środa, 9 stycznia 2013

Rozdział 4 " Przyjęcie u Ślimaka - cz.1 "


Błonie skąpane były w świetle księżyca.  Jezioro ciągnęło mnie do siebie, więc po chwili znalazłam się obok, usiadłam na brzegu i skąpałam nogi w zimnej wodzie.
Szumiało mi dziwnie w głowie, stwierdziłam, że to przez zmęczenia. Nagle ogarnęła mnie senność, nie wiem jak i  kiedy, ale odpłynęłam. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Obraz się zmienił, nieśli mnie gdzieś. Nie widziałam ich twarzy, były zamazane. Krzyczeli moje imię.
A ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
Obraz znów się zmienił. Siedziałam na podłodze w jakimś starym, zniszczonym domu. Czułam, że mam mokre stopy, dotknęłam ich i zadrżałam.
Nagle usłyszałam skrzypienie podłogi i odwróciłam się.
Właśnie wtedy obudziłam się.
Było ciemno, a ja oddychałam szybciej wystraszona. Dookoła panowała cisza, dziewczyny spały.
Nie chcąc ich zbudzić, najciszej jak potrafiłam wstałam z łóżka i usiadłam na parapecie. Oparłam rozpalony policzek o chłodną szybę, co dało mi niesamowite ukojenie.
A w głowie słyszałam tylko :
"To tylko koszmar, to tylko koszmar".
Po kilkunastu minutach położyłam się spać. Jeszcze długo męczyłam się sama ze swoimi myślami, lecz byłam już spokojniejsza.

-Lily ! Lily obudź się ! - usłyszałam piski dziewczyn.
-Co się dzieje ? - mruknęłam wstając i ocierając oczy.
-Naprawdę nie chciałam, ale... wiesz, że Rivia mi ufa. Przekazała mi list do ciebie i odleciała, a potem... Wszystko potoczyło się nie tak jak trzeba.
Dziewczyny opuściły głowy z udawanym żalem, ale słyszałam jak cicho chichoczą.
Załapałam za list  i otworzyłam go.
Pójdź ze mną na przyjęcie do Slughorna.
Przepraszam, że tak późno.
N.R
Gdy to przeczytałam najpierw rozdziawiłam buzię, po czym przeczytałam jeszcze raz i jeszcze i jeszcze.
-No i ? - zapytała Olivia.
-Po pierwsze, proszę was bardzo, by nigdy w przyszłości nie zdarzyła się podobna sytuacja, że czytacie moje listy ! A po drugie... Matko, ale się cieszę ! 
Sobotni poranek zostanie mi w pamięci na pewno na bardzo długo. Czułam się taka szczęśliwa, nawet Potter nie popsuł mi tego humoru.
-Hej, Evans ! Co za zmiana, z królowej lodu...
-...na królowe słońca ! - dokończył Black.
Otoczyli nas, z jednej strony Potter, z drugiej Syriusz. Glizdogon człapał za nami, a Remusa nie widziałam nigdzie w okolicy.
Szliśmy korytarzem, na śniadanie. Potter cały czas mi dogryzał.
-Dzisiaj nie popsujesz mi humoru, Potter. O nie ! - zawołałam.
Zdziwiony Potter zmierzwił sobie włosy i włożył ręce w kieszenie.
-Słuchaj, Evans, dla mnie wszystko jest możliwe.
-Gdzie Remus ? -zapytała Olivia.
-Remus ? Jaki Remus ? -zawołał teatralnie Potter. - Ty, Łapa znasz jakiegoś Remusa.
-Chodzi jej o Lunatyka, kretynie! - zaśmiał się Syriusz.
Oboje zaczęli się śmiać, a ja powiedziałam:
-Nie możesz jej po prostu odpowiedzieć jak cię pyta ?
-Lilka nie denerwuj się! - Potter zbliżył się do mnie, ale ja odeszłam jak najdalej.
Co było dziwnie - uśmiechnęłam się. Potem weszłam do Wielkiej Sali i szybko usiadłam za stołem.
- A jej co ? -zapytał James.
-Ma dzisiaj randkę...Ups ! Miałam nie mówić - powiedziawszy to Olivia, usiadła szybko obok Lilki udając, że nic się nie stało.
-Z kim ? -zapytał Lizzy.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Mi nie powiesz? - powiedział Syriusz uśmiechając się zawadiacko.
-Nawet tobie... -zaśmiała się Lizzy i odeszła.
-Stary ona cię olewa ! -zaśmiał się Potter, a Glizdogon przyklasnął.
Łapa odszedł naburmuszony.
Ja natomiast zajęłam się jedzeniem tostów, myśląc tylko o najbliższym wieczorze.

Było już późno, wraz z April szłyśmy pośpiesznie przez ciemne korytarze do sali, w której miało odbyć się przyjęcie. April ubrała się w ciemną spódnice i niebieską koszulę, ja natomiast założyłam czarną sukienkę o koronkowej górze.
Było mi zimno w nogi, ale starałam się o tym nie myśleć. Doszłyśmy do Wielkiej Sali. Nick już tam stał.
-To ja... lecę ! - powiedziała cicho i poszła dalej sama.
On podszedł do mnie i powiedział:
-Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję. Idziemy?
-Jasne.
Szliśmy razem rozmawiając o lekcjach, obgadując Binsa i Slughorna.
-Słyszałam, że jesteś obrońcą.
-Słyszałaś? A nigdy mnie nie widziałaś jak gram?- zaśmiał się.
-Nie bardzo interesuję się Quidditchem... Rozmawiałam z Oscarem Bl...
-Znam go. Bezczelny typ - zaskoczona, nie wiedziałam co powiedzieć.- Jeden z jego tłuczków wymierzony w Norę Larose i  nie miałem szukającej na kilka rozgrywek.
-No wiesz, Nick, to taka gra. Często brutalna...
-Zrobił to specjalnie, wiedział, że jest dobra. - warknął.
Znałam Oscara, był naprawdę miłym, spontanicznym i bardzo zabawnym chłopakiem, poza tym na pewno nie był mściwy.
Nastąpiła między nami niezręczna cisza, zauważyłam że doszliśmy do sali Slughorna.
Nick otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Ukazała mi się o wiele powiększona, stara klasa lekcyjna, wypełniona Klubem Ślimaka i kilkoma nauczycielami.
Przy oknie stał ktoś jeszcze, kto do tej pory nie pojawił się na przyjęciach Klubu.
A był to...

***
Ten rozdział na pewno dedykuję Ofelii - mojej  pierwszej stałej czytelniczki !
Bardzo ci dziękuję za wsparcie !
Druga część, już niedługo !

5 komentarzy:

  1. Oo dziękuję za dedykację to naprawdę bardzo miłe a co do rozdziału- fenomenalny, jak zwykle zresztą czekam z niecierpliwością na następną część
    ~Ofelia
    ps: masz ogromny talent...

    OdpowiedzUsuń
  2. Proszę o jak najszybsze dodanie następnych:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że dodam jakoś na weekend.
    Dziękuję !

    OdpowiedzUsuń
  4. O to ekstra czekam!
    ~Ofelia
    ;)

    OdpowiedzUsuń