podała mi eliksir.
Poczułam falę chłodu przelewającą się przez moje ciało. Starałam się nie patrzeć na rękę, chociaż wiedziałam, że rana jest ogromna. Czy ja w ogóle miałam rękę?
Nie czułam jej, nie czułam nic. Eliksir zaczął działać. Skupiłam się na twarzach Pottera i Syriusza, którzy siedzieli obok mnie. Peter stał przy oknie i obgryzał paznokcie.
Potem Pomfrey zajęła się opatrunkiem. Zaczęła zdejmować ze mnie ubrania, żeby dostać się do rany.
Usilnie nie patrzyłam na rękę, musieli mi pomóc w zdejmowaniu bluzy. W końcu zostałam w samej koszulce, a Pomfrey zaczęła opatrywać moją ranę i smarować jakimiś maściami.
-Czemu jest taka blada? -zapytał zmartwiony Potter.
-Straciła dużo krwi.
Miałam tyle pytań : gdzie jestem, co oni tu robią, co właściwie się zdarzyło i dlaczego nie jestem jeszcze w Hogwarcie...
-Co się stało ?- zapytałam cicho.
Pomfrey nie odpowiedziała nic, zajęta raną, Potter i Syriusz popatrzyli na siebie, w końcu Black kiwnął głową.
Potter przetarł okulary i zaczął niepewnie:
-Zaatakował cię wilkołak.
-To wiem. Co dalej ? - mruknęłam słabym głosem.
-Zobaczyliśmy cię i... no i... Właściwie Syriusz cię uratował - powiedział Potter patrząc na Blacka.
Black uśmiechnął się blado, ale gdy spojrzał na mnie mina mu zrzedła.
Peter pisnął cicho i powiedział coś w stylu " to prawda".
-Jak? Jak udało wam się mnie uratować? - zapytałam, ale w tym momencie krzyknęłam, gdyż rana zaczęła boleć ze zdwojoną siłą.
-Wiem, że boli, kochanie. Zaraz przestanie...
Pani Pomfrey wyglądała na zdeterminowaną. Starałam się znów skupić na tym co zdarzyło się po ataku.
-No więc ? Jak mnie uratowaliście ?
-To jest długa historia i wydaje mi się, że bez zgody Remusa nie możemy ci nic powiedzieć - powiedział Potter i spojrzał na Blacka.
-Nie możemy - powtórzył Peter i znów zaczął obgryzać paznokcie.
-Remusa? A co Remus ma do tego ? - zapytałam zdziwiona. - Czemu musicie pytać go o zdanie ?
-Nie możemy ci nic powiedzieć... - odpowiedział Black podchodząc i przyglądając się mojej ranie.
-Dobrze ! - krzyknęłam. - Nie mówcie mi nic !
Ból ustępował, pani Pomfrey za pomocą różdżki i jakiejś zielonej maści załatała mi rękę. Nadal jednak nie mogłam na nią patrzeć- bałam się...
Zdenerwowana na Huncwotów, chciałam jak najszybciej stąd uciec. A właściwie...
-Gdzie jestem ?
-To Wrzeszcząca Chata - mruknął Potter, a ja rzuciłam mu wściekłe spojrzenie.
-Dlaczego nie wzięliście mnie do Hogwartu, a przywlekliście mnie aż tu ?
Pani Pomfrey pomogła mi założyć z powrotem ubrania i to ona jako pierwsza mi odpowiedziała:
-W Hogsmeade doszło do ataku. Ktoś zniszczył kilka sklepów oraz dom jakiegoś czarodzieja. Na niebie pojawił się... jakiś znak. Nie wiem dokładnie jak go opisać... To jakby czaszka... Tak, czy inaczej, do Hogwartu przyleciało sporo osób z Ministerstwa. Natychmiast otoczyli zamek, a sam minister poszedł do Dumbledore'a omówić szczegóły ataku i zająć się bezpieczeństwem zamku. Doprawdy nie wiem, czemu on się w to miesza... - zrobiła krótką pauzę, wyrażając tym swoje niezadowolenie.- Po ataku, chłopcy zawołali od razu mnie. Chciałam cię zabrać do Hogwartu, ale nalegali bym tego nie robiła.
-Dlaczego?
Cisza. Nikt nie chciał mi odpowiedzieć. Nie chciał, albo nie mógł.
-Czy ja się w końcu dowiem, CO SIĘ TU DZIEJE ? - zawołałam.
-Nikt nie może się dowiedzieć, że coś ci się stało, Evans - Potter podszedł pod okno, a raczej to co z niego zostało i wyjrzał na dwór.
-Czemu ?
Znów ta cisza.
-Po prostu nie może. Gdybyśmy zanieśli cię po ataku od razu do Hogwartu, zaczęli by pytać kto ci to zrobił, co się stało i tak dalej, a do tego nie możemy dopuścić. Po prostu musimy udawać, że nic się nie stało.
-Zapomnij o tym- mruknął Syriusz, po czym wymownie spojrzał na Pottera.
Potter przyglądał mi się chwilę, po czym usiadł na podłodze.
-Lepiej byłoby, żebyś zapomniała, ale...
-Zapomniała ? Tego nie da się zapomnieć ! - wstałam, nie zważając na protesty Pomfrey. - Właśnie zaatakował mnie wilkołak, nie wiem jakim cudem właśnie wy znaleźliście się tam i uratowaliście mnie, a na dodatek tkwię teraz tutaj, w zimnej, strasznej chacie i nikt... nie chce mi powiedzieć CO SIĘ DZIEJE !?
Czułam jak do oczy napływają mi łzy. Powstrzymałam się jednak i powiedziałam.
-Czy możemy wrócić do Hogwartu ? - zapytałam drżącym głosem.
Pani Pomfrey wstała i spojrzała na niebo za oknem.
-Myślę, że tak... Znak zniknął, a więc ludzie z ministerstwa pewnie też.
-Świetnie! - tu zwróciłam się do trzech Huncwotów - Dziękuję, że mi pomogliście, a teraz pozwólcie, że wrócę do zamku, gdyż jestem zmęczona i mam was SERDECZNIE DOŚĆ ! A ciebie Potter - tu kiwnęłam na niego palcem - ... SZCZEGÓLNIE !
Wychodząc usłyszałam głos Blacka:
-Kobiety są... niezrozumiałe. Ratuj je z opresji, a potem same cię zabiją.
************************************************************************************
Przepraszam za zamieszanie z tytułem tego rozdziału ! Zapomniałam, że to miała być 2 część :)
Świetny!
OdpowiedzUsuńA Lily mnie już wkurza! Wciąż drze się na Jamesa!
Wyłącz weryfikację,no!
Lilka.