Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Powoli docierało do mnie co zdarzyło się poprzedniego wieczoru.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się.
Zaraz, zaraz... czemu leżę na kanapie w Pokoju Wspólnym z … POTTEREM?
Zerwałam się pośpiesznie speszona, a on obudził się. Ubrany w pomiętą koszulę, nie miał na nosie okularów, a krawat leżał obok.
Uśmiechnął się do mnie. Nie tak jak zwykle- jak zarozumiały, wredny Huncwot, ale jak... ktoś zupełnie inny.
A ja zareagowałam tym samym.
Wspomnienie wczorajszego pocałunku i długiej rozmowy do rana na kanapie, sprawiło, że zaczerwieniałam się tylko i mruknęłam :
-Cześć.
Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, po prostu uciekłam. Wbiegłam do dormitorium i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam się i oparłam o ścianę.
Co ja wyrabiam? Co ze mną nie tak?
Nie potrafiłam sobie na to odpowiedzieć. Wczorajszy wieczór był po prostu magiczny i jak mogłabym temu zaprzeczyć.
Nie chcąc więcej o tym myśleć, weszłam pod prysznic i poddałam się zimnej wodzie.
Tak, to mi dało niesamowite ukojenie.
Była niedziela, więc nie śpieszyłam się zbytnio żeby zejść na dół. Tak naprawdę bałam się, nie wiedziałam co zrobię jak go zobaczę, co mam mu powiedzieć...
Muszę powiedzieć, że to nieporozumienie, że coś uderzyło mi do głowy, że to nie powinno się zdarzyć.
Ale się zdarzyło.
Kiedy wyszłam z łazienki, zobaczyłam, że dziewczyny powoli wstawały. Wszystkie we wspaniałych humorach, wypoczęte i zadowolone.
Kiedy mnie zobaczyły, zaczęły się śmiać i podeszły do mnie.
-Lily, czemu nam nie powiedziałaś? - zapytała lekko obrażona Lizzy.
-Powiedziałam o czym ? - udawałam głupią.
-O POTTERZE ! - krzyknęły wszystkie.
-Nie wiem o czym mówicie... - powiedziałam zawstydzona i uciekłam schodami do Pokoju Wspólnego.
Nigdzie nie było Huncwotów, więc pobiegłam szybko przez portret do Wielkiej Sali. Rozglądałam się nerwowo i kilka razy odwróciłam się czując czyjąś obecność, ale nie potrafiłam nikogo dostrzec. Zwolniłam kroku, nasłuchując.
Hogwart dopiero budził się ze snu i nie spotkałam na swojej drodze nikogo. Już miałam skręcić, za posągiem nimfy wodnej, kiedy ktoś porwał mnie za duży gobelin.
-Potter! Co ty sobie wyobrażasz? -zapytałam rozwścieczona.
Ściśnięci staliśmy za ozdobną tkaniną. Potter przebrał się i zrobił porządek z włosami. Patrzyłam na niego lekko wystraszona, gdyż zrozumiałam, że nie wiem co powiedzieć.
Byliśmy bardzo blisko siebie, patrzyłam mu w oczy. W te dwa orzechowe punkty na tej roześmianej twarzyczce.
-Co się tak cieszysz ? - zapytałam niepewnie.
Potter spojrzał na mnie zagadkowo i powiedział:
-Bo mam z czego.
-Umieram z ciekawości.
On na początku chciał coś powiedzieć, ale się zawahał. Wtedy ja wkroczyłam do akcji.
-Potter, chciałabym ci coś powiedzieć. To co stało się wczoraj to było jedno wielkie nieporozumienie.
Widziałam jak jego oczy stają się smutniejsze. Nie wiedziałam dlaczego do oczu napłynęły mi łzy.
-Przepraszam - jęknęłam cicho i wyszłam zza gobelinu.
Gdy weszłam po obiedzie do Pokoju Wspólnego, większość grała w Eksplodującego Durnia lub zajmowała się innymi głupotami.
Zobaczyłam, że Syriusz rozmawia z Lizzy, więc podeszłam pod nich.
-Cześć, Evans ! Jestem pod wrażeniem ! - zawołał, gdy mnie spostrzegł.
-Dlaczego ?
-Słyszałem o tobie i Rogaczu !
-Nie ma " mnie i Rogacza". Nie ma i nie będzie, chciałabym żebyście wszyscy dali już z tym spokój ! - zawołałam gniewnie.
Atmosfera zrobiła się gęsta i poczułam jak inni uczniowie przyglądają mi się z ciekawością.
-Spokojnie, Evans. Nie chciałem...- zaczął Black.
-A co z tobą ?
-Ze mną ? -zapytał zdziwiony.
Spojrzałam na Lizzy i uśmiechnęłam się.
-Co z wami?
On najpierw lekko się skołował, ale potem spojrzał na nią i wyszczerzył zęby.
-Między nami... -zaczęła Lizzy.
Syriusz jednak popatrzył na nią pytająco, a ona wzruszyła ramionami.
-To, że bezczelnie pocałowałeś mnie wczoraj podczas balu, nie oznacza, że od razu jesteśmy parą. Na to, musisz sobie zasłużyć - powiedziawszy to, odgarnęła włosy i odeszła.
-Ja naprawdę was nie rozumiem. Dziewczyny, ech dziewczyny. Kiedy byłem z Ally, wystarczyło, że na nią popatrzyłem, a ta leciała do mnie i mnie całowała. A ona... - pokręcił głową.
-Nie jest taka „ łatwa" ? -zapytałam.
-Nie patrzę na to, nawet w ten sposób. Lizzy to... to bardzo nieobliczalna osóbka, nie potrafię do niej dotrzeć i na dodatek cały czas mnie zwodzi !
-Jest nieśmiała...
On kiwnął tylko głową.
-Co z Remusem ?
-Weekend spędził w Skrzydle Szpitalnym, nie wiem kiedy dojdzie do siebie.
-Chciałabym w końcu z nim porozmawiać, skoro nikt z was nie chce mi nic wyjaśnić, muszę załatwić to z nim.
Nastał wieczór, była wyjątkowo piękna pogoda, za oknem prószył śnieg, a ja czułam, że mam tego wszystkiego dość. Na dodatek dostałam dość dziwny list od rodziców.
Droga Lily,
Tak bardzo nam cię brak. Tęsknimy i nie możemy się doczekać, by cię zobaczyć.
W tym roku na święta przyjeżdża wujek Elrew i chciałabym, żebyś przyjechała do nas.
Wujek jest coraz słabszy, boimy się, że to nasze ostatnie wspólne święta, dlatego tym bardziej
zależy nam na Twojej obecności.
Poza tym, wiele się u nas ostatnio dzieje. Tato ma kłopoty w pracy, coś strasznego !
Na dodatek Florey Anderson, która mieszkała kiedyś za rzeką, straciła dom. Ktoś go podpalił.
Nie wiemy co o tym wszystkim myśleć, ale strach nas ogarnia, kiedy myślimy, o NICH...
Nawet mugole coś podejrzewają. Ostatnio w naszym dzienniku mówiono o pani Hoffset.
Oni nie mogą odkryć przyczyn zgonu, nie ma na sobie żadnych śladów, nie wykryto żadnej trucizny, nic...
My wiemy kto to zrobił. Wiemy też dlaczego. Jak tylko przyjedziesz do domu, postaramy ci się opowiedzieć.
Pewnie pytasz samą siebie, skąd to zainteresowanie magicznym światem ? Otóż ostatnio zaprzyjaźniliśmy się znaszym nowym sąsiadem panem Georgem Tullym.
Szybko okazało się, że jest czarodziejem, na dodatek byłym pracownikiem Ministerstwa.
Powiedział nam, że słyszał o Tobie, dlatego ujawnił się nam.
Tato nie bardzo mu ufa, ale to nie nowość. W końcu nie wolno nikomu ufać w tych czasach.
To tyle. Czekamy na ciebie ! Tunia powiedziała, że nie będzie ubierać choinki, gdyż to jest "dla dzieci " .
Mam nadzieję, że nam pomożesz.
Rodzice
Ten list wywołał u mnie falę żalu i tęsknoty, za moimi rodzicami. Nagle bardzo zapragnęłam wrócić do domu, być z nimi, wiedzieć, że są bezpieczni.
Bałam się o nich. Skoro nawet oni pisali do mnie o Śmierciożercach, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Zrobiło mi się smutno na wieść o pani Hoffset... Gdyby tylko nie opuszczała Hogwartu...
Śmierciożercy. Aż zadrżałam, gdy pomyślałam także o Nim...
Intrygował mnie także ten Tully. Kto to jest ? Skąd mnie zna ? Czego chce od moich rodziców ?
Wiedziałam, że nie zaznam spokoju, dopóki się nie dowiem.
Siedziałam na parapecie, na drugim piętrze i pisałam list do rodziców. Co prawda, już za kilka dni wrócę do domu na przerwę świąteczną, ale nie mogłam się powstrzymać
od nabazgrania kilku słów przestrogi.
Było już późno, miałam wracać do Pokoju Wspólnego. Nagle zza rogu wyszedł...
Nie kto inny jak Remus Lupin. Zaskoczona wstałam i zapomniałam zupełnie o liście.
-Remus... - szepnęłam.
Chłopak wyglądał na chorego, na twarzy był wręcz szary, miał kilka blizn i ran.
-Cześć, Lily. Masz coś przeciwko, żebym zabrał cię na spacer po szkole ?
Zgodziłam się, biorąc gotowy list i poszłam za nim. Przez chwilę szliśmy w ciszy, aż w końcu on zaczął:
-Przez jakiś czas, brałem się na odwagę, by ci wyznać prawdę. By powiedzieć, jak to było... James bardzo nalegał, żebym to zrobił, Syriusz mówił, że to nasza tajemnica... A Peter jak zwykle zgodził się z Jamesem. I oto jestem tutaj. Nie myśl jednak, że chce ci wyznać prawdę, wyłącznie przez to, że oni nalegali. Sam miałem wyrzuty sumienia i czułem, że to nie jest w porządku, że tak cię okłamuję. Właściwie- okłamujemy.
Lily... Tak mi przykro - powiedział zbolałym głosem.- To przeze mnie zostałaś ranna tamtej nocy, to przeze mnie musiałaś przeżywać ten ból...
-Remusie, co ty... ?- nie zdążyłam dokończyć, gdy on powiedział:
-Lily, jestem wilkołakiem. To ja cię wtedy zaatakowałem ... Przepraszam.
Stanęłam jak wryta. On spoglądał na mnie przepraszająco.
-Jesteś... wil-wilkołakiem ? Jak to możliwe ?
-Kiedyś, gdy byłem bardzo mały, ugryzł mnie Fenrir Greyback. Chciał zemścić się na moim ojcu, gdyż ten nie chciał mu pomóc. Do tej pory, nie wiem dlaczego Greyback chciał współpracować z moim ojcem. Tak czy inaczej, ten postawił się mu, a w odwecie Fenrir znalazł mnie pewnego dnia, gdy bawiłem się nad jeziorem i zaatakował.
Nie potrafiłem się obronić, byłem za mały... Mój ojciec w porę nas dostrzegł i zaczął walczyć z Fenrirem. Pamiętam jak Greyback krzyczał, pokonany : " W końcu dopadnę was wszystkich ". I dopadł. Najpierw mnie, potem moją matkę... Zmarła niedawno, bardzo długo leżała w Mungu. Odbierał mojemu ojcu, wszystko co kochał.
-Miał przecież ciebie.
-Tak, ale tortury, które przechodziłem każdej pełni, wprawiały mojego ojca w szaleństwo. Nie wiedział jak mi pomóc. Greyback patrzył na to z ukrycia...W końcu mój ojciec umarł. Dowiedziałem się od ciotki, gdyż to stało się podczas pewnej podróży. Do tej pory nie wiem, czy to Fenrir go zabił, czy było to samobójstwo.
Staliśmy przy balkonie widokowym na drugim piętrze. Było to zapomniane i rzadko odwiedzane miejsce, ze względu na tajemnicze duchy, które się tam ukrywały.
Poczułam, że po moich policzkach spływa samotna łza.
-Od tamtej pory, zmieniam się w wilkołaka, kiedy nastaje pełnia. James, Syriusz i Peter pomagają mi jakoś to... przetrwać. Tamtej nocy, byłaś po prostu w nieodpowiednim miejscu i o nieodpowiednim czasie. Oni zawsze starają się trzymać mnie z dala od zamku. To wszystko musiało wyjść z pod kontroli. Nie chciałem cię zaatakować, nie chciałem żeby tak się stało. Nienawidzę tego czym jestem i co robię ! - mówił głośno. - I wiem, że ty też mnie za to nienawidzisz.
Na początku nie wiedziałam co powiedzieć, byłam zaskoczona, zdruzgotana i ... było mi okropnie żal. Przytuliłam go i szepnęłam :
-Dziękuję, że wyznałeś mi prawdę... To nie prawda, nie nienawidzę cię. Wybaczam ci to wszystko.
Nagle zrozumiałam jakie to wszystko jest dla niego ciężkie. Każda pełnia to udręka i ryzyko - ofiar.
Odsunęłam się od niego. Uśmiechnął się lekko.
-Mogę cię o coś zapytać?
-Jasne...
-Jak oni ci pomagają?
Stałam na ośnieżonej polanie, w Zakazanym Lesie. Postanowili urządzić dla mnie pokaz, a ja bałam się, gdyż nie wiedziałam na czym on ma dokładnie polegać. Przypatrywałam się ścianie drzew, wyszukując czterech postaci, ale nic nie potrafiłam dostrzec.Słyszałam dziwne dźwięki za sobą... Cichy szelest w zaroślach, jakieś jęki...
Bardzo pożałowałam, że zgodziłam się w ciemno na ten ich pokaz. Nie wiedziałam nawet, czego się mam spodziewać.
Wiatr wiał lekko, a ja zziębnięta marzyłam o ciepłej herbacie. Było około 23, wszyscy normalni uczniowie siedzieli już w łóżkach.
Rozcierałam zmarznięte ręce i modliłam się, żeby to się szybko skończyło.
Nagle zza drzew, ku mojemu zdziwieniu, zachwyceniu ale i przerażeniu wyszedł czarny pies, jeleń i... czyżby to był... mały szczur ?
Na końcu szedł uśmiechnięty Remus. Wyglądał jakby miał ochotę krzyknąć " ta- daaam".
Nic z tego nie rozumiałam. Wiatr rozwiał mi włosy, poczułam jeszcze większy chłód. A zwierzęta podchodziły bliżej i bliżej.
Jeleń stanął obok mnie, a ja przyjrzałam się jego orzechowym oczom. Nie mogąc się powstrzymać, pogłaskałam go lekko.
Siedziałam w przedziale w pociągu razem z Lizzy i April. Olvia została na święta w Hogwarcie, chociaż zaprosiłam ją do siebie do domu.
Po kilkunastu minutach jazdy dosiedli się do nas Huncwoci, zadowoleni i roześmiani. Syriusz usiadł obok Lizzy i patrzył na nią z ukosa. Ona udawała, że ignoruje, chociaż uśmiechała się do mnie konspiracyjnie co chwilę.
James usiadł na przeciwko mnie i również się uśmiechał.
-Zawsze radosny, co nie, Potter? - zakpiłam, mimo wszystko również ukazując zęby.
-Z tobą zawsze.
Pisz dalej to jest śliczne <3
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuńNiedługo pojawi się rozdział 13.
super ci wychodzą te rozdziały <3
OdpowiedzUsuńPowiem tylko tyle: rozdział jak zwykle zajmujący i ciekawy... No.. Niezłe naprawdę podobało mi się to wyznanie Remusa-bardzo szczere i wzruszające. A co do Lily i Jamesa... Po prostu uzależniłam się...
OdpowiedzUsuń~ofelia