sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 6 "Nie uciekniesz przed tym, Evans"

Od czasu przyjęcia u Ślimaka minął tydzień. Potter zgodnie z moimi słowami, nie odzywał się do mnie, ani nie zaczepiał mnie, co bardzo mi odpowiadało.
Czułam się jednak samotna, Nick również zerwał ze mną kontakt, nie wiedziałam jednak dlaczego. Czyżby to przez to, że tak bez słowa uciekłam tamtego wieczoru ?
Siedząc rano w Wielkiej Sali, rozmyślałam nad tym.
Stwierdziłam, że sam nie zachował się zbyt dobrze, nie poszedł za mną po Lucy tak jak Potter, nie zaoferował pomocy, nie zrobił nic...
Nie powinnam mieć więc wyrzutów sumienia ! Spojrzałam na niego, siedział z innymi Krukonami przy stole, rozmawiał i żartował. Najwidoczniej nie byłam dla niego tak ważna...
Poza tym, odwiedziłam Lucy , czuła się lepiej. Pani Pomfrey stwierdziła, że Lucy nawdychała się za dużo zielonego dymu, przez co zemdlała.
Podała jej kilka eliksirów i następnego dnia Lucy wyszła ze Skrzydła Szpitalnego.
Wczoraj wieczorem Lizzy wróciła z płaczem do dormitorium i rzuciła się na łóżko. Byłyśmy same, więc usiadłam obok i zmartwiona zapytałam:
-Co się stało Lizzy?
Ona jednak nie odpowiadała. Po kilkudziesięciu minutach uspokoiła się i powiedziała:
-Pokłóciłam się z Oscarem! - jęknęła.
-O co ? - zapytałam i pogłaskałam ją po głowie.
-To... długa historia...
Na początku nie chciała mi powiedzieć, o co poszło, potem wyjaśniła krótko, że o Verniss, z którą Lizzy przyłapała go jak spacerowali.
-Gdyby mnie nie zobaczyli, pewnie pocałowaliby się !
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, w końcu Lizzy nie przyłapała ich jak się całują, tylko jak spacerują...Ale Lizzy  była święcie przekonana,  Oscar że ją zdradził.
Minęły kolejne tygodnie, a Hogwart wydawał mi się coraz bardziej ponury. Mimo, że dopiero połowa października, tyle się wydarzyło !
Jedyny plus, że Olivia jak zwykle była szczęśliwa i pełna energii. Mnie dopadł i związał jesienny smutek.
Co do lekcji, radziłam sobie raczej dobrze, na lekcjach McGonagall zajęliśmy bardziej zaawansowaną transmutacją, a na Obronie Przed Czarną Magią z Michaelem Grew, rozpoczęliśmy zaklęcia niewerbalne.
Profesor Grew był starszym, łysiejącym czarodziejem, bardzo inteligentnym i potrafiącym świetnie prowadzić lekcje.
Była środa, 23 października, kiedy rozpoczęliśmy zaklęcia niewerbalne. Profesor podzielił nas na dwie grupy i postawił naprzeciwko siebie.
Myślałam, że moją partnerką będzie Lizzy, lecz profesor Grew pozmieniał kolejność.
Naprzeciwko mnie stanął Potter. Byłam wściekła.
-Ale poczerwieniałaś, Evans ! Nie wstydź się! - zaśmiał się Potter.
Robił się coraz śmielszy i  od jakiegoś czasu znów zaczął mi dokuczać. Minęło w końcu kilka tygodniu od feralnego przyjęcia, jakby mógł wytrzymać tyle czasu bez dokuczania mi.
-A teraz !  Każdy z was ma skupić się na zaklęciu " Petrificus Totalus " i silnie o nim myśleć ! Pamiętajcie, nie używamy ust ! Staramy się rzucić na partnera zaklęcie w myśli... - rozbrzmiał głos profesora.
Spojrzałam na Pottera i całkowicie rozeźlona podniosłam różdżkę.
-Jesteś moją partnerką, wiesz Evans ?
Niech mu coś się stanie!  Petrificus Totalus ! Petrificus Totalus ! 
Przez jakiś czas mi nie wychodziło, rozejrzałam się i zauważyłam, że właściwie nikomu nic nie wychodzi.
Dla wszystkich było to coś nowego  i bardzo trudnego. Nawet Severusowi nic się nie udawało. Jego partnerem był Dominic Fadyen, jeden z jego kumpli.
Nie mogłam na niego patrzeć, więc zajęłam się znów Potterem. Powtarzałam cały czas w myślach zaklęcie, ale widok roześmianego Pottera robił mi na złość.
-Oj coś ci nie wychodzi, Evans.
-Przymknij się Potter, staram się skupić.
-Aż tak cię rozpraszam? - zaśmiał się i zmierzwił sobie włosy.
Nie, to koniec ! PETRIFICUS TOTALUS ! 
W tym samym momencie Potter spojrzał na mnie ze zdziwieniem i upadł na podłogę.  
-Świetnie ! Pannie Evans się udało ! 20 punktów dla Gryffindoru ! To niesamowite, w tak krótkim czasie dokonać tego... - mówił przez chwilę do mnie, po czym odwrócił się do klasy i zajął się innymi.
Widziałam jak Severus patrzy na mnie nienawistnym wzrokiem, odwróciłam się i uklęknęłam obok Pottera. Leżał jak zamrożony, nachyliłam się i dotknęłam jego policzka.
Wtedy on nagle złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie, tak że nasze nosy stykały się ze sobą.
-Co ty wyprawiasz Potter?
Zapytałam lekko speszona tą nagłą bliskością. On jednak patrzył mi tylko w oczy, a ja w jego czekoladowe tęczówki. Był stanowczo za blisko, za blisko...
Próbowałam się wyrwać, ale on mnie trzymał mocno i powiedział:
-Nie uciekniesz przed tym, Evans...
Nie wiem co się ze mną działo, patrzyliśmy na siebie, a ja nie potrafiłam uwolnić się od niego ani jego wzroku. A może nie chciałam ?
On uśmiechnął się szelmowsko i puścił mnie, po czym wstał.
Wyciągnął do mnie rękę.
A ja co dziwne przyjęłam jego pomoc. 


***********************************************************************************
Jak widać zajęłam się trochę szatą graficzną na blogu, nie wiem jeszcze, czy to jest " właśnie to", ale jak na razie wydaje mi się, że blog wygląda ładnie.
Co do rozdziału, pisałam go natchniona po obejrzeniu "Dumy i Uprzedzenia " z 2004 r. (albo 2005).
Film można zinterpretować w różne sposoby, wycisnąć z niego wszytko, a ja uważam, że właśnie dzięki niemu zrozumiałam, że " nigdy nie uciekniesz przed miłością".
Na potrzeby bloga zmieniłam to trochę, ale i tak uważam, że brzmi to bardzo ładnie.
Myślę, że wieczorem pojawi się nowy rozdział.
Cieszę się, że mam już ponad 300 odwiedzin na blogu,  szkoda jednak, że tak mało komentarzy. Zachęcam do komentowania i polecania znajomym mojego bloga !
Dziękuję także Ofelii - jak na razie, piszę tylko dla ciebie, ale mam nadzieję, że to się jeszcze zmieni !

2 komentarze:

  1. Dzięki jesteś bardzo miła a co do twojego stwierdzenia w zupełności się z nim zgadzam a zresztą przecież miłość jest najlepszą rzeczą która spotykamy w tym szarym świecie( film też oglądałam)
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  2. O!
    Było super,super,SUPER!
    Lilka.

    OdpowiedzUsuń