niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 11 "Zimowy Bal"

W sobotni poranek, obudziłam się bardzo wcześnie. Ręka już mnie nie bolała, więc pani Pomfrey wypuściła mnie wczoraj ze Skrzydła Szpitalnego.
W szkole panowała dziwna atmosfera - podekscytowania balem, ale także strachu i niepokoju, po ataku na Hogsmeade.
W Proroku nie napisali kto zaatakował Hogsmeade, ale wszyscy znali odpowiedź -Śmierciożercy.
Nikt nie widział już pani Hoffset w zamku, zapewne uciekła. Zaczęłam się coraz bardziej bać i widząc Severusa, rozmawiającego z niektórymi... złymi typami ze Slytherinu, martwiłam się także o niego.
Ubrałam się w ciepły różowy sweter i poszłam na śniadanie. 
Usiadłam przy stole Gryfonów. W sali nie było wiele osób, po chwili jednak ktoś podszedł do mnie.
-Lily?
Odwróciłam się i zobaczyłam...Nicka.
-Cześć- mruknęłam cicho.
- Lily, chciałem naprawdę cię przeprosić, że nie odzywałem się do ciebie. To było głupie, wiem. Moja urażona duma... Wybacz, mi.
Nie odzywałam się, więc powiedział: 
-Tak sobie myślałem... Idziesz z kimś na bal ?-
Zaskoczona, nie wiedziałam co odpowiedzieć.
Zero chłopców- tak sobie ustaliłam.
-Tak mam z kim iść.
Chłopak posmutniał.
-A można wiedzieć z kim ?
-Z moimi koleżankami i niech tak zostanie.
Powiedziawszy to odwróciłam się od niego i zajęłam się  kanapką z serem. On po chwili odszedł, najwidoczniej zbyt wściekły by coś powiedzieć.
Powoli sala zapełniała się ludźmi. Nagle obok mnie usiadła Lizzy.
-Hej !Słyszałam o Nicku... Jesteś pewna swojej decyzji ?
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc kiwnęłam tylko głową.
Nigdzie nie widziałam Huncwotów, szczególnie zależało mi by znaleźć Remusa.Musiałam z nim porozmawiać i wyjaśnić wszystko...
-Lily... Czym się tak martwisz ? Głowa do góry! Dzisiaj oczekiwany przez nas bal !
Uśmiechnęłam się dość sztucznie, nie chcąc pozbawiać mojej Lizzy szczęścia.
Dzień mijał powoli, a ja czułam się nieciekawie. Przechadzając się po zamku wpadłam na małego chłopca, który biegł zapłakany.
Chłopiec upadł, a ja kucnęłam i spytałam:
-Wszystko w porządku?
On zachlipał tylko, pokręcił głową i uciekł.
Zdziwiona szłam dalej, kiedy usłyszałam :
-To nie moja wina, że wszedł mi w drogę... Widzieliście jak poleciał ?
Usłyszałam gromki śmiech i po chwili zauważyłam Pottera, Syriusza i kilka rozchichotanych dziewczyn, skrytych za posągiem Merlina.

-Gratuluję, Potter. Przez ciebie małe dziecko płacze ! Jest się z czego cieszyć ! - zakpiłam, nie mogąc się powstrzymać.
-Ktoś cię pytał o zdanie, Evans ? - warknęła jakaś blondynka z Ravenclaw.
-Masz rację, nie pytał. - Potter patrzył na mnie zdenerwowany, lecz także i zawstydzony.- Zostawię was, może znajdziecie kolejną ofiarę.
Syriusz chciał coś powiedzieć, ale prychnęłam tylko i odeszłam.

Wieczorem, każdy zajmował się swoim wyglądem, dziewczyny zakładały sukienki i układały włosy w wymyślne fryzury, a ja rzuciłam się na łóżko i mruknęłam:
-Nie idę !
Wszystkie zaczęły krzyczeć i postawiły mnie na nogi.
-Nie ma : nie idę !
-Właśnie ! - krzyknęła Olivia.- Tylko dla ciebie przełamałam się i założyłam sukienkę ! Doceń to !
Wiedziałam już, że nie uda mi się uniknąć balu. Włożyłam ciemnofioletową krótką sukienkę i przejrzałam się w lustrze. Przeczesałam szczotką, długie włosy, po czym spojrzałam na zegar.
Dziewczyny były już gotowe i czekały na mnie.
-Idziemy ? -zawołała Lizzy, przeczesując ciemne włosy.
-Idziemy.
Każda wyglądała przepięknie: April w lawendowej długiej sukience, Olivia w nieziemskiej czerni i Lizzy w długiej, zielonej i błyszczącej sukience.
Kiedy zeszłyśmy do Pokoju Wspólnego, nie zauważyłyśmy nikogo. Najwidoczniej wszyscy poszli już do Wielkiej Sali...
-To eleganckie, spóźnić się na taką uroczystość - powiedziała Olivia, udając wyniosłą damę.
Zaczęłyśmy chichotać i razem szłyśmy przez ciemne i zimne korytarze.
Zrobię to... Przeżyje jakoś ten bal dla nich.
Kiedy weszłyśmy do Wielkiej Sali, każda z nas krzyknęła z zachwytu. W sali stało pięć ogromnych choinek-większych niż te, które jak zwykle przynosił Hagrid...
Hagrid- miałam do niego wpaść ! Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju już od jakiegoś czasu, jak mogłam o nim zapomnieć...
Rozejrzałam się, szukając go między stołem nauczycieli i naszymi stołami, udekorowanymi białymi śnieżynkami. Zauważyłam, że kilka lodowych rzeźb się rusza i chodzi za uczniami. Duchy latały nad głowami, a ściany błyszczały tajemniczo.
-Gdzie siadamy ?
Rozejrzałam się, prawie wszystkie stoły były już zajęte. Zobaczyłyśmy jednak jeden stół po prawej stronie, więc zajęłyśmy go we cztery.
Usiadłyśmy i podziwiałyśmy wystrój oraz muzykę graną przez The Black Magic. Zaczęli od wyjątkowo wolnej piosenki, ale po kilku chwilach zmieni repertuar na coś szybszego.
April wyciągnęła nas na parkiet i wszystkie zaczęłyśmy tańczyć. Było mnóstwo ludzi, widziałam, że za stołem nauczycielskim siedzą nie tylko nasi profesorowie, ale dużo nieznanych mi osób. Dumbledore siedział i kręcił głową w rytm muzyki. McGonagall spoglądała na wszystkich surowo, a profesor Grew kręcił się jak opętany na krześle i śpiewał razem z wokalistą Black Magic.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, widząc jak Olivia wydurnia się i tańczy jak szalona. Szybko zawtórowałyśmy jej, nie zważając na to, że inni się nam przyglądają.
Po kilku piosenkach, byłyśmy tak zmęczone, że usiadłyśmy przy stoliku i wypiłyśmy kilka litrów soku. Pod Lizzy podszedł nagle Black i z tą swoją nonszalancją  powiedział:
-Zatańczysz?
Lizzy wydała się być bardzo zaskoczona i mimo, że zawsze upierała się, że Black to skończony idiota podała mu rękę i razem wyszli na parkiet.
Huncwoci...Czy każdy z nich musi  kraść wszystko to co tak naprawdę kocham ?
-Evans, zatańcz ze mną.
Odwróciłam się i mało co nie wyplułam sok na Pottera. Jak śmiał mnie jeszcze o to prosić? Miał na sobie długą, czarną szatę wyjściową, a pod spodem białą koszulę. Włosy jak zwykle roztrzepane, sterczały mu, każdy w inną stronę.
Mimo wszystko, zawahałam się. Czemu ? Czyżbym... o matko, aż ciężko to napisać - chciała z nim zatańczyć?
-Nie będę wam przeszkadzać...- odrzekłam po chwili.
-Nam ? -zapytał zdziwiony.
-Tobie i twojemu ego... - powiedziałam dosyć nie miło, przypominając sobie płaczącego chłopca na korytarzu i jak Potter się tym chwalił.
Chłopak zrobił dziwną minę i zamiast jak zwykle coś odpowiedzieć, po prostu odszedł. Dziewczyny zachichotały.
-To było okrutne, Lilka ! - zawołała April.
Po chwili ją także wyciągnął jakiś wysoki brunet, a Olivia gdzieś zniknęła. Przyglądałam się wirującym parom na parkiecie. Widziałam Lizzy jak tańczy z Syriuszem, uśmiechała się, a on odpowiadałam tym samym...
 ***
-Narażasz swoją reputację, Black.
On uśmiechnął się tylko i powiedział:
-Czemu ? 
-Tańczysz ze mną - to wystarczy. Spójrz - tańcząc, Lizzy wskazała na kilka młodszych dziewczyn opierających się o ścianę - każda chciałaby z tobą zatańczyć. Każda jest bardzo urodziwa... A ty wybrałeś mnie.
Obrócił ją, po czym spojrzał w oczy i zaśmiał się:
-Widzisz, Elizabeth - jesteś wyjątkowa.
Lizzy spojrzała na niego zdziwiona. Przyjęła to jako komplement, ale jedno ją bardzo bawiło.
-Coś z tobą nie tak, Black. Nazwałeś mnie...
-Elizabeth.
Mówiąc to zbliżał się do niej coraz bardziej i bardziej.

***
Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam wzrok od tej pary.
Oscar zaprosił mnie do tańca, a ja patrząc na szczęśliwą Lizzy nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. On jednak wyciągnął mnie na parkiet. Tańczyliśmy kilka minut, a ja śmiałam się z jego żartów.
-Ona jest z nim ? - zapytał w końcu.
Mina lekko mi zrzedła, ale odpowiedziałam:
-Nie wiem, Oscar, nie wiem...
Potem tańczyłam wolnego z Martinem, który był Gryfonem z tego samego roku co ja. Rozmawialiśmy o lekcjach, o nauczycielach... o wszystkim. 
Gdy The Black Magic skończyli grać, on ukłonił mi się i uśmiechając się odszedł. 
Byłam już bardzo zmęczona. Chciałam trochę ochłonąć, więc pomyślałam o wyjściu na dwór. Zaczęłam iść w kierunku drzwi kiedy ich zobaczyłam. 
To był Potter. Wyglądał trochę inaczej, nie miał na sobie szaty, tylko białą koszulę. Była rozpięta, włosy bardziej zmierzwione, a na twarzy pojawiło się zdeterminowanie.
Na przeciwko niego stał Snape, wyglądał na wściekłego. Miał na sobie starą szatę wyjściową, która wyglądała okropnie.
-Ona mnie nic nie obchodzi ! - krzyknął Snape.
-To czemu ją śledzisz? - krzyknął głośniej Potter i wyjął różdżkę. 
Snape także zareagował i po chwili oboje celowali do siebie.
-Nie śledzę Evans ani ciebie, Potter... Skończyłem z nią, tak jak z tobą ! - warknął Snape. - Oboje jesteście siebie warci...
Zaczęli ciskać w siebie zaklęciami, lecz po chwili Snape mnie zobaczył i opuścił różdżkę.
Potter także się odwrócił. Nagle zauważyłam, że łzy spływają mi po policzkach, a obraz mi się rozmazał. Wybiegłam na dwór, ocierając oczy.
Ona mnie nic nie obchodzi - byliśmy przyjaciółmi i mimo wszystko myślałam...
On już ze mną skończył... To prawda, nasza znajomość jest przecież skończona. Zbiegłam schodami na błonie. Wszędzie było pełno śniegu,  ogarnęło mnie zimno, po chwili poczułam jak brodzę w moich baletkach, po śniegu. 
Mróz szczypał mnie w nos, a ja nadal czułam łzy spływające po policzkach.
-Lily... - usłyszałam za sobą czyjś ciepły głos.
Odwróciłam się - przede mną stał Potter. 
Na mój widok, po raz pierwszy nie zmierzwił sobie włosów. Po prostu stał, a ja nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
Nagle jednak ogarnęła mnie złość- czemu on się we wszystko wtrącał.
-Nie odzywaj się do mnie ! - krzyknęłam i poczęłam znowu płakać.
On podszedł bliżej, a ja cofałam się.
-Nie zbliżaj się ! Mam cię dość!  Wszystko musisz ... zniszczyć ! We wszystko się wtrącasz! Czemu znów podniosłeś różdżkę na Snape? 
On nie wiedział co odpowiedzieć i zmieszał się.
-Obserwuje go... On się na ciebie cały czas gapi i... i ...
-No i co z tego ? Daj mu spokój ! Daj mi spokój ! To wszystko przez ciebie... Gdyby nie ty, gdyby nie... może byłby moim...przyjacielem ! 
Potter stał blisko mnie, a ja patrzyłam mu prosto w oczy.
-Dobrze wiesz jaki on jest, Lily! 
-Tak ! Ale wiem jaki ty jesteś ! Jesteś okropnie... wrednym... przemądrzałym... sławnym i napuszonym Potterem!
-Nie wiesz nic o mnie.
Prychnęłam głośno, ocierając łzy... Jak ja się przed nim upokorzyłam ! 
Minęłam go, ale on złapał mnie za nadgarstek.
-Potter! 
-Lily... -szepnął łagodnie.
Przyciągnął mnie do siebie, nasze usta zbliżyły się, a on mnie pocałował.
Poczułam... poczułam się jak nigdy. Ciepło jego ust, jego dotyk... Objął mnie w tali, a ja zarzuciłam mu ręce na szyje, chcąc go do siebie bardziej przybliżyć.
Nie mogłam się przed tym powstrzymać i mimo, że powinnam go odepchnąć - nie mogłam.
On całował mnie jakby to był jego ostatni pocałunek, jakby to była nasza ostatnia chwila razem... Powoli dotknęłam jego policzka.
Właśnie wtedy doznałam największej magii w moim życiu.
 
***
-Remus... -szepnęła cicho Olivia.
Chłopak siedział na parapecie i przyglądał się nocnemu niebu. Gdy dziewczyna się pojawiła, odwrócił się i uśmiechnął.
-Jak się czujesz? - zapytała.
-Fizycznie... całkiem dobrze. Ale to co zrobiłem Lily, cały czas mnie męczy.
Olivia usiadła na skraju łóżka i przyglądała się chłopakowi.
-Powiedz jej prawdę. Ona ci wybaczy. Ale musi wiedzieć.
-Nie wiem, czy potrafię, Olivio.
Ona uśmiechnęła się i powiedziała:
-Wierzę w ciebie.
***********************************************************************************
Jest ! W końcu !
Naprawdę ciężko pracowałam nad tym rozdziałem, ale i tak wydaje mi się... jakiś taki marny :)
Liczę na wasze opinie ! Pozdrawiam :)

3 komentarze:

  1. według mnie nie jest marny tylko inny od wszystkich ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z ciekawością czekam na kolejny rozdział.
    :)

    OdpowiedzUsuń