piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 5 " Przyjęcie u Ślimaka cz.2"


...nie, to nie on !
Weszliśmy dalej, a ja nie zważając na Nicka, ani Slughorna, który człapał w naszą stronę, podeszłam pod wielkie okno i odchyliłam zasłonki.
Nikogo tam nie było. Czyżbym miała zwidy?
-Lily... Coś nie tak? - usłyszałam niski głos Nicka gdzieś za mną.
-Nie, nie. Wydawało mi się... Z resztą nie ważne !
Odwróciłam się od zasłonek i spojrzałam na niego. Ubrany był w ciemne spodnie i ładną granatową koszulę. Patrzył na mnie jakoś tak inaczej... tak, że musiałam odwrócić wzrok.
-Lily Evans! Tak się cieszę, że przyszłaś. O i pan Rovell.  Jak się miewa pana wuj ?
Nick wyprostował się lekko i posłał mi uśmiech.
-Świetnie. Co prawda, przeszedł już na emeryturę, ale wciąż trzyma się dobrze.
-Emeryturę ? Taki młody człowiek! - zwołał Slughorn rozlewając jakiś napój z kieliszka.
Reszta rozmowy minęła całkiem sprawnie, Ślimak zadał kilka pytań o znajomych wujka Nicka i o znajomych znajomych, a ja podeszłam pod okno. Zapadał wieczór, błonie wydawały się wyjątkowo ponure i niezbyt przyjemne. Unosiła się lekka mgła, przez co wydawało mi się, że są jeszcze bardziej mroczne.
Zadrżałam i odeszłam od okna, wtedy ktoś pociągnął mnie za sukienkę.
Obok mnie stała mała ciemnoskóra dziewczynka, o długich czarnych włosach, wyjątkowo słodkim uśmiechu i wyjątkowo ładnym imieniu : Lucy.
-Lily ! -pisnęła uradowana i przytuliła mnie.
Lucy była córką asystenta ministra magii. Cała jej rodzina była ściśle związana z Ministerstwem oraz jego ochroną, dlatego Ślimak zaciągnął ją do Klubu, gdzie była najmłodszą członkinią.
-Co tam słychać Lucy ?
-Och... Dużo się ostatnio działo! Moją mamę wyrzucili z Departamentu Obrony, przez co musi sobie szukać pracy gdzie indziej, bo w Ministerstwie jej nie wezmą.
-Mówiłaś to Ślimakowi ?- zapytałam.
-Nie... A czy to coś zmienia?
Uśmiechnęła się i odeszła.
Nagle usłyszałam ciche tykanie. Zaciekawiona rozglądałam się za źródłem tego dźwięku,  gdy niespodziewanie coś na środku sali wybuchło z ogromnym hukiem. Mignęły mi przed oczyma czarne włosy i już wiedziałam...
W tym samym momencie ilka osób poupadało na ziemię.
Złapałam się za krawędź stoliku. W całym pokoju pojawił się zielony dym i zaczęło okropnie śmierdzieć.
Nikt nic nie widział, wszyscy zaczęli krztusząc się wychodzić pośpiesznie z sali.
Ślimak wyglądał na zupełnie zaskoczonego i nie wiedział co powiedzieć. Wciągaliśmy zachłannie powietrze, a ja robiłam się coraz bardziej czerwona, wiedząc, kto to uczynił. Rozejrzałam się i zobaczyłam kogoś kto ukrywa się w bocznym korytarzu, obserwując nas.
-POTTER ! - krzyknęłam.
Chłopak popatrzył na mnie i zachwiał się, zaskoczony, że go odkryłam.  Staliśmy blisko siebie, mierzyłam w niego oskarżycielsko palcem.
-Jak-mogłeś-coś-takiego- zrobić?  - warknęłam.
-Lily, pytanie : jak NIE mogłem czegoś takiego zrobić?- zaśmiał się cicho.
Wiedziałam, że reszta przypatruje się nam, nawet Nick. Nie zważając na to pisnęłam:
-Ty wszystko musisz zawsze zniszczyć! To miał być piękny wieczór, a ty.. Jak zwykle robisz mi całkowicie na złość !
Potter wydał się być lekko zmieszany, nie wiem co mnie podkusiło, ale nie miałam ochoty dusić w sobie tych uczuć.
-Jeśli uważasz, że to było śmieszne, to się mylisz! A co jakby komuś się stało? Byłam tam ja, Lucy... Zaraz...
Wtem odwróciłam się gwałtownie rozglądając się.
-Czy ktoś widział Lucy ? -zawołałam.
Bez odzewu. Slughorn poruszony rozmawiał z jakimś dryblasem, a ja szukałam jej.
Ale jej nigdzie nie było... A więc...
Otworzyłam drzwi do sali i wbiegłam do zielonej otchłani.
-Evans co ty robisz? - zawołał Potter. - Hej !
Pobiegł za mną. Ja tym czasem szłam po omacku w sali, nie widząc właściwie nic.
-Lucy ! -krzyknęłam, lecz od razu poczęłam się krztusić.
-Lily...- usłyszałam go za sobą.
Nic nie odpowiedziałam.
Nagle zobaczyłam ją, leżała na ziemi. Padłam na podłogę obok niej i poczęłam do niej mówić:
-Lucy, co ci jest ?
Była nieprzytomna.
Potter klęknął obok mnie, a mi w oczach stanęły łzy.
-Potter ! Zrób coś ! - jęknęłam.
On wziął ją na ręce i szybko wybiegł z sali. Gdy byliśmy na korytarzu, James zawołał:
-Profesorze! Co mam zrobić?
Slughorn spojrzał na nas, potem na nią i powiedział:
- Połóż ją na ziemi.
Powiedziawszy to począł szukać czegoś w garniturze. Wyjął niedużą fiolkę i uklęknął obok nas.
Rozchylił jej lekko usta i wlał zawartość. Lucy na początku nie reagowała, a potem wstała raptownie i zaczęła kaszleć.
Tak bardzo się ucieszyłam, przytuliłam ją mocno i szeptałam:
-Lucy...
-Musiała się zatruć tym gazem... Za długo tam była, to dlatego...
Spojrzałam na Pottera. Wydawał się być  całkowicie poruszony, koszulę miał rozpiętą, włosy w nieładzie. Jego wzrok spoczywał na Lucy, a potem nasze oczy się spotkały. Widziałam w tych orzechowych tęczówkach żal i okropny smutek.
Ktoś odciągnął Lucy i zaproponował, że pójdzie z nią do Skrzydła Szpitalnego.Wstałam i otrzepałam się. Potter też wstał.
-Lily, to miał być tylko żart...
-Nie odzywaj się do mnie - odpowiedziałam chłodno i odeszłam.
Zostawiłam ich samych, Nicka też, chociaż żal mi było.
Najbardziej jednak byłam zła i przerażona, że na moich oczach mogło dojść do tragedii.

5 komentarzy:

  1. No zarąbiste! Serio! Fajnie poprowadziłaś akcje podobało mi się. Pisz dalej proszę!
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy następny rozdział???
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że dzisiaj albo jutro :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję że jeszcze
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieję że jeszcze dzisiaj XD
    ~Ofelia

    OdpowiedzUsuń